Godzina W

Mam taką dzisiaj refleksje. Jestem noga z historii. Byłam /jestem pod wrażeniem wiedzy historycznej Jarka i innej bliskiej mi osoby. Mam jednak wielki szacunek do historii ludzi, którzy przeżyli wojne czy Powstanie Warszawskie.

Niesamowite jest dla mnie, że nie kalkulowali czy im się opłaca czy nie , nie bali się , że zginą po prostu wolność i Warszswa, Polska była dla niż wartością taką , że było dla nich oczywiste , że trzeba zawalczyć , przeciwstawić się okupantowi.

Dyskuje , które rozprawiają o tym teraz czy było to bezsensu , czy powstańcy byli głupi czy nie itp.

Jak dla mnie są nie na miejscu i są brakiem szacunku dla tych osób.

Czy są wartości za , ktore bym oddała życie?
Na pewnosą osoby , za które ,byłabym wstanie oddać życie.

Dumna

Obiło mi się o uszy, że odbył się marsz dumy z niepełnosprawności (?) I niedawno był taki dzień.

 

Dla mnie to są wymysły, które zaczarowują rzeczywitości i to w jakiś dziwny sposób…

 

Nigdy ani nie byłam ani nie będę dumna z powodu tego, że jestem chora.

 

Kto jest dumny z choroby?

 

Akceptuję to, że jestem niepełnosprawna i mam pewne ograniczenia i potrzebuję pomocy osób trzecich.

 

Nauczyło mnie to pokory, cierpliwości i nie powozwoliło mi nigdy uwierzyć, że wszystko mogę.

 

Tak – to, że wszystko mogę – to ułuda, nawet jeżeli chodzi o soby zdrowe, a co dopiero jeżeli chodzi o osoby niepełnosprawne.

 

Tak, wiem – są osoby na wózkach, które wspinają sie po górach. Ale to są wyjątki. Dla większości z nas schody bez windy to duży problem…

 

Tak samo jak mówienie o samodzielności, jak sama się nie umyję, nie ubiorę i nie usiądę na wózku – to też zaczarowywanie rzeczywistości.

 

Ja akurat to wszystko robię sama, jak i piorę, myję podłogę itp. I z tego się cieszę. Ale zabierzcie mi wózek to nie zrobię nic.

 

Czy jestem z tego dumna? Nie. Czy się tego wstydzę? Nie. Jestem niepełnosprawna i tyle.

4 lipca

Czy 4 lipca po gorącym początku lata , mogą się przydać zimowe rękawiczki?

Ogólnie tydzień temu, popukałambym się w głowę i odpowiedziałabym z przekąsem : „No już jasne” .

Ale taki urok naszej Polski , że tydzień temu daświadczyliśmy żaru z nieba , a dzisiaj mamy trochę jesieni tego lata…, więc rękawczki ( o dziwo ) dzisiaj się komuś przydały.

Upalnie

 

Za co lubię gorące lato? Za to, że nie trzeba tyle ciuchów na siebie zakładać. Mogę nosić a’la kroksy, najlepiej i najszybciej mi się je zakłada i wygodnie nosi.

Szybko mi schną włosy. Niby nie są grubę, ale trochę trwa nim wyschną. Tak, wiem – są suszarki, ale ja nie lubię suszyć włosów suszarką.

Po czym jeszcze poznaję, że jest prawdziwe lato? W praniu nie ma skarpetek, co za tym idzie po proniu nie trzeba ich parować.

Na koniec nadmienię, że moje przygody ze słońce były różne. W wieku 14 lat odkryłam, że mam na nie uczulenie.

Jednak nauczyłam się na nie odczulać i w tym roku nie mam żadnych przykrych konsekwecji z tym jedynym uczuleniem, które posiadam.

