Zgoła inaczej

Bo o co chodzi z tym nawróceniem? Oddasz życie Jezusowi i wszystko się ułoży? Od tej pory będziesz zawsze blisko Boga? Możliwe, ale może być tez zgoła inaczej. Może się okazać, że wiele spraw zacznie się walić. A na większość próśb albo usłyszysz „Nie” albo nic nie usłyszysz.

A co ze słowami? „Proście, a będzie wam dane”. Faktycznie jedni prosząc o uzdrowienie z poważnych chorób doświadczają cudu i żyją dalej, ale bywa też tak ( i to często), że ludzie umierają…

Zdarzyło mi się usłyszeć, że nie doświadczyłam czegoś, bo jestem mało otwarta na Ducha Świętego. To chyba nie tak… Jezus nie jest czarodziejem, choć może wszystko.

Dlatego oddanie życia Jezusowi „nie gwarantuje” życia bez problemów, dramatów i tragedii. Doświadczenie żywego Boga nie oznacza, że zawsze będzie się czuć Jego bliskość i bez żadnego „ale” przyjmować Jego wolę. Nawet jak się wierzy, ciężko w pewnych doświadczeniach się odnaleźć.

Usłyszałam jakiś czas temu: – Cieszę się, Asia, że doświadczasz Boga i mnie tym ubogacasz, ale ja jeszcze tak się nie nawróciłem. To tak nie działa.

Bliscy sobie ludzi będący ze sobą w relacji są raz blisko, raz daleko… Raz się rozumieją bez słów, raz jedno drugiego nie poznaje. Często sobie wtedy odpuszczamy. Tak jest też z wiarą i Bogiem, z tą różnicą , że Bóg nie odpuszcza, nie odchodzi… Trzeba trwać, mimo wszystko.

Ciężko jest być Drugą, ale co innego jest „nawet powkurzać się na Boga, a Go porzucić”.

Utrzymać równowagę

Trudno mi było ostatnio cokolwiek napisać. Przekonuje się , ( po raz kolejny), że najcięższe jest zmaganie się z sama sobą. O to by nie zapomnieć kim jestem i kim jest Bóg .

Życie to ciągłe wybory i decyzje , a do  tego życie  jest  tak kruche. Nie lada wyzwaniem jest iść konsekwencje drogą, którą idę , choć „trzęsie się ziemia”.

Uciekać czy zostać mimo wszystko? Trudno na takiej drodze utrzymać równowagę , gdy się czujesz słaba. Świat jest jaki jest…

Często prosiłam Jezusa żeby trzymał mnie za rękę. Przyznam szczerze trudno utrzymać teraz Jego rękę, ale nie chcę jej puścić …

W moje serce wkradło się zwątpienie , co do tego co budowałam przez te trzy lata.

Czy prawda jest gwarantem trwałości? Mam wiele pytań, które stawiam , ale staram się trwać…

” Maryjo weź mnie za rękę poprowadzi do swego Syna. Przycisnij mnie do Krzyża niech spłynie krew i mnie oczyści”

Jestem

Wiecie co… Czuję się jakbym wróciła na start…. Niewiele wiem, zastanawiam się nad moim życiem i tym ostatnim czasem, który przeżywam. Szukam prawdy. Kim jestem? Dla kogo jestem? I wiele innych pytań kłębi mi się w głowie…

Czasem trudno się odnaleźć w tym świecie. Świecie chwilowych zachwytów, krótkotrwałych przyjaźni, miłości która wygasa. Pięknych i wielkich słów, ale pustych. Wydajesz się wtedy tak odrealniona bo wierzysz, że tak nie musi być. A jednak historie tego typy się wciąż powtarzają.

Ponadto ciemność zbiera swoje żniwa. Wypadki, morderstwa, gwałty itp. Naprawdę ciężko czasem utrzymać się na „powierzchni”. Dokąd to wszystko zmierza?

Ostatnio śniła mi się moja przeszłość. Ludzie, którzy byli w moim życiu, no a teraz cóż… Dziś jest ktoś dla Ciebie ważny, a jak będzie jutro? A może jutra nie będzie?

