Dzisiaj coś o dziecięcej wierze i ufności w lepsze jutro.
Tak – moja Mama, po szczeregu różnych perypetii życiowych – zachorowała na alkoholizm. Życie ją przerosło.
Nie, nigdy nie piła mi na złość, nie piła bo była zła czy wredna.
I absolutnie nie piła, bo chciała.
Wpadła w szpony nałogu i prawie umarła.
Ja za każdym razem kładłam się spać z nadzieją i wiarą, że jutro Mama się nie napije i będzie dobrze.
I 20 maja, 23 lata temu – łaska Boża spłyneła na moją Mamę i przestała pić. Dziękuję za tą trzeźwość i za to Mamuś, że jest teraz tak, że z tamtego okresu potrafimy się śmiać.
