Zrozumieć

Temat różnych zaburzeń psychicznych takich jak depresja stał mi się przez ostatnie kilka mięsiecy bliższy , bo sama się borykam z tego rodzaju chorobą.

Nie jest to łatwy temat dla mnie, bo mimo tego , że przez ostatnie lata dużo więcej się o tym mówi to i tak często ludzie po prostu tego nie potrafią zrozumieć. ( Podobnie jak człowieka zniewolonego nałogiem – ” On piję , bo chce”)

Nie potrafią zrozumieć jak można mieć problem ze zwykłym wstaniem z łóżka, z zebraniem się do kąpieli czy wyjściem z domu choć na chwilę.

Walczę z moimi myślami z traumami . Jest to nie widoczna walka odbywa się we mnie.

Ja zrozumiałam , że nie muszę szukać zrozumienia wśród innych ludzi choć jest łatwiej się leczyć jak takowe występuję.

Nomiast wiem , że na koniec dnia tylko ja wiem ja bardzo musiałam się postarać , by ten dzień ogarnąć.

Przykryć

Poczekałam aż te moje ” popoturbowane” paznokcie porządnie wyschną, by jednak je jakoś uratować (bo nie ładnie to wyglądało)

Nie mam ( chyba) zmywacza w domu , więc pomalowałam je ponowanie , przykrywając pozostałości po moich wcześniejszych wyczynach.

Efekt nie jest super , ale zwarzywszy na sytuację jest lepiej niż było.

Podobnie jest czasem z poturbowanym sercem czy życie . Pewne zdarzenia pozostawiają ślady i nie ważne ile czasu mija to blizny zostają trzeba dużo pracy , by nauczyć się z nimi funkjonować

Poprawki

Z poprawianiem …. różnie bywa. Ostatnio pierwszy raz od wielu lat pomalowałam sobie paznokcie. Nawet fajnie mi wyszło , ale szybko przypomniałam sobie dlaczego przestałam to robić.

Wczoraj zauważyłam na dwóch paznokciach odpryski i postanowiłam to poprawić . Koniec końców wszystkie te poprawki nie zdążyły porządnie doschnąć i po wyjścu z pod prysznica efekt jest dużo gorszy niż z przed poprawek.

Często ludzie wpadają w takie połapki. Poprawiają wszystko co się da. Ale czy po tych zabiegach naprawdę wyglądają lepiej niż przed nimi?

Fason

Widok pewnej znajomej , przypomniał mi pewną scenę. W dniu śmierci Jarka (po tej strasznej informacji o jego zgodnie ) wieczorem , byłam wieczorem na spotkaniu wspólnoty akademickiej choć wyglądałam i czułam się do bani ( co było zrozumiałe…)

I właśnie ta znajoma -widząc w jaki jestem stanie zapytała mnie – co się stało ?
A ja … ze łzami w oczach starając sie uśmiechnąć odpowiedziałam : Nic… Dzisiaj zginął mój ojczym.

Tak …rzeczywiście NIC …co za idiotyczna odpowiedź. Dzisiaj na to tak spojrzałam. Nawet w takim dramatyczny momencie chciałam trzymać fason . Założyć maskę, by się nie rozsypać ,nie upaść , ale było to nieuniknione..

Dalej mam ten mechanizm w sobie …Zakładanie masek w trudnych dla mnie momentach wyczerpuje mnie i pomaga tylko na chwilę, więc unikam tego.

Tiul

Ostatnio kupiłam sobie czerwoną halkę, wykończoną tiulem, która równie dobrze może robić za sukienkę.

Patrząc na nią przypomniałam sobie, że jako małe dziecko chciałam zostać baletnicą, bo po prostu podobały mi się właśnie ich sukienki z tiulem.

Nasze marzenia, plany często zmieniają się wraz z nami. Nie wszystkie się spełniają, nie wszysto wychodzi. Ale niektóre jakimś sposobem, z mniejszym lub większym naszym udziałem, prędzej lub później – i owem.

