Zaraz

Zaraaaz – myślę, że to najczęściej, słyszą rodzice od  dzieci – gdy je o coś proszą.

Zaraz- czyli ile : 5 minut czy pół  godziny ?

Czasem  brakuje nam cierpliwości.  Internet  za wolno działa , ktoś odrazu  nie odpisuję  na smsa itp. Ktoś spoźnia się pięć minut. Winda za wolno jedzie.

Nieraz trzeba  poczekać i to nas troszkę wkurza. Bo lepsze jest TERAZ od ZARAZ.

Pierwszą dobrą cechą, którą  w sobie znalazłam i się ” przyznałam” z czystym sumieniem , była cierpliwości.

Potem doszłam do wniosku, że to cecha , która bardzo przydaję się w życiu i czyni je łatwiejszym.

„Jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień. Nie zwleka Pan z wypełnieniem obietnicy – jak niektórzy są przekonani, że Pan zwleka – ale On jest cierpliwy w stosunku do was. Nie chce bowiem niektórych zgubić, ale wszystkich chce doprowadzić do nawrócenia.”

Być Bogiem

Kompletnie  nie znam  się na sporcie . Nie znam się  , nie interesuję się.  Od wielkiego  dzwonu obejrzę mecz. Niewielu znam ludzi  , którzy  tak naprawdę  ,znają się na piłce i  potrafią coś  obiektywnie ocenić/ wyłumaczyć mi.

Jednak brak kompetencji – nie przeszkadza ludziom , żeby wypowiadać  się ,na każdy temat  i twierdzić (nierzadko) , że oni by zrobili wszystko lepiej.

Tylko jak przychodziło co do czego , nic nie robią…

Jako ludzie mamy też mnóstwo pomysłów  jak powinno być na tym świecie.

Gdybyśmy tylko mogli być Bogiem , lepiej byśmy – to tutaj-  wszystko urządzili.

Biorąc pod uwagę , że każdy pojedyńczy człowiek  jest dla Niego ważny, i to że szanuje wolną wolę  każdego z nas  oraz X-  czynników  ,o których  nie mam pojęcia – stwierdzam – nie łatwo jest być Bogiem.

Ja z pewnością bym lepiej  tego świata  nie urządziła.

Nie chcę

Mówi się, że listopad to taki miesiąc refleksji – nad śmiercią i życiem.

Myślę sobie , że przed wieloma pochopnymi i głupimi decyzjami uchroniła mnie moja wyobraźnia.

Jak tak zrobię -pójdę w to-to teraz będzie mi fajnie , ale jutro będę czuła się z tym źle- stwierdzałam.

Ta „technika przewidywania” umocniona doświadczeniami pomaga mi również w codziennym życiu ( na każdej płaszczyźnie.)

Uczę się doceniać i widzieć wartość tego co mam , nawet w chwilach , gdy o to trudno ,bo po co mam czekać na kolejne straty?

Cały czas pamiętam również , że życie jest nieprzewidywalne i pewnych rzeczy , nie powinnam odkładać na potem , bo tego „potem” może nie być.

Nie czekam też ze zmianami w moim życiu, które wynikają z mojego rozwoju duchowego czy pomysłami -na ” lepszy czas ” , Adwent czy Wielki Post , bo mogę nie doczekać.

Nie chcę żałować…

S/M

Generalnie  zawsze  byłam niska i drobna . „Takie chucherko ” . Nigdy się nie odchudzałam, wręcz przeciwnie  miałam  momenty, że chciałam przytyć, bo co niektórzy  podejrzewali mnie o anoreksje czy inne zaburzenia  w odżywaniu.

Fakt jest taki, że nigdy nie miałam takich problemów,  ale jak mam dużo stresu to nie mogę/ nie chcę jeść. Nauczyłam się jednak w takich sytuacjach pilnować się – jeść chociaż  małe porcje z rozsądku.

Mój rozmiar to S/M . Wiem, że dziewczyny/ kobiety często  ” marzą ” o takim rozmiarze – ja zwłaszcza  jak ,byłam nastolatką  i chciałam wyglądać  poważniej – uważałam to za „minus” .
Teraz  jestem po trzydziestce i nie przeszkadza mi , że ludzie  czasem, odejmują mi nawet dziesięć lat.

Poza tym od tych , którzy mieli ambicję bym więcej  jadła ( oczywiście  wiem ,że  chcieli dobrze) ,bo byłam za chuda to ,gdy mieli okazję gdzieś  mnie wnosić, przenosić itd. – stwierdzali- To dobrze,że jesteś  jaka jesteś.

