23

Dzisiaj coś o dziecięcej wierze i ufności w lepsze jutro.

 

Tak – moja Mama, po szczeregu różnych perypetii życiowych – zachorowała na alkoholizm. Życie ją przerosło.

 

Nie, nigdy nie piła mi na złość, nie piła bo była zła czy wredna.

I absolutnie nie piła, bo chciała.

 

Wpadła w szpony nałogu i prawie umarła.

Ja za każdym razem kładłam się spać z nadzieją i wiarą, że jutro Mama się nie napije i będzie dobrze.

 

I 20 maja, 23 lata temu – łaska Boża spłyneła na moją Mamę i przestała pić. Dziękuję za tą trzeźwość i za to Mamuś, że jest teraz tak, że z tamtego okresu potrafimy się śmiać.

Masakra

Nie wiem, nie pamiętam, bym miała jakoś wiele rozmów wychowawczych na temat szacunku do starszych ode mnie, o kulturalnym języku w towarzystwie oraz o granicach, których nie można przekraczać itp.

 

Pewne rzeczy były i są dla mnie oczywiste. Jeżeli przekraczałam w jakiś sposób te granice to miałam wyrzuty sumienia.

 

Ważne jest by umieć wyznaczać swoje granice, ale zauważam jakiś nowy tred u niektórych młodych ludzi, że wymagają szacunku do siebie, swoich potrzeb i granic przy jednoczesnym braku poszanowania granic drugiego człowieka.

 

Niestety zauważam też, że osoby tego typu idą na terapie nie po to, żeby uleczyć siebie i wziąć odpowiedzialność za swoje życie i błędy, tylko po to by pięlęgnować swoje traumy i zwalić odpowiedzialność za swoje błedy w życiu na innych. Mają wtedy o sobie również bardzo duże mniemanie, wszystko wiedzą i robią najlepiej.

Wszystkich traktują z góry choć mają dopiero np. dwadzieściaparę lat.

 

Już teraz mam wrażenie, że świat idzie w jakąś dziwną stronę. Ale jak wyobrażę sobie jaki stworzą świat tacy ludzie, to jedyne słowo, które przychodzi mi na myśl to – MASAKRA.

A kto jest ?

Nie wiedziałam, że taki dzień istnieje: Dzień walki z dyskryminacją osób z niepełnosprawnościami.

 

Ogólnie uważam, że każda grupa jest mniej lub bardziej dyskryminowana.

I każdy powód jest dobry by dyskryminacji doświadczyć jak masz problem ze sobą…

Ktoś jest za chudy, ktoś za gruby, ktoś za ładny, ktoś za brzydki, ktoś za mądry, ktoś za głupi itd.

 

Ze zdaniamy typu: „wszystkie ograniczenia są w głowie” – nie zgadzam się, ponieważ moje ograniczenia są w ciele i pewnych rzeczy nie przeskoczę i zawsze będę potrzebowała pomocy osób drugich w pewnych kwestiach, np. w pokonywaniu barier architektonicznych, które niewątpliwie dla osoby na wózku są utrudnieniem.

 

Tak, tak – wiem, że są niepełnosprawne osoby, które wspinają się po górach itp. Ale to nie ja. Ja nie mam takich predyspozycji, talentów i takich potrzeb. Wiem, że nie dałabym rady.

 

Ja miałam predyspozyje do tego np by uczyć się w normalnym trybie i skończyć studia.

 

Ale są niepełnosprawności, które uniemożliwiają somodzielne życie, i nie ma się co czarować.

 

Niestety, sami niepełnosprawni zniechęcają osoby pełnosprawne do siebie. Swoją postawą, obrażając się na pytania typu: „dlaczego jeździsz na wózku?”.

Szczera chęć pomocy jest gaszona nieprzyjemną reakcją itp.

 

Wiem to, bo muszę to nieraz „odkręcać” i się po prostu dziwię…

 

Mojej Mamie się wiele trudnych spraw udało przebrnąć, bo nie miała postawy roszczeniowej. Mnie też tego uczyła, jak i wdzięczności.

 

Niestety często ludzie niepełnosprawni jak i ich opiekunowie taką postawę mają… I ile i od kogo by nie dostali – zawsze jest za mało…

 

Ludzie… Relacje z nimi… Różnie się to wszystko toczyło. Wiele razy dostałam po dupie, fałsz itp. Czy byłoby inaczej gdybym była zdrowa?

 

Fakt jest taki: jestem niepełnosprawna i zawsze taka będę . Nigdy nie będę samowystarczalna i w stu procentach samodzielna. Ale kto jest?

Rak

Rak, nowotwór złośliwy – śmiertelna choroba. Na szczęście medycyna idzie do przodu i taka diagnoza nie musi być wyrokiem.

 

Jedni wygrywają z tą chorobą, u drugich staje się to chorobą przewlekłą, z którą żyją latami, a inni niestety szybko umierają.

 

Ta choroba może dotknąć każdego. Dziecka jak i dorosłego.

 

Od czego to zależy? Można powiedzieć, że ważny jest czas diagnozy, rodzaj raka itp.

 

Myślę, że decyduje tu jeszcze coś, coś czego nie da się zdefinowiać.

 

Mam pięcioletnie doświadczenie w towarzyszeniu mojej Mamie w walce z tą chorobą.

Jest to życie na krawędzi. Na takiej beczce z prochem. Za nami cholernie trudne momenty, również takie, które zdawały się być końcem tej podróży.

 

Choć nie uciekamy od tematu jej śmierci, to Mama z pomocą lekarzy walczy i żyje.

 

Między pobytami w szpitalu mojej Mamy staramy sìę normalnie żyć. Tak jak i inne chore osoby.

 

Podłe są słowa osób, które chyba nie mają pojecia o czym mówią. Że kogoś gdzieś widziały, wyglądał normalnie i to dowód na to, że nie jest aż taki chory?

 

Bo niby co to znaczy wyglądać na chorego na raka?