Łaska decyzji

Ostatnio na planszówkach ze znajomymi, wpadło mi do głowy pytanie :
– Ciekawe co teraz robi Jezus ? Ile rzeczy równocześnie ogarnia ?

Bo przecież pewnie teraz : ktoś się rodzi , ktoś inny umiera ,ktoś się modli itp.

Niepojęte, ale fascynujące. Jak można w to wierzyć ? Wierzyć we Wszechmogącego Boga ?
Można i życzę tej ŁASKÌ , a także DECYZJI każdemu.

Bóg zawsze wierzył w człowieka . Dlatego Jezus stał jednym z nas i nie miał bajkowego życia…

Wszystko z miłości , by zbawić , by stać się bliskim , by się objawić i było łatwiej w Niego uwierzyć.

I chociaż jestem zbyt mała by te Wszechmoc pojąć /zrozumieć to dla mnie i tak bardziej jest to logiczne, niż zjawiska na tym świecie, których pomysłodawcom i autorem jest człowiek.

Ale kocha

„ Esencją miłości jest wolności”

Często boimy się Boga, ale nie tego , że nas pokara , tylko tego że odbierze nam wszystko na czym budujemy swoje życie , że stracimy kontrole .. Ale czy na pewno ją mamy ?

Boimy się, że ograniczy nam wolność. A przecież nikt bardziej niż właśnie On ją szanuje.  Wzresztą sam nam dał wolność , na którą tak często się powołujemy.

Często mylimy przyjemność ze szczęściem. I to co robimy, z racji naszego prawa do wolności, to nas ostatecznie zniewala i czasem krzywdzi innych.

Kościół Katolicki niczego mi nie zabrania. Bóg niczego mi nie zabrania. Proponuje… Tak często Jezus zaczyna zdanie od – „jeśli” . Daje wybór, a przecież mógłby inaczej , bo wszystko może , ale kocha…

 

Ot tak

„Powstrzymaj mnie od drogi kłamstwa
obdarz mnie łaską Twojego Prawa.
Wybrałem drogę prawdy
pragnąc Twych wyroków

To nie jest łatwa droga, przekonuję się o tym raz po raz , ale też mam wielką nadzieję, że mimo wszystko warto chociaż czasem zdaję się, że na nic te wysiłki ….

Usłyszałam od ludzi wiele obietnic, wielkich słów , zapewnień , że są i będą choćby nie wiem co….

Cóż …dla większości tych ludzi jestem dzisiaj „obcym człowiekiem”

Ja im BŁOGOSŁAWIĘ i sama staram się innym ,nie rzucać słów od tak.

Tak trudno nam wytrwać , trudno tak budować nam  na PRAWDZIE , ale nie widzę lepszej drogi ,po której warto iść.

Uciec

W dniu śmierci Jarka, w tym strasznym dniu, doświadczyłam jednego z najpiękniejszych widoków. Dwie bliskie mi osoby spotkały się po długim czasie nie rozmawiania z sobą i przytuliły się do siebie, okazując sobie wzajemną miłość.

Czy było trzeba aż takiej tragedii? Nie wiem, ale takie czarne dni jak tamten pokazują, że może nam zabraknąć czasu na ważne słowa, gesty, wyznania, rozmowy…

Każdy z nas przeżywa takie momenty jak uczniowie z Jezusem na Górze Tabor, aby potem przeżywać swoją Golgotę, te momenty czasem się mocno przenikają…

Warto by ani przed jednym, ani drugim nie uciekać, bo czy da się uciec przed sobą, przed prawdą, przed życiem? Czasem chciałoby się, ale czy warto…?

Okrutny

Dlaczego mojej mamie zależało, bym poszła normalnie do szkoły? Czemu nie zdecydowała się na nauczanie indywidualne, które i dla mnie, i dla niej jako samotnej, pracującej matki z dwójką dzieci byłoby wygodniejsze…?