Może wiele naszych „minusów”  , z czasem  stanie  się dla nas naszym atutem?

Recepta

„Niby każdy dostaje tyle ile jest w stanie znieść. Boże dziękuję, że uważasz mnie za tak silnego człowieka ale proszę odpuść już, bo czuję, że niedługo
nie będzie już czego zbierać…”

Jak trafiłam na te słowa – pomyślałam sobie o tych momentach  w swoim życiu, w których czułam się tak bezsilna i pokonana, że głowa mała…

W internecie  można znaleźć  dużo ” recept” na skuteczną/wysłuchaną modlitwę . Do czego podchodzę z dystansem…

Bo czy Bóg  działa według  jakiś konkretnych schematów ? Czy można Go wsadzić w jakieś  ramy?

Ale jeśli bym miała  już radzić komuś jak przychodzić/zwracać się do Boga powiedziałabym, że w prawdzie i z prawdą.

Pewnego razu byłam sama w domu , a moja mama , była w szpitalu . Było z nią naprawdę źle… Zamknęłam  się w pokoju – bardzo zmęczona – zaczęłam ryczeć i krzyczeć – Wiem , że Jesteś Bogiem ,ale …- w dość ostrych słowach  powiedziałam co o tym wszystkim myślę  i co czuję.

Następnego  dnia wstałam i dalej mierzyłam się z trudną rzeczywistością – z nowymi siłami.
 
Co wypada mówić  , czego nie wypada mówić?

Myślę, że  zawsze  trzeba mówić zgodnie  z prawdą,  zwłaszcza do Boga.

Ulotna

Jest kilka takich filmów  , które wywarły na mnie takie wrażenie  i zapadły  mi tak w pamięć, że wracam do nich i oglądam  ponownie, gdy jest ku temu okazja.

Historia psa Hachito, który  po nagłej śmierci  swojego pana , do końca swojego życia wiernie czekał na właściciela , należy do takich obrazów .

Pierwszy  raz  ogładałam tę historię ,długo przed śmiercią  Jarka.  

Zapamiętałam ten film jako piękną i wzrusząjacą historię o silniej więzi psa z człowiekiem.

2 lata temu-  w Wielkanoc- wróciłam  do tego filmu.  Okazało się, że doświadczenie nagłej śmierci   Jarka i tego co się dzieje z naszym czarnym kotem , który  był najbardziej związany z Jarkiem , uczynił ten film trudniejszym dla mnie w odbiorze.

Myślę, że gdybym  obejrzała ” Johnnego”  czy też  ” Anię ”  4 lata temu , tematyka tych filmów, nie byłaby mi ,aż tak bliska. Wiele z tych wątków  zostałoby ,w sferze  wyobraźni .
A refleksje  , którą niosą tego typu historie  byłaby  bardziej  ulotnia i mniej zakorzeniona we mnie.

Chociaż  nikomu nie życzę  takiego typu doswiadczeń….- to niestety-  najczęściej  one są prawdziwą okazją do spojrzenia w głąb siebie i przewartościowania życia.

Może  to jest  te „dobro” , które  można z nich wynieść?

Absurd

„Pomagać czy nie pomagać ? ” – zapytał mnie proboszcz- wprowadzając  do kaplicy.

Mój  śp. dziadek  kochał mnie z moimi  ograniczeniami i nic nie chciał we mnie  zmieniać.

Moja  mama wychowywała mnie w ” realiźmie ” tak to nazywam. Rozumiem  przez to ,  to że ani nie dramatyzowała z powodu  mojej choroby, ani nie udawała , że ten wózek  to nic takiego, ale nauczyła mnie samodzielności na tyle, na ile pozwalał mój stan oraz proszenia i przyjmowania pomocy . Co w moim życiu  jak myślę każdego  człowieka  jest ważną  umiejętnością.

Miałam też zawsze  dystans do  swojej choroby . Nie miałam i nie mam problemu z tym moi rówieśnicy mowili do np. swoich rodziców, że ” idą do chorej Asi ” .

Po prostu było pieć dziewczyn  no podwórku  o tym samym imieniu i ja się tym akurat  „wyróżniam” .  To wszystko  czyniło moje życie takim normalnym …

Wybaczcie, nie będę  poprawna politycznie. Wiem , że powinnam napisać , że jestem osobą z niepełnosprawnościami, ale ja jestem osobą niepełnosprawną. Nie widzę nic złego  w tym , że wiele  osób tytułuje mnie:  ” Asi na  wózku ” ,” ta niepełnosprawna dziewczyna” . NIkt tu nie ma nic złego na myśli…., a nawet jeśli ma to stwierdza fakt…

Nie obrażają mnie też  dowcipy o niepłosprawnych czy też wiele innych zochowań , które  teraz uważane   są za nietaktowne. Dla mnie  były i są normalne np . ktoś wysoki kuca przy mnie , żeby było łatwiej nam romawiać.

