Pozwól być

Czasem jestem naprawdę rozdarta… Między pragnieniem stanięcia już z Bogiem twarzą w twarz, a wolą życia tu na ziemi.

Rzeczywiście są dni, w których tak mnie ten świat przerasta i pewne rzeczy mnie tak bolą, że patrzę z wielką tęsknotą ku Górze… I nie zawsze chodzi o to, że mam doła czy nie mam nadziei na lepsze jutro. Po prostu śmierć jest dla mnie przejściem, nie końcem.

Dotyczy każdego z nas i w każdym wieku. Warto o niej rozmawiać, nie po to, by się dołować czy straszyć, ale dlatego, że jest czymś czego nikt z nas nie uniknie.

Warto ten temat w sobie poukładać i nie bać się, zwłaszcza gdy oddajesz życie Jezusowi. A jeśli się boisz to nie marnuj czasu i doceniaj to co masz i to co dostajesz. Dostrzegaj to…

A prawdziwości tych słów doświadczyłam/doświadczam przy śmierci Jarka:

„Gdy umierają święci – pożegnanie z ziemią z ponurej ceremonii zmienić się może w festiwal wdzięczności. Są łzy, ale nie ma rozpaczy. Bo gdzie jest Bóg, tam nie może być rozpaczy. A święty to człowiek, który pozwolił Bogu być.”

Umrzeć dla świata

„Gdy spotykasz Jezusa, to powinieneś mieć potrzebę opowiadania o tym i dzielenia się tym z innymi” – przez wiele lat słowa te budziły we mnie wyrzuty sumienia…

Myślałam sobie:

„Ale o czym ja mam mówić? Nie mam nic ciekawego do powiedzenia, oprócz tego co już wszyscy wiedzą… wiec po co się powtarzać?
A może… ja przez te wszystkie lata nie spotkałam żywego Boga? Nie spotkałam go osobiście, a moja relacja z Jezusem była jakaś płytka?”

I to gdzieś tam w głębi nie dawało mi spokoju…

Mijają właśnie trzy lata od kiedy piszę tego bloga. Być może nie byłoby go, gdyby nie garść przykrych słów, jakie usłyszałam w maju 2017 roku pod moim adresem. Sprowadzały się do tego, że powinnam zejść z obranej drogi…

Efekt okazał się być odwrotny od zamierzonego.

Powiedziałam: „Wybacz, ale nie będę przepraszać za to, ani zmieniać tego, że zaczęłam NAPRAWDĘ wierzyć.”

Tak, zaczęłam żyć w prawdzie i mówić prawdę. Przestałam już na pewne rzeczy przymykać oczy i nie nazywać czarnego – czarnym, a białego – białym.

Trzeba umieć umrzeć dla tego świata, by żyć z Bogiem…

Czynimy

Ciężko jest odnaleźć się w tym świecie…. Czasami obserwując pewne zdarzenia pytam: dokąd zmierza ludzkość? Gdzie w tym wszystkim zostawiliśmy miejsce dla Boga? Czy w ogóle jest w tym wszystkim dla Ciebie miejsce? Tak często o Tobie zapominamy…

Sami niejednokrotnie czynimy ten świat gorszym. Nie przestrzegamy Dekalogu, nie żyjemy na odzień Ewangelią, chcemy posiadać kompetencje Boga i niestety w te Jego kompetencje wchodzimy… I dziwimy się że jest jak jest… Mamy pretensje do Niego.

Ale są ludzie, którzy, idąc za światłem, potrafią bliźniemu (którego życie nie oszczędza) pomóc drobnym gestem, który akurat szczęśliwie są w stanie wykonać. Zupełnie bezinteresownie… i czerpać radość, że chociaż przez moment ten ktoś poczuł się ważny… Drobny, ale piękny gest.

Takie serca trzeba wspierać. Takie światło trzeba rozpalać, a nie gasić… Trzeba nam się modlić, byśmy potrafili mimo wszystko i zawsze tacy być. Będąc takimi czynimy świat lepszym. Mamy wybór…

Swą chwałę ukrył w tym co stworzył, lecz objawił Ciebie nam.”

