Nowe

„Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.”

Patrząc na swoje życie widzę, że parę tych „nowych początków” było. Różnie się one kończyły. Niektóre kolejnymi łzami, ranami, znowu miało być inaczej, a było/jest jak zwykle.

Myślę, że po wyborze Chrystusa 4 lata temu niewiele zostało z mojego dawnego życia. Straciłam je, ale też zyskałam Boga, siebie i tych, których On mi przysyła.

Od których nie tyle oczekuję, że będą…, ale przede wszystkim to ja staram się być dla nich. Staram się o to dbać na tyle na ile zależy to ode mnie.

„Postaw mnie mocno dziś na skale. Umocnij mnie, wybieram Cię na zawsze”

Normalnie

Normalność… tęsknimy do niej, chcemy jej, szukamy jej, dążymy do niej.

W niektórych życiorysach nie jest ona czymś oczywistym i ciężko jej doświadczyć.

Zastanawiamy się: ” Boże czy nie może być normalnie, chociaż raz?”

A co jeśli może być normalnie i nawet jest…?

Doświadczeni dramatami, zawirowaniami. Poranieni przez innych i siebie… Zawsze coś było nie tak…

Rozumiemy różne patologie, ale czy potrafimy docenić normalność? A może normalność nas przerasta i uciekamy?

„Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!»”

Zapraszała

Czy jestem dobrą chrześcijanką? Powiem wam, że staram się – to na pewno.

Czy mi to wychodzi? Pewnie nie zawsze…

Staram się żeby moje życie było świadectwem tego, że chcę iść za Jezusem, by moja postawa nie zniechęcała do kościoła, a zapraszała.

Czy mi się udaje? Nie mi to oceniać, ale mam nadzieję, że tak.

Ale żeby tak było, na pewno Ty, Boże, musisz być na pierwszym miejscu. Może to banał, który już wiele razy się słyszało, ale to prawda…

Po dupie

Usłyszałam opinię, że Bóg jest niesprawiedliwy, bo często to dobrzy ludzie dostają po dupie… Tak, dużo w tym racji, że tak jest. Rozumiem, że można dojść do takiego wniosku.

Sama po prostu tego nie rozumiem. Mam takie proste marzenia, pomysły, propozycje i albo muszę o nie naprawdę dłuuuugo walczyć, albo często i tak z nich nic nie wychodzi… Plus spotykają mnie trudne rzeczy. A inni? Zdaje się, że mają dużo łatwiej…

Nie masz szczęścia? Myślę, że to nie wina Boga. On może wszystko, ale w tym wszystkim szanuje wolność człowieka.

Bóg stwarza sytuacje, przypadki, posyła Ducha Świętego, daje szanse, stawia takich, a nie innych ludzi, pokazuje drogę… Wie kogo i czego najbardziej potrzebujemy.

Ale to człowiek decyduje czasem tak, że ktoś dostaje po dupie…

A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”.

Piękny obraz

„Gdy zobaczysz w kimś coś pięknego – powiedz mu to! Tobie zajmie to kilka sekund, a w Nim może to pozostać na ZAWSZE!!!”

Gdy przeczytałam te słowa miałam refleksję. Zobaczyć w sobie nawzajem piękno i powiedzieć/mówić o tym sobie – to jedno…

Trudniejsze może się okazać by nie zapomnieć o tym „pięknym widoku” i nadal go dostrzegać podczas czarnych dni.

Gdy się nawzajem zawodzimy, krzywdzimy, okazujemy się trudni dla siebie… Pamiętać i widzieć to co piękne i nie zmienić zdania…

Nie dać tym rysom i pęknięciom nabrać mocy. Nie nosić w sobie urazy. Dawać raz po raz szanse, aż w końcu zaświeci ponownie słońce…

Potrafisz tak?

Na pewno jest JEDNA osoba, która robi to doskonale i uczy nas tego…

Chwycić

„Złapać Pana Boga za nogi”… Czyli mieć wymarzoną dziewczynę, chłopaka, dobrą pracę, super znajomych, dużo kasy, pasję, cudowną rodzinę itd. Udane życie.

A co jeśli jest wszystko na odwrót i nic nie jest takie jak byśmy chcieli żeby było… I ogólnie jest do chrzanu?

Może wtedy tym bardziej trzeba złapać się Pana Boga i wierzyć, że mimo wszystko się jeszcze poukłada…

Motylki

Dlaczego tak trudno nam uwierzyć w Bożą miłość? A jeszcze trudniej pojąć nam, że kocha człowieka, który pluje na Niego i Kościół, który generalnie mówi NIE, a i tak słyszymy, że go też kocha i to tak samo jak nas…

Może wynika to z tego, że trudno nam znaleźć taką miłość. Mamy jakieś wyobrażenie miłości i gdzieś tego się trzymamy.