Mam też świadomość , że  jestem  niepełnosprawna , więc nie wszystko  jest dla mnie np. bieganie. Nie każdy zawód  byłby dla mnie .Nawet  gdybym  była zdrowa.

Czy to mnie wyklucza/ dyskrymyniuje ?
No nie.  Przynajmniej  ja tak tego nie odczuwam ….
Po prostu  każdy ma inne powołanie, predyspozycje i talenty…

Moje wątpliwości  budzi wiele rzeczy , które  są uważane  za zmiany na lepsze, w słownictwie czy  zachowaniach ludzkich. Ich celem jest  sprawić , żebym czuła się jak pełnowartościowy  i normalny człowiek .

Dlaczego ? Uważam, że  pewne procesy człowiek  musi przejść sam i znaleźć pewne rzeczy  w sobie bez względu  na okoliczności wewnętrzne i ludzkie zachowania.

Po drugie osoby , ktore mnie widzą czy poznają często  się stresują , ale nie samym faktem , że jeżdzę na wózku tylko tym , że w telewizji  słyszeli ,  jak nie powinni się zachowywać  i się głubią …..

Jak dla mnie ,to mija się z celem i jest w tym pewien  absurd  …..

Ja się z tym nie utożsamiam i już wolę jak ludzie zapominają przy mnie o tej ” poprawności politycznej” i zachowują się tak jak czują….

Niewiadoma

” Wiesz jak to jest- dzisiaj jestem jutro mnie nie ma …” Niby się to wie , ale gdy ten moment  staje się faktem, towarzyszy jemu ( w większości  przypadków) szok/ niedowierzanie, chociaż  pewne jest to , że ta chwila  nadejdzie.  Wielką niewiadomą jest tylko- kiedy i jak?

Przeciągu ostatnich 4 lat doświadczyłam  paru takich chwil, w których  zdawałam  sobie  sprawę,  naprawdę liczyłam się z tym , że pewne osoby  już nigdy nie wejdą przez drzwi  mojego mieszkania .

Choć taka świadomość jest trudna ,  śmierć  Jarka nauczyła mnie tej możliwości nie odpychać i nie udawać , że tak na pewno nie będzie, bo tego nie wiem…

Naprawdę  ważne  jest jak się  wzajemnie  traktujemy, jak się witamy i żegnamy.  Za każdym razem może  to być ostatni  raz.

Ćwiczenie

Aby naprawdę w mojej szafie,  było  to co noszę  lub było miejsce na coś nowego, lub po prostu ,żeby tych ciuchów  nie było za dużo – to  przyjęłam zasadę .

Jeśli czegoś nie założyłam przez wiele miesięcy,  to już wiem, że tego nie założę i wtedy oddaję to dalej….

Co nie jest czasem wcale łatwe , a przecież to tylko ubrania .

Ostatnio pomysłam ,  że  to dobre „ćwiczenie ” w wstawianiu w prawdzie, ktore generalnie  bywa trudne  .

Jednak myślę, że konieczne, gdy nie chcemy się pogubić w tym życiu. A  nawet jeśli się zdarza  pogubić , to się szybko ogarnać i odnaleźć na nowo.

Tak, to prawda.

Pewnego razu wracałam z dwiema starszymi panami z kościoła.  Przysłuchiwałam sie ich rozmowie ( to krótkie, fajne rozmowy).

– Tutaj – wskazując na mnie powiedziała-  młoda dziewczyna  cierpi , ma swój  krzyż jeździ  na wózku…

Na co zareagowałam- Nie ,nie cierpię , a przynajmniej  nie z tego powodu, mam dużo  poważniejsze problemy  niż ten wózek…

Naprawdę ? – skwitowała mocno zdziwiona .

Tak , to prawda.  Oczywiście  pewnie  dużo  łatwiej  było by móc  chodzić . Mogłabym wtedy przynieść  ciężkie zakupy mamie lub wyjść  z psem gdy jej nie mam itp.

Ale gdy ktoś mnie pyta czego mi w życiu  brakuje, jakie są moje problemy? – to naprawdę  na pierwszy  plan ,wysuwają się zupełnie  inne sprawy  niż moja niepełnosprawność..

Zwłaszcza  od tych ( niespełna) 4 lat….