Bez pudrowania

  1. Pracuję we mnie historią od jakiegoś czau historia. Piękna choć poważna mówiąca o obronie życia, z życia  wzięta.

    Opowiedziana przez dojrzałą kobietę, o dużym doświadczeniy życiowym . Co ważne potrafioncą stanąć w prawdzie i uczciwie ocenić swoje zamiary i decyzje. Bez pudrowanią.

    Nie wchodząc w szczególy obrońcą życia był meżczyzna. Zdecydowanie pokazał prawo do swojego dziecka i wyegzekwował je.

    Kilka dni temu ,był Dzień Ojca . Ja ze swoim Ojcem nie miałam właściwe żadnej relacji. Bóg jednak o to zadbał i dał mi Jarka.

    Niestety jest wielu ojców , który odbiera się szanse decydowania , o  swoich dzieciach czy wypełniania  obowiązków ojcowskich.

    Nie dlatego , że są źli czy nie chcą , a dlatego , by uprzykrzyć życie lub się zemścić albo z inny egoistycznych powódek. Tylko komu sìę  robi najwięksża krzywdę,? Dziecku.
    I mężczyźni bywają też dyskryminowani.

Zawsze

Powiem szczerze: teorie o wewnętrznej małej Asi, która istnieje we mnie 36-letniej – nie przekonują mnie…

 

Natomiast mam w sercu wspomnienia, smaki, skojarzenia itp.

 

Nic bym sobie małej nie powiedziała, bo przecież wszysko co przeżyłam tak czy inaczej stworzyło mnie tą, którą jestem teraz i tylko taka dzisiaj istnieję.

 

Mnie 10-letniej nie ma już dawno, chociaż aż do teraz lubię ciemną czekoladę i czarną herbatę z cukrem.

 

A mnie 60-letniej jeszcze nie ma i długo nie będzie, choć tak po prawdzie nie ma pewności czy dożyję.

 

Ale mam pewność, że dla Mamy – czy miałam 10 lat, czy mam 36 lub jak będę miała 50 – zawsze będę jej dzieckiem. I dobrze.

 

Na tym świecie jest parę dzieci bliskich mojemu sercu. Po nich widzę jak czas zaiwania.

 

Pamiętam, myślę i tęsknie. I pewnie zawsze tak będzie.

Dzień Mamy

Mamo… Ostatnio w głowie kołacze mi sytuacja jak dwa dni po śmierci Jarka powiedziałaś: „Nie zależy mi na długim życiu więc pewnie takie dostanę”.

 

I wiesz co? Życzę Ci, żebyś jeszcze na tym świecie dożyła setki. Mimo, że Jarek jest tam. Mimo, że zmagasz się ze śmiertelną chorobą, która co najmniej trzy razy mogła Cię zabrać. Z Bożą pomocą żyj 100 lat!

 

Mówi się, że życie z rodzicami do jakiegoś wieku czy całe życie jest nienormalne. To nie prawda. Przeróżni są ludzie, sytuacje życiowe oraz relacje z rodzicami.

 

Kiedyś w rozmowie z bliską mi osobą powiedziałam, że to żaden wstyd mieszkać z rodzicami. Jesteśmy dla Was podporą na codzień i nigdy nie będziemy sobie zarzucać, że za mało czasu z Wami spędziliśmy.

 

Bo nikt nie zagwarantuje, że będzie jakieś „jutro” czy „później”.

23

Dzisiaj coś o dziecięcej wierze i ufności w lepsze jutro.

 

Tak – moja Mama, po szczeregu różnych perypetii życiowych – zachorowała na alkoholizm. Życie ją przerosło.

 

Nie, nigdy nie piła mi na złość, nie piła bo była zła czy wredna.

I absolutnie nie piła, bo chciała.

 

Wpadła w szpony nałogu i prawie umarła.

Ja za każdym razem kładłam się spać z nadzieją i wiarą, że jutro Mama się nie napije i będzie dobrze.

 

I 20 maja, 23 lata temu – łaska Boża spłyneła na moją Mamę i przestała pić. Dziękuję za tą trzeźwość i za to Mamuś, że jest teraz tak, że z tamtego okresu potrafimy się śmiać.