Czego się trzymam? Wierności temu co napisałam, co buduje, temu co mówię, wierności Bogu.

„Bóg ma wobec każdego z nas jakieś plany i wierzę, że każdemu z nas Bóg daje szansę realizacji tych planów, tylko my nie zawsze tę szansę zauważamy, a nawet jeśli ją zauważymy, możemy i tak wszystko zepsuć. Przez głupotę, egoizm, nieumiejętność słuchania, brak wybaczenia, gniew, wygodnictwo, lenistwo…”

Drzwi

Był pewien sędzia, który skazywał ludzi za ich przestępstwa. Dawał jednak do wyboru dwie możliwości, dwa pomieszczenia .

Za jednymi drzwiami czekała na nich śmierć na stryczku. Mówiąc o tym, dodawał jednak:

– Możesz wybrać te drugie, ale nie powiem Ci, co Cię za nimi czeka.

Każdy wybierał śmierć na stryczku, myśląc:’

– Przynajmniej wiem co mnie czeka, choć to tragiczna perspektywa…

Był jednak jeden śmiałek, który mimo lęku wybrał te nieznane drzwi. Okazało się, że za nimi czeka wolność…

Tak to jest. Często jesteśmy zawiedzeni Bogiem i swoim życiem. Często nawet po nawróceniu, po takim cukierkowym okresie gdzie nabieramy wiatr w żagle, nagle okazuje się, że coś zaczyna nie grać i jak to tak?

Lub też masz jakiś przekaz od Pana, ale wszystko dookoła mówi: mylisz się, to nie tak będzie, więc odpuść sobie. Pan Bóg zmienił zdanie? A może to ja sobie coś wkręciłam? Co powinnam zrobić ?

Nie wiem, chyba wtedy trzeba się zaprzeć samego siebie. Dla każdego może oznaczać to w danej sytuacji co innego.

Bo czy to właśnie nie są momenty, w których mamy do wyboru dwa wyjścia? Za jednymi drzwiami jest coś (nawet kiepskiego), ale znanego. Często prawdopodobnie wiemy gdzie nas to zaprowadzi. A drugie to niewiadoma i tu trzeba zaryzykować…

„Ty jesteś tam gdzie niewiadoma…”

Skarb

„Jeśli kogoś kochasz, to jeszcze nie znaczy, że Bóg ma w swoich planach żebyście byli razem.”

To w takim razie po co kocham? Jaki w tym sens? Długo zadawałam sobie te i inne pytania. Momentami desperacko szukałam jakichkolwiek odpowiedzi, by po prostu zrozumieć i pójść dalej…

Kochać bez wzajemności to trudne doświadczenie, zwłaszcza jak się dobrze wie, że ta wzajemność nigdy nie nastąpi. Jednak dla mnie była to cenna lekcja pt: „Jak kochać” . Myślę też, że przede wszystkim również kochałam po to, by poznać samą siebie.

Zderzyłam się pierwszy raz z moimi pragnieniami, pytaniami dotyczącymi mojej kobiecości. A mity, które słyszałam o miłości… większość z nich została obalona.

Wiem czym jest miłość. Potrafię kochać i to nie byle jak. Przeżywać rożne emocje, ale nie rozstawać się z rozsądkiem, panować nad sobą. Nie rzucam w kąt moich zasad, a jeszcze bardziej chce się nimi kierować.

Nie doczekałam się wzajemności, ale mądrość, którą wtedy z tego wyniosłam, jest dla mnie skarbem, którym staram się dzielić z innymi, mam nadzieją w dobry sposób .

Każdy kochający pragnie happy endu w stylu: „I żyli długo i szczęśliwie”, ale bywa inaczej. Ja przede wszystkim życzę Wam happy endu zgodnego z Waszym powołaniem i wolą Bożą.

„Jeśli kogoś kochasz, daj mu wolność. Jeśli wróci – jest Twój, jeśli nie wróci – nigdy nie był Twój.”

