Nigdy w życiu

Od kilku dni internet zalewa pewna drama. Dzięki niej dowiedziałam się, że będzie kontynuacja pewnego filmu sprzed 20 lat.

 

Pomyślałam, że ostatnio to taki trend: brać jakiś serial lub film np. z lat 90-tych i robić nową wersję lub jakąś kontynuację.

 

 

W takich produkcjach gra czasem zupełnie nowa obsada, albo ktoś ze starej obsady gra w zupełnie nowej roli lub w tej samej roli pojawia się tylko na chwilę.

 

Różne są wizje, koncepcje i powody dlaczego ma coś tak a nie inaczej wygladać.

 

Mnie osobiście większośc tych nowych wersji nie przekonuje, ale zdaję sobie sprawę, że ja mam 36 lat. Są przecież nowe pokolenia, które nie znają tych seriali czy filmów.

Dla nich to co powstaje to coś zupełnie nowego.

 

Drama, do której nawiązuję, napewno zrobiła wielki szum, który jest jakąś formą promocji.

 

Zastanawiam się też skąd w niektórych aktorach, celebrytach, dziennikarzach, ludziach, którzy

pracują w jakichś produkcjach czy serialach nawet naście lat to przekonanie, że będzie tak zawsze? A jak ktoś z nimi nie przedłuża umowy lub zwalnia ich – jest wielki lament?

 

Przecież „zwykły” człowiek musi być przygotowany że zawsze może się tak zdarzyć…

Odgłosy

PATRYK! PATRYK!

COOO?

ZARAZ OBIAD!

 

Takie krzyki słyszę na codzień przez okno. I wiecie co? Wcale mnie to nie wkurza, a wrecz cieszy.

 

Nie deneruwują mnie biegające po podwórku dzieci, ani że krzyczą grając w gry, ani dzwięk odbijanej piłki itp.

 

Te odgłosy są dla mnie takie swojskie i normalne, szczególne latem.

Myślę sobie przecież: nie tak „dawno” ja byłam takim krzyczącym dzieciakiem. Co prawda nie biegałam, ale mnie też ciężko było sciągnąć do domu na obiad.

 

Pamietam te negocjacje, by zostać na dworze jak najdłużej. Wakacje u dziadków, zabawy w piaskownicy czy noce w rozłożonym pod blokiem namiocie.

 

Te odgłosy mi to wszystko przypominają. I też to, że czas leci.

 

Ale cieszę się, że świat, ktory zdaje się gdzieś odszedł, jednak gdzieś tam przetrwał i daje o sobie znać.

Godzina W

Mam taką dzisiaj refleksje. Jestem noga z historii. Byłam /jestem pod wrażeniem wiedzy historycznej Jarka i innej bliskiej mi osoby. Mam jednak wielki szacunek do historii ludzi, którzy przeżyli wojne czy Powstanie Warszawskie.

Niesamowite jest dla mnie, że nie kalkulowali czy im się opłaca czy nie , nie bali się , że zginą po prostu wolność i Warszswa, Polska była dla niż wartością taką , że było dla nich oczywiste , że trzeba zawalczyć , przeciwstawić się okupantowi.

Dyskuje , które rozprawiają o tym teraz czy było to bezsensu , czy powstańcy byli głupi czy nie itp.

Jak dla mnie są nie na miejscu i są brakiem szacunku dla tych osób.

Czy są wartości za , ktore bym oddała życie?
Na pewnosą osoby , za które ,byłabym wstanie oddać życie.

Dumna

Obiło mi się o uszy, że odbył się marsz dumy z niepełnosprawności (?) I niedawno był taki dzień.

 

Dla mnie to są wymysły, które zaczarowują rzeczywitości i to w jakiś dziwny sposób…

 

Nigdy ani nie byłam ani nie będę dumna z powodu tego, że jestem chora.

 

Kto jest dumny z choroby?

 

Akceptuję to, że jestem niepełnosprawna i mam pewne ograniczenia i potrzebuję pomocy osób trzecich.

 

Nauczyło mnie to pokory, cierpliwości i nie powozwoliło mi nigdy uwierzyć, że wszystko mogę.

 

Tak – to, że wszystko mogę – to ułuda, nawet jeżeli chodzi o soby zdrowe, a co dopiero jeżeli chodzi o osoby niepełnosprawne.

 

Tak, wiem – są osoby na wózkach, które wspinają sie po górach. Ale to są wyjątki. Dla większości z nas schody bez windy to duży problem…

 

Tak samo jak mówienie o samodzielności, jak sama się nie umyję, nie ubiorę i nie usiądę na wózku – to też zaczarowywanie rzeczywistości.

 

Ja akurat to wszystko robię sama, jak i piorę, myję podłogę itp. I z tego się cieszę. Ale zabierzcie mi wózek to nie zrobię nic.

 

Czy jestem z tego dumna? Nie. Czy się tego wstydzę? Nie. Jestem niepełnosprawna i tyle.

4 lipca

Czy 4 lipca po gorącym początku lata , mogą się przydać zimowe rękawiczki?

Ogólnie tydzień temu, popukałambym się w głowę i odpowiedziałabym z przekąsem : „No już jasne” .