Ciuch

Mam taką bluzkę/sweterek/tunikę (chociaż jestem kobietą, to nie znam się na tym nazewnictwie). W każdym razie ten ciuch jest biały. Co prawda ja i biel to dosyć ryzykowne połączenie, bo od razu się czymś ubabram, rękawy od kół szybko się brudzą itd. Mimo to lubię to ubranie.

Pewnego razu mając go na sobie ubabrałam się papryką na brzuchu, duże czerwone plamy. Miałam wątpliwości czy się odpierze… i czy nie jest już do wyrzucenia. Mama stwierdziła, że trzeba spróbować i prać do skutku.

Tak więc przez dłuższy czas albo ciuch był w praniu, albo wyprany wisiał na suszarce, a ja tylko raz po raz sprawdzałam sytuację, stwierdzając to samo jeszcze raz.

Trochę to trwało… ale pewnego dnia, ściągając ciuch z suszarki po raz enty… Doprało się, i mogę ponownie w nim chodzić.

Pewnie mogłam sobie darować i kupić coś nowego, coś podobnego… ale to nie byłoby to samo…

Tak to jest – inni w Ciebie wątpią, Ty sam w siebie wątpisz, bo za dużo razy się w różnych bagnach skąpałeś, i mimo, że wiele razy czegoś próbowałeś, wygląda to naprawdę nieciekawie…

„Jeśli nie wierzysz w Boga to on i tak wierzy w ciebie.”

Ciut

Czas – pojęcie względne. Jak go nie mamy – chcielibyśmy mieć, jak go mamy w nadmiarze – to nudzi nam się. Gdy nie mamy czasu, mamy tyle planów, marzeń, jak możemy je realizować – to często nie mamy nastroju i nie chce nam się…

Może po prostu nie do końca wiemy czego chcemy, czego potrzebujemy?

Ocieramy się o tragedie, lub doświadczamy tego czego baliśmy się najbardziej, najgorszego… To takie rekolekcje, w obliczu których zastanawiamy się nad sprawami ostatecznymi. Sprawy, które przed chwilą były ważne, stają się nieistotne, bo teraz wiemy co jest najważniejsze i prosimy Boga o to jedno o nic więcej…

Zastanawiam się ile i na ile w nas zostaje z takich rekolekcji? Zwłaszcza, gdy kryzys zostaje zażegnany… Na całe życie? A może przez miesiąc, rok? I wszystko wraca do normy… i znowu nie szkoda nam czasu… Mówi się, że tak to już jest: że trzeba stracić by przejrzeć, by zrozumieć, by docenić. Ale czy nie da się na pewno chociaż ciut wcześniej…?

Światło

Zastanawiam się czasem: na ile zmieniły mnie ostatnie 4 lata? Na ile zmieniło mnie doświadczenie nagłej i tragicznej śmierci Jarka?

Przekonałam się, że po końcu świata można żyć dalej… Nie jest to łatwe, nawet mimo wiary w Boga.

Ale można żyć dalej, mimo bólu znajdować powody do uśmiechu, widzieć piękno i czuć wdzięczność, że było, że się zdarzyło.

Cieszyć się z obecności kogoś nawet skomplikowanego. Nie próbować go na siłę zmieniać, poprawiać, a przyjmować go całego. Pomimo i dlatego, że on to on, a nie ktoś inny… Dostrzegać światło w największych ciemnościach.

W Tobie jest światło,
Każdy mrok rozjaśni.
W Tobie jest życie
Ono śmierć zwycięża
Ufam Tobie, Miłosierny
Jezu wybaw nas.”

Piąte

Prawda nie pozwala już dłużej w miejscu tkwić, nawet mimo ciągłych szykan.”

Mówi się, że są różne etapy wiary. Ktoś wierzy bardziej czy mniej. Jednak myślę, że pod słowem „wiara” kryje się relacja, i tak jak o każdą inną relację trzeba o nią dbać.

Nie można od tego zrobić sobie „wakacji” nawet jak jest ciężko lub gdy jest wiele przesłanek by sobie odpuścić . Chociaż na jakiś czas… aż będzie łatwiej, ale czy na serio chodzi o to, żeby było łatwiej? Czy w ogóle jest możliwe by było łatwo?

Ważne jest, by myśleć o kimś, mieć go w sercu, porozmawiać przez telefon, spotkać się online. Ale czy to jest na dłuższą metę wystarczające ?