Do zobaczenia

Do zobaczenia – to jedno z pożegnań, którego używamy gdy kogoś żegnamy.

W zależności od zażyłości relacji dodajemy: trzymaj się, kocham Cię, będę tęsknić, zadzwonię. I czekamy…

Na wszystko jest czas, ale ile go mamy? Czasem się doczekujemy, czasem z różnych powodów – nie. Nigdy do końca nie wiemy, czy będzie następny raz. Jedną z przyczyn może być nagła śmierć.

Co czułam gdy się dowiedziałam, że Jarka już (tutaj) nie zobaczę, bo nie żyje?

Wiecie… trudno opisać to słowami, ale po prostu to było takie niewiarygodne (nadal bywa)… Pomyślałam, że może to jakaś cholerna pomyłka, że NIE! … Boże czemu akurat teraz, czemu tak!?

Potem bałam się, że ludzie nie będą chcieli ze mną normalnie rozmawiać. Bo co tu mi powiedzieć? Czy w ogóle jakieś słowa mają sens w takiej sytuacji? Ale na szczęście tak się nie stało.

Ja naprawdę nie oczekiwałam jakiś wielkich/mądrych słów… bo sama w wielu sytuacjach nie wiem co powiedzieć. Ja nadal chciałam po prostu rozmawiać. Czasem wypłakać się, wygadać. Czasem wysłuchać, a nawet pożartować, bo życie toczy się dalej… Mimo wszystko musi toczyć się dalej…

Na zawsze już pusty Jego grób. Jak wielką nadzieją jest nasz Bóg.(…) Śmierć pokonana, zwycięzcą On.”

Obecność

Ostatnio pewna osoba, która mnie ledwo co poznała, otworzyła się przede mną i podzieliła się swoja historią życia. Z jednej strony zaskoczyło mnie to.., z drugiej nie… Zapytałam: czemu akurat ze mną się tym dzieli? Stwierdziła, że sama do końca nie wie , ale tak poczuła…

Nie byłam zaskoczona odpowiedzią, ponieważ w ciągu mojego życia wysłuchałam wiele ludzkich historii i problemów. Często od obcych ludzi, którzy potem stwierdzali:

– Nie wiem co to jest, ale masz w sobie coś takiego, ze chciałam/chciałem się przed Tobą otworzyć, choć nawet Cię nie znam.

Zawsze próbowałam wtedy coś powiedzieć, doradzić, zrozumieć. Dobijała mnie jednak jedna rzecz… , im bardziej mi zależało na danej osobie, tym bardziej chciałam coś zrobić więcej, by pomóc, a nie mogłam nic. Potem nie raz jeszcze na koniec obrywałam i ten ktoś znikał…

W pewnym momencie miałam dosyć… Nikogo nie słuchałam, nikomu nie radziłam. Myślałam, że zakopałam to coś.

Myślę jednak teraz, że to nie tak. Po prostu dostałam coś od Boga i nie do końca to rozumiałam, przez co nie umiałam tego dobrze wykorzystywać… I wtedy przerastało mnie to.

Ostatnimi czasy zaczynam na nowo rozumieć. Czasem najbardziej chodzi o samą obecność. Niewiele…? Czasem to wszystko czego potrzebujemy i za czym tęsknimy.

Nie wystarczające TAK

Ile w życiu zależy od nas? Nie wiem… na pewno nie wszystko. Czasami mam wrażenie, że wręcz nic nie zależy już ode mnie… Zrobiłam wszystko co mogłam, a moje tak czasem nie wystarczy… W takich momentach mocno doświadczam swoich ludzkich ograniczeń, bezsilności. Jestem na TAK, ale co z tego? Czy to jest w ogóle ważne ?

Mimo zwątpień, które mnie w takich momentach dopadają, myślę, że każde nasze TAK na coś potencjalnie dobrego (nawet jeśli nie wystarczy) jest ważne.