Masakra

Nie wiem, nie pamiętam, bym miała jakoś wiele rozmów wychowawczych na temat szacunku do starszych ode mnie, o kulturalnym języku w towarzystwie oraz o granicach, których nie można przekraczać itp.

 

Pewne rzeczy były i są dla mnie oczywiste. Jeżeli przekraczałam w jakiś sposób te granice to miałam wyrzuty sumienia.

 

Ważne jest by umieć wyznaczać swoje granice, ale zauważam jakiś nowy tred u niektórych młodych ludzi, że wymagają szacunku do siebie, swoich potrzeb i granic przy jednoczesnym braku poszanowania granic drugiego człowieka.

 

Niestety zauważam też, że osoby tego typu idą na terapie nie po to, żeby uleczyć siebie i wziąć odpowiedzialność za swoje życie i błędy, tylko po to by pięlęgnować swoje traumy i zwalić odpowiedzialność za swoje błedy w życiu na innych. Mają wtedy o sobie również bardzo duże mniemanie, wszystko wiedzą i robią najlepiej.

Wszystkich traktują z góry choć mają dopiero np. dwadzieściaparę lat.

 

Już teraz mam wrażenie, że świat idzie w jakąś dziwną stronę. Ale jak wyobrażę sobie jaki stworzą świat tacy ludzie, to jedyne słowo, które przychodzi mi na myśl to – MASAKRA.

A kto jest ?

Nie wiedziałam, że taki dzień istnieje: Dzień walki z dyskryminacją osób z niepełnosprawnościami.

 

Ogólnie uważam, że każda grupa jest mniej lub bardziej dyskryminowana.

I każdy powód jest dobry by dyskryminacji doświadczyć jak masz problem ze sobą…

Ktoś jest za chudy, ktoś za gruby, ktoś za ładny, ktoś za brzydki, ktoś za mądry, ktoś za głupi itd.

 

Ze zdaniamy typu: „wszystkie ograniczenia są w głowie” – nie zgadzam się, ponieważ moje ograniczenia są w ciele i pewnych rzeczy nie przeskoczę i zawsze będę potrzebowała pomocy osób drugich w pewnych kwestiach, np. w pokonywaniu barier architektonicznych, które niewątpliwie dla osoby na wózku są utrudnieniem.

 

Tak, tak – wiem, że są niepełnosprawne osoby, które wspinają się po górach itp. Ale to nie ja. Ja nie mam takich predyspozycji, talentów i takich potrzeb. Wiem, że nie dałabym rady.

 

Ja miałam predyspozyje do tego np by uczyć się w normalnym trybie i skończyć studia.

 

Ale są niepełnosprawności, które uniemożliwiają somodzielne życie, i nie ma się co czarować.

 

Niestety, sami niepełnosprawni zniechęcają osoby pełnosprawne do siebie. Swoją postawą, obrażając się na pytania typu: „dlaczego jeździsz na wózku?”.

Szczera chęć pomocy jest gaszona nieprzyjemną reakcją itp.

 

Wiem to, bo muszę to nieraz „odkręcać” i się po prostu dziwię…

 

Mojej Mamie się wiele trudnych spraw udało przebrnąć, bo nie miała postawy roszczeniowej. Mnie też tego uczyła, jak i wdzięczności.

 

Niestety często ludzie niepełnosprawni jak i ich opiekunowie taką postawę mają… I ile i od kogo by nie dostali – zawsze jest za mało…

 

Ludzie… Relacje z nimi… Różnie się to wszystko toczyło. Wiele razy dostałam po dupie, fałsz itp. Czy byłoby inaczej gdybym była zdrowa?

 

Fakt jest taki: jestem niepełnosprawna i zawsze taka będę . Nigdy nie będę samowystarczalna i w stu procentach samodzielna. Ale kto jest?