Ten temat już dawno we mnie gra.
Choroba alkoholowa, choroby onkologiczne czy różne zaburzenia psychiczne jak depresja – to choroby, które się leczy.
Leczą te choroby lekarze, psycholodzy, psychiatrzy etc.
O metodach leczenia decydują właśnie Ci ludzie.
Każda z tych chorób nie leczona prowadzi do śmierci.
Oburzają mnie wypowiedzi ludzi znanych, którzy trzwierdzą np. że chemia jest niepotrzebna w walce z rakiem; w depresji leczenie farmologiczne szkodzi; a alkoholik tak sobie z tym poradził, że żadna terapia, żadne AA tylko zaszywa sie co poł roku, ale daje sobie tydzień na picie na umur. Przy czym nazywa się trzeźwym alkoholikiem.
No nie, nie i jeszcze raz nie…
Ok, mają prawo się wypowiadać, ale niestety są ludzie, którzy posłuchają swoich autorytetów bezkrycznie.
Ktoś odstawi antydepresanty i koniec końców popełni samobójstwo.
Ktoś zrezygnuje z chemi i przegra walkę z rakiem.
Jakiś alkoholik, który wie, że ma problem, ale kombinuje żeby dalej pić, uzna, że będzie trzeźwym alkoholikiem, bo jakiś znany piosenkarz tak trzeźwieje.
Guzik prawda. Wiem, że leczenie farmakologiczne przy zaburzeniach psychicznych jest nieraz konieczne, by przetrwać, by żyć.
Moja Mama, gdyby nie chemia, już dawno by umarła.
Alkoholizm to choroba, uzależnienie, by z niej się wyrwać trzeba zupełnie przestać pić. I trwać w abstynecji. Nie ma innej drogi. Jeżeli co pół roku zapijasz to nie jesteś trzeźwiejącym alkoholikiem. Jesteś w czynnym nałogu.
Swoją drogą, gdyby moja Mama zapijała co pół roku, byłby to dla mnie koszmar…
Oczywiście każdy ma prawo robić co chce i mówić co chce, do momentu jak nie robi to krzywdy drugiemu człowiekowi, ale czy takie publiczne wypowiedzi nie robią właśnie komuś krzywdy?