Trzeba może odpuścić w takim sensie nie pisać scenariuszy.. Może nie zrezygnować, ale nadal robić swoje i modlić się, oddawać te nie wystarczające TAK Jezusowi i nie poddawać się…

Wymiotować się chce

Raczej nie biorę udziału w fejsbukowych dyskusjach. Nie czuję takiej potrzeby, stronię od czytania komentarzy i od szumu medialnego.

Dlaczego tak mam? Czasem dlatego, że nie czuję się kompetentna, by zabierać głos w danej sprawie lub temat jest już tak przewałkowany z każdej strony, że po prostu mi się nie chce po raz kolejny go przerabiać. Jednak najczęściej moja postawa wynika z tego, że na pewne zjawiska społeczne mam już wyrobione zdanie ( kto mnie zna ten to wie) i robię swoje.

Jednak bywają takie momenty jak ten, że mimo wszystko czuję jakieś przynaglenie, by się odnieść do medialnej dyskusji. W tym przypadku chodzi o dyskusję toczącą się na temat filmu dokumentalnego braci Sekielskich. Zaznaczę, że nie oglądałam całego dokumentu (i szczerze mówiąc nie wiem czy to zrobię). Jedynie posłuchałam drugiej części dokumentu, gdy oglądała go moja mama. Tyle mi wystarczy…

Choć jestem osobą, która jest w stanie bardzo dużo zrozumieć… to pedofilia, to zboczenie mnie przerasta… Nie pojmuję i nie pojmę… Jak trzeba być chorym, by w dziecku, niewinnym małym dzieciaczku, osoba dorosła widziała obiekt seksualny i tak je krzywdziła? Jak tylko o tym pomyślę to chce mi się wymiotować… Jest to dla mnie takie zło, że aż brakuje mi słów…

Jestem praktykującą, wierząca katoliczką, która udziela się w Kościele. Znam wielu księży z powołania, od żadnego nie doznałam krzywdy, wręcz przeciwnie – doświadczyłam/doświadczam wiele wsparcia. Ale zdaję sobie sprawę, że wśród tych bardzo dobrych są Ci bardzo źli… Ten fakt bardzo mnie boli i smuci…

Tacy, którzy powinny zostać ukarani za obrzydliwość, której się dopuścili. O „kapłanach”, którzy nie powinni NIGDY zostać kapłanami.

Moim zdaniem dokument staje w obronie ofiar, którym taka obrona się należy. Bardzo zależy mi na dobru Kościoła Katolickiego. Jest dla mnie jak dom. Uważam, że film, przy odpowiedniej postawie nas wierzących i kapłanów, przyniesie dla naszego Kościoła wiele pożytku. Nie bójmy się stanąć w prawdzie. Przecież prawda wyzwala, nawet ta najtrudniejsza…

Może

Czasami bywa tak, że pytają Cię o kogoś i odpowiadasz: „Aa tak, znam, wiem o kogo chodzi”. Wasze drogi od czasu do czasu, się krzyżują. Wymienicie parę zdań, uśmiechniecie się do siebie i tyle… Może to być zaczątek czegoś znaczącego w naszym życiu, ale nie musi…. Decyduje o tym „Przypadek”, z którego skorzystacie lub nie.

Podobnie w moim życiu miałam z Jezusem. Słyszałam o Nim od zawsze, wiedziałam kim jest, ba – nawet o Nim świadczyłam, o Jego istnieniu… ale kim był dla mnie?

Może nie stawiałam sobie tego pytania, bo bałam się szczerej odpowiedzi…. Przecież wierzyłam w Boga, więc wiadomo kim jest dla mnie Jezus…

A prawda jest taka, że nie był dla mnie kimś bliskim… a przynajmniej nie tak ważnym i nie tak bliskim jak teraz. Nie rozmawiałam z Nim zbyt często, nie przebywałam, nie poznawałam…

Kim jest dla mnie Jezus teraz?

Prawdą, za którą warto iść. Przyjacielem, któremu mogę wszystko powiedzieć (i mówię). Bogiem, z którym podejmuję decyzje. Fundamentem, na którym buduję… Wolnością, której nikt mi nie odbierze…