Motylki w brzuchu, iskry, błyski i takie tam sprawy… Szybko przychodzą, ale też czasem szybko odchodzą. Życie…

A jakiej miłości uczy nas Bóg? Posyła jedynego Syna na krzyż, a ten Syn przyjmuje to i oddaje swoje życie. Tak samo za tych co mówią mu TAK, ale i za tych co mówią mu NIE. Dlaczego? Bo kocha. I to się nigdy nie zmieni.

„Kiedy tylko miłość może być jedynym wyjściem

Ty oddałeś Swoje życie w pięknej wymianie”

Mała

Czasem nie mogę wyjść z podziwu jak dany człowiek jest utalentowany, i to na wielu płaszczyznach, i robię się „mała”…

Myślę sobie wtedy, że to co ja mogę robić to po prostu dać przestrzeń, by to rozwijał. Wspierać go w tym i pomagać odkrywać to co dostał od Pana Boga, by mógł stawać się prawdziwym sobą. Byśmy mogli wzajemnie się ubogacać i obdarowywać.

Zastanawiamy się często: czemu jest tyle zła na świecie? Czemu krzywdzimy siebie nawzajem? I przede wszystkim: czemu Bóg na to wszystko pozwala?

Każdemu z nas Bóg daje przestrzeń, wolność… Ile dasz mu w niej miejsca? To zależy już od Ciebie, bo nikt bardziej jej nie szanuje niż On.

Wiem jedno: jeżeli się z Nim współpracuje (pomimo, że to niełatwe, bo wymaga od nas pokory) to potrafimy z tej przestrzeni dobrze korzystać i czujemy się naprawdę wolni, bo jesteśmy sobą.

Pozwól być

Czasem jestem naprawdę rozdarta… Między pragnieniem stanięcia już z Bogiem twarzą w twarz, a wolą życia tu na ziemi.

Rzeczywiście są dni, w których tak mnie ten świat przerasta i pewne rzeczy mnie tak bolą, że patrzę z wielką tęsknotą ku Górze… I nie zawsze chodzi o to, że mam doła czy nie mam nadziei na lepsze jutro. Po prostu śmierć jest dla mnie przejściem, nie końcem.

Dotyczy każdego z nas i w każdym wieku. Warto o niej rozmawiać, nie po to, by się dołować czy straszyć, ale dlatego, że jest czymś czego nikt z nas nie uniknie.

Warto ten temat w sobie poukładać i nie bać się, zwłaszcza gdy oddajesz życie Jezusowi. A jeśli się boisz to nie marnuj czasu i doceniaj to co masz i to co dostajesz. Dostrzegaj to…

A prawdziwości tych słów doświadczyłam/doświadczam przy śmierci Jarka:

„Gdy umierają święci – pożegnanie z ziemią z ponurej ceremonii zmienić się może w festiwal wdzięczności. Są łzy, ale nie ma rozpaczy. Bo gdzie jest Bóg, tam nie może być rozpaczy. A święty to człowiek, który pozwolił Bogu być.”

Umrzeć dla świata

„Gdy spotykasz Jezusa, to powinieneś mieć potrzebę opowiadania o tym i dzielenia się tym z innymi” – przez wiele lat słowa te budziły we mnie wyrzuty sumienia…

Myślałam sobie:

„Ale o czym ja mam mówić? Nie mam nic ciekawego do powiedzenia, oprócz tego co już wszyscy wiedzą… wiec po co się powtarzać?
A może… ja przez te wszystkie lata nie spotkałam żywego Boga? Nie spotkałam go osobiście, a moja relacja z Jezusem była jakaś płytka?”

I to gdzieś tam w głębi nie dawało mi spokoju…

Mijają właśnie trzy lata od kiedy piszę tego bloga. Być może nie byłoby go, gdyby nie garść przykrych słów, jakie usłyszałam w maju 2017 roku pod moim adresem. Sprowadzały się do tego, że powinnam zejść z obranej drogi…

Efekt okazał się być odwrotny od zamierzonego.

Powiedziałam: „Wybacz, ale nie będę przepraszać za to, ani zmieniać tego, że zaczęłam NAPRAWDĘ wierzyć.”

Tak, zaczęłam żyć w prawdzie i mówić prawdę. Przestałam już na pewne rzeczy przymykać oczy i nie nazywać czarnego – czarnym, a białego – białym.

Trzeba umieć umrzeć dla tego świata, by żyć z Bogiem…