Tylko czasem musimy być bardziej spostrzegawczy, by to wogóle zauważyć.

Myślę, że podobnie jest z modlitwami i działaniem Boga w naszym życiu.

Do jakiej

Szukam… Wracam do siebie, tylko zastanawiam się: do jakiej siebie ?

Czasem, patrząc na zdjęcia z przeszłości, nie poznaję tamtej dziewczyny, a sytuacje utrwalone na tych fotografiach, mam wrażenie, wydarzyły się w zupełnie innym życiu…

Wtedy czuję się taka pusta, to co miałam dobrego dałam, choć okazało się to nieznaczące. Taki etap…

Wczoraj usłyszałam taką prostą i starą pieśń w kościele, która opisuje to co czuję.

 

„Nie mam nic, co bym mógł Tobie dać.Nie mam sił, by przed Tobą, Panie, stać. Puste ręce przynoszę przed Twój w niebie tron.Manną z nieba nakarm duszę mą.”

Kuleje

Jedna rzeczywistość, a ile potrafi być skrajnych interpretacji tego co widzimy czy przeżywamy. Jak to pamiętamy …

Momentami przeraża mnie , bo przecież prawda jest jedna ….

Starałam się   hołdować zasadzie ważniejsza jest relacja nie racja , wychodzę na tym różnie  Większość  relacji  z przed śmierci  Jarka nie przetrwało.

Pozostawiły po sobie niesmak  i zranienia . Co za tym idzie  przestrzeń do nauki przebaczania bez słowa przepraszam…

Moja relacja  z Bogiem  mocno kuleje przeze mnie ,przez moje braki, ale tęsknota  za tym jaka była  nie pozwala mi ani zrezygnować z Boga , ani z kościoła   i tam szukać prawdy.

Lżejszy

– Lżejszy – to była moja odpowiedź  na pytanie – jaki bym chciała  , żeby był 2023 .

Okazało się , że… nie był.  Wydarzenia z ostanich pięciu lat odcisnęło na mnie pìętno i powaliły mnie tak , że musiałam  sięgnąć  po fachową pomoc.

Przeżyłam to jako życiową porażkę . Ale czy nią było ?

Dosyć szybko przekonałam się, że to była najlepsza  decyzja,  którą mogłam podjąć.

Dzięki  niej ,kolejny sztorm jakoś przetrwałam  inaczej  bym nie dała rady…

Nie powiem , że wyszłam na prostą , bo ostatnie wydarzenia  nie ułatwiły mi tego. Po za tym to długotrwałe  procesy, ale jestem na drodze powrotu do siebie .

Za zakrętem

” Wesołych, spokojnych,radosnych i rodzinnych  Świąt  Bożego  Narodzenia ” – wiele takich życzeń przez kolejne  dni usłyszymy i sami ludziom będziemy tak życzyć . I oby takie  były…

Ale bywa różnie… A świąteczny  czas zamiast być pełen tzw. ” magii Świąt ” i ciepła  , bywa trudny z przeróżnych powodów.

Jakoś tak o takich ludziach  myślę : samotnych , w różnych  życiowych kryzysach  itd.

Myślę  sobie – jak to dobrze , że to co najważniejsze  w tych (zbliżających  się) dniach -znajdziemy w kościele  w żłobie…

Nadzieii , że za każdym zakrętem , mimo wszystko  czeka coś dobrego…

34

Parę dni  temu ( 12 grudnia) skończyłam 34 lata . Ten rok był trudny , ale czy to coś nowego?  Parę zwrotów akcji    o których  raczej nie marzyłam . Musiałam podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu, którą przeżyłam jak porażkę  , ale rozsądek mi musi   że inaczej  nie mogłam . No cóż  mam nadzieję  ,że ten rok będzie  lżejszy….