Chciała, żebym nie tylko zdobyła wiedzę, ale też nauczyła się życia w społeczeństwie, żebym zaznała przychylności ludzi, ale też nauczyła się radzić sobie z hejtem i wiedziała, że świat bywa okrutny…

Chciała mojego dobra, nie chciała pozbawiać mnie piękna, które niesie za sobą normalne życie, jednak też zdawała sobie sprawę, że nie uchroni mnie przed zmierzeniem się ze „złem tego świata”

Im starsza byłam, tym bardziej dawała mi podjąć decyzje, co do których miała pewność że są błędne. Ostrzegała mnie, ale dawała mi wolność. Okrutne? Skoro wiedziała i mogła coś więcej zrobić to czemu pozwalała mi popełnić błąd…?

Czy z Bogiem nie jest podobnie? Mamy pretensje do niego, że jeśli istnieje i jest wszechmogący to czemu pozwala na tyle zła… Zdaje się być okrutny, a nie dobry…

Mamy Dekalog , mamy Jego Słowo, Jego obietnice, ale też mamy wolną wolę.

Czy naprawdę by było lepiej gdyby Bóg wszystkie złe decyzje w naszym życiu udaremniał, a wszystkie nasze żądania i oczekiwania spełniał jak czarodziej?

A złych ludzi karał od razu śmiercią?

Czy kochający ojciec / rodzic tak postępuje wobec swoich dzieci? Nawet jeżeli może? Czy umie powiedzieć kogo uratuje, a kogo spisze na straty?

Nie rzucić

Jak, mimo tego że często coś się wali, wszystko przed chwilą miało sens a teraz wydaje się go nie mieć, „nie rzucić” Boga?

Po nagłej śmierci Jarka ludzie obserwowali mnie. Obserwowali mnie i patrzyli jak sobie z tym radzę, i jak to będzie z moją wiarą.

Po śmierci Jarka ani razu nie miałam pomysłu, żeby zrezygnować z wiary, żeby zrezygnować z Boga, chociaż przez te ponad 2 lata nie było łatwo, a momentami nadal bywa cholernie ciężko…

Zadałam sobie pytanie: dlaczego? Przecież każdy by mnie zrozumiał…

To nie kwestia mojej mocnej wiary lub mojej własnej siły, to nie kwestia tego , że nie mam wątpliwości, czasem tracę nadzieję, czuję zawód , rozczarowanie i inne tego typu zjawiska, nie jestem od tego wolna, jak i od tego, że czasem jestem wkurzona na Boga.

To kwestia tego, że kiedyś tylko wierzyłam w Boga, byłam z Nim zaznajomiona, był w moim życiu, ale nie był fundamentem mojego życia, choć tak mi się wydawało…

Dopiero około 5 lat temu weszłam z Nim w relację, przestał być dla mnie „tylko” wszechmogącym wielkim Bogiem od cudów i innych rzeczy, ale też po prostu moim przyjacielem, kimś bardzo ważnym, najważniejszym, który jest zawsze a nie tylko w niedziele. I nie mogłam z dnia na dzień Go odepchnąć, nie przestał Nim być bo życie się posypało.

Czy ludzie, na których nam bardzo zależy, których kochamy/lubimy/o których walczymy… nas nie zawodzą, nie ranią, nie rozczarowują? Czy nie mamy wątpliwości co do relacji i zastanawiamy się czy nie lepiej odejść? A jednak trwamy w nich…

Oby relacja z Bogiem był pierwszą z takich relacji…

Czegoś innego

Parę lat temu robiłam rodzinie prezenty gwiazdkowe. Miałam wyliczony budżet. W pewnym momencie brakowało mi tylko jednego prezentu. W drogerii zobaczyłam jednak piękną, błyszczącą opaskę na włosy. „Zauroczyła” mnie. W dodatku to była ostatnia sztuka i chciałam bardzo ją kupić.

Nie miałam jednak dodatkowych pieniędzy, miałam tylko pieniądze na ten jeden prezent. Długo się nie zastanawiałam i kupiłam byle jaki podarunek, by mieć na tę opaskę…

Radość była chwilowa, a został zawód i niesmak, ponieważ okazało się, że to co wydawało mi się piękną opaską jest bransoletką na rękę, i na ręku już nie wyglądała tak fajnie jak w wyobraźni na mojej głowie, a poza tym ja bransoletek nie noszę, więc kasa w błoto…

Żałowałam, że poświęciłam kasę na prezent, by kupić coś co okazało się nie tym co myślałam że jest. A tak naprawdę najbardziej rozczarowałam się sobą bo zachowałam się nie fear.