Teraz jeszcze bardziej doceniam i podziwiam chrześcijan i księży którzy żyją i posługują w krajach, gdzie nie mogą otwarcie przyznawać się do Jezusa, brać legalnie udziału w Eucharystii., bo karą za to jest śmierć.

Czasem mają szanse uratować życie, wystarczy wyrzec się Jezusa…. Jak wiemy są tacy, którzy z tego nie korzystają i tracą życie, bo mają pewność, że zyskają o wiele więcej…

Zastanawiam się, czy są nieodpowiedzialni, egoistyczni albo uzależnieni od religii?

A może po prostu poznali tego, w którego wierzą, weszli z nim w relację i o nią dbają, mimo trudnych warunków. Nie potrafią go się wyrzec, nawet w obliczu zagrożenia życia.

Kto jest lub co jest panem twojego życia?

5. Nie zabijaj” …?

Taka sytuacja

„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”

Kilka lat temu na Mszy Świętej był pewien 4- letni chłopczyk. Gdy przyszedł moment Komunii, ustawił się jak reszta w kolejce po Pana Jezusa.

Uśmiechnięty stanął przed księdzem, ten odwzajemnił uśmiech i pobłogosławił go. Jednak chłopczykowi coś nie pasowało, i odszedł niepocieszony.

Przykląkł i znów ustawił się w kolejce. Rozbawiony ksiądz ponownie go pobłogosławił, na co chłopczyk kiwnął głową na „nie” i otworzył szeroko buzię.
Po chwili podeszła do niego mama i zabrała chłopczyka z powrotem do ławki.

Rozżalony rozpłakał się i nie rozumiał czemu nic nie dostał, choć było tego dużo . Głośno wyraził swój sprzeciw.

Na koniec Eucharystii ksiądz podsumował dość zabawną, ale mogącą coś ważnego obrazować sytuację:
– Życzę nam wszystkim takiej konsekwencji i wytrwałości w przychodzeniu do Jezusa, jak pokazał nam przed chwilą Filip.

„On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł:«Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim.I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje.”

 

Człowiek

Wróciłam myślami do pewnej sceny.
Pewnego razu czekałam aż pewien ksiądz mnie odwiezie. Pomagałam sprzątać i w pewnym momencie spojrzał na mnie i krzyknął: „Spokojnie Asia, nie zapomnę o Tobie!”

Pomyślałam, że tyle razy to słyszałam i okazywały się to puste słowa… , ale jest nieliczną z osób, której jestem skłonna w te słowa uwierzyć, choć jest mężczyzną, a do tego jeszcze KSIĘDZEM.

Kapłan – jaki Ci się wyświetla obraz, gdy słyszysz te słowo?

Ja widzę ludzi, którzy ciągali mój wózek po plaży, pływali ze mną w morzu czy nosili na plecach.
Widzę człowieka, który zabrał mnie na spacer po lesie i porozmawiał ze mną.
Widzę człowieka, który ocierał mi łzy, w momencie gdy inni mężczyźni mnie zawodzili.
Lub przypomina mi się człowiek, który zabiera mnie do sklepu i pyta co bym chciała i spontanicznie mi to kupuje, lub zabiera mnie do kina choć nie mam przy sobie kasy. Itd…

Widzę też księdza , który przynosi mi Boga żywego: w Eucharystii, w spowiedzi, w Adoracji Najświętszego Sakramentu. Boga żywego, bez którego nie umiem normalnie żyć.

Dobrze, że jesteś, człowieku – kapłanie 🙂

Lipa

Stabilizacja, bezpieczeństwo, spokój… Próżno w tym świecie tego szukać. Choć próbujemy, tak często się zawodzimy, bo już miało być łatwiej, normalniej, a nie jest, znów to wszystko to lipa.

4 lata temu powiedziałam: Dobra, Boże, spróbujmy po Twojemu, mam już naprawdę dość…

Zaczęłam iść po wąskiej i niełatwej ścieżce, chwytając się bardzo mocno „ręki” Jezusa/Boga, czyli Sakramentów, które daje nam Kościół Katolicki. Odkrywając ich wielką wartość i sens…

Życzę Wam, żebyście patrzyli na Jezusa i szli po wodzie, robiąc swoje, wtedy dacie radę lipie. Wiem co mówię.

„Jezus wycierpiał każdy trud
Żebyś żył i już się nie bał”