Ale taki urok naszej Polski , że tydzień temu daświadczyliśmy żaru z nieba , a dzisiaj mamy trochę jesieni tego lata…, więc rękawczki ( o dziwo ) dzisiaj się komuś przydały.

Upalnie

 

Za co lubię gorące lato? Za to, że nie trzeba tyle ciuchów na siebie zakładać. Mogę nosić a’la kroksy, najlepiej i najszybciej mi się je zakłada i wygodnie nosi.

Szybko mi schną włosy. Niby nie są grubę, ale trochę trwa nim wyschną. Tak, wiem – są suszarki, ale ja nie lubię suszyć włosów suszarką.

Po czym jeszcze poznaję, że jest prawdziwe lato? W praniu nie ma skarpetek, co za tym idzie po proniu nie trzeba ich parować.

Na koniec nadmienię, że moje przygody ze słońce były różne. W wieku 14 lat odkryłam, że mam na nie uczulenie.

Jednak nauczyłam się na nie odczulać i w tym roku nie mam żadnych przykrych konsekwecji z tym jedynym uczuleniem, które posiadam.

Bez pudrowania

  1. Pracuję we mnie historią od jakiegoś czau historia. Piękna choć poważna mówiąca o obronie życia, z życia  wzięta.

    Opowiedziana przez dojrzałą kobietę, o dużym doświadczeniy życiowym . Co ważne potrafioncą stanąć w prawdzie i uczciwie ocenić swoje zamiary i decyzje. Bez pudrowanią.

    Nie wchodząc w szczególy obrońcą życia był meżczyzna. Zdecydowanie pokazał prawo do swojego dziecka i wyegzekwował je.

    Kilka dni temu ,był Dzień Ojca . Ja ze swoim Ojcem nie miałam właściwe żadnej relacji. Bóg jednak o to zadbał i dał mi Jarka.

    Niestety jest wielu ojców , który odbiera się szanse decydowania , o  swoich dzieciach czy wypełniania  obowiązków ojcowskich.

    Nie dlatego , że są źli czy nie chcą , a dlatego , by uprzykrzyć życie lub się zemścić albo z inny egoistycznych powódek. Tylko komu sìę  robi najwięksża krzywdę,? Dziecku.
    I mężczyźni bywają też dyskryminowani.

Zawsze

Powiem szczerze: teorie o wewnętrznej małej Asi, która istnieje we mnie 36-letniej – nie przekonują mnie…

 

Natomiast mam w sercu wspomnienia, smaki, skojarzenia itp.

 

Nic bym sobie małej nie powiedziała, bo przecież wszysko co przeżyłam tak czy inaczej stworzyło mnie tą, którą jestem teraz i tylko taka dzisiaj istnieję.

 

Mnie 10-letniej nie ma już dawno, chociaż aż do teraz lubię ciemną czekoladę i czarną herbatę z cukrem.

 

A mnie 60-letniej jeszcze nie ma i długo nie będzie, choć tak po prawdzie nie ma pewności czy dożyję.

 

Ale mam pewność, że dla Mamy – czy miałam 10 lat, czy mam 36 lub jak będę miała 50 – zawsze będę jej dzieckiem. I dobrze.

 

Na tym świecie jest parę dzieci bliskich mojemu sercu. Po nich widzę jak czas zaiwania.

 

Pamiętam, myślę i tęsknie. I pewnie zawsze tak będzie.

Dzień Mamy

Mamo… Ostatnio w głowie kołacze mi sytuacja jak dwa dni po śmierci Jarka powiedziałaś: „Nie zależy mi na długim życiu więc pewnie takie dostanę”.

 

I wiesz co? Życzę Ci, żebyś jeszcze na tym świecie dożyła setki. Mimo, że Jarek jest tam. Mimo, że zmagasz się ze śmiertelną chorobą, która co najmniej trzy razy mogła Cię zabrać. Z Bożą pomocą żyj 100 lat!

 

Mówi się, że życie z rodzicami do jakiegoś wieku czy całe życie jest nienormalne. To nie prawda. Przeróżni są ludzie, sytuacje życiowe oraz relacje z rodzicami.

 

Kiedyś w rozmowie z bliską mi osobą powiedziałam, że to żaden wstyd mieszkać z rodzicami. Jesteśmy dla Was podporą na codzień i nigdy nie będziemy sobie zarzucać, że za mało czasu z Wami spędziliśmy.

 

Bo nikt nie zagwarantuje, że będzie jakieś „jutro” czy „później”.

23

Dzisiaj coś o dziecięcej wierze i ufności w lepsze jutro.

 

Tak – moja Mama, po szczeregu różnych perypetii życiowych – zachorowała na alkoholizm. Życie ją przerosło.

 

Nie, nigdy nie piła mi na złość, nie piła bo była zła czy wredna.

I absolutnie nie piła, bo chciała.

 

Wpadła w szpony nałogu i prawie umarła.

Ja za każdym razem kładłam się spać z nadzieją i wiarą, że jutro Mama się nie napije i będzie dobrze.

 

I 20 maja, 23 lata temu – łaska Boża spłyneła na moją Mamę i przestała pić. Dziękuję za tą trzeźwość i za to Mamuś, że jest teraz tak, że z tamtego okresu potrafimy się śmiać.