I podobnie może być również w życiu. Zanim po coś sięgniemy, w coś wejdziemy lub poświecimy coś na rzecz czegoś innego, rozeznawajmy, obserwujmy, myślmy…

Znienawidzone

Życie jest pełne niewiadomych. Tak niewiele rzeczy jest pewnych i stałych… Czasem wszystko się plącze, wywraca, kiełbasi i czyni wszystko gorszym i takim bezsensu.

A czasem staje się cud i wszystko staje się lepsze i prostsze.

Jak tak czasem myślę nad tym co się dzieje na tym świecie i próbuję być otwarta i jakoś to tam zrozumieć, bynajmniej nie po to, by zmienić myślenie, tylko po to żeby to jakoś poukładać i ze względnym spokojem podchodzić do tego, to nie umiem…

Propozycje, warianty tego postępowego świata, dla mnie się nie kleją, nie przekonują mnie i w sumie napawają mnie smutkiem.

I ok – jestem konserwą. Katolem. Może ciemnogrodem, a przez to, że jestem niepełnosprawna, mogę czynić czyjeś życie ciężkim.

Lubię i cieszę się z tych momentów, gdzie jadę do kościoła i czekam na Mszę modląc się czasem w zupełnej ciszy. I myślę sobie wtedy, że Jezus przecież powiedział, że tak będzie, ale nie należy się tego bać, bo TY JESTEŚ i zawsze i koniec końców wszystko skończy się dobrze. To mnie napawa nadzieją i daje mi siłę, by trwać przy tym co znienawidzone przez ten świat…

Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr – Opoka, i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”.

Inna pora roku

Nie ma sprawiedliwości na tym świecie, i to jeszcze nam jako tako idzie przełknąć, ale czasami i Bóg nam się wydaje niesprawiedliwy…

Jest w nas (wierzących) taki ból , rodzi się taki bunt gdy widzimy, że, mimo że żyjemy Ewangelią, dekalogiem, modlimy się, to mamy masę problemów, a Bóg wydaje się być nieczuły, a z kolei inni wierzący lub co ciekawsze ateista albo człowiek, który gardzi Bogiem, ma lajtowe życie…

Ogólnie stronię od odpowiedzi na takie pytania, bo uważam że to jest wielka tajemnica Boska. Zdaję sobie też sprawę, że my patrzymy bardzo po ludzku i mamy o wiele mniejszą perspektywę niż Bóg.

Jednak wiem na pewno, że Bóg kocha każdego tak samo i chce dobra dla każdego, i muszę o tym pamiętać w tych chwilach kiedy wydaje mi się inaczej.

Dla mnie jest to też przestrzeń do ćwiczenia zaufania, cierpliwości i wierności Jemu.

On bowiem sprawia, że jego słońce wschodzi nad złymi i nad dobrymi i deszcz zsyła na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

Więc co za różnica czy idę za Bogiem czy nie?

Piąta rano w lato i piąta rano w zimę to ta sama godzina tylko po prostu inna pora roku. Jednak mi dużo lepiej wstaje się o piątej rano w lato, nawet jeżeli wybitnie mało spałam.

Jaki Jest

Jakiś czas temu spotkałam 20-letnią dziewczynę, która z wypiekami na twarzy opowiadała o swoim nadchodzącym wyjeździe. Nawet nie chodziło o miejsce, w które jedzie, ale o to, że pierwszy raz w życiu będzie jechała pociągiem…

Przypomniałam sobie jakie to dla mnie było fascynujące gdy byłam małą dziewczynką i jeździliśmy do Kwidzyna do dziadków właśnie koleją i atrakcją tych „wielkich wypraw” była przerwa na frytki w Malborku. Niby takie zwykłe „coś” a jednak cieszyło…

I wiecie co? Nie wyrosłam z tego. Nadal lubię podróże pociągami, chociaż nie jest to najwygodniejszy transport, zwłaszcza dla osoby niepełnosprawnej.

Tak samo jest z Bogiem… Nie trzeba wielkich, cudów, znaków, by go dostrzegać, poznać, zafascynować się tym JAKI JEST.

Jest wielki, ale można go znaleźć w małych, codziennych, zwykłych sytuacjach…