Po mnie

Tak się zastanawiam  jaką wartość mają rzeczy ?

Mam taki różowy szlafrok. Niby taki zwyczajny i mogłabym  sprawić  już sobie nowy ,  ale dał mi go w prezencie gwiazkowym Jarek, więc  jest dla mnie wyjątkowy…

Nie raz , nie dwa gubiłam rzeczy na wyjazdach czy pielgrzymkach  . Mówìłam sobie  : – Trudno , wielka mi sprawa. Jednak jak trzy lata temu zgubiłam  śpiwór to byłam  na siebie zła ..  , bo wiedziałam, że spiworu , który  podpisał swoim imieniem  Jarek nie kupię…

Gdy dostałam  sukienkę od koleżanki , którą  miałam raz na sobie, to  się wzruszyłam , bo przypomniała mi ślub i wesele  mamy z  Jarkiem…

Czasami zwykłe  rzeczy  stają się wyjątkowe i bezcenne ,bo nam o kimś lub o czymś przypominają, co już się  nie powtórzy…

Ciekawe  czy rzeczy , pamiątki „po mnie” lub prezenty, które  dałam ludziom będą lub już budzą  dobre wspomnienia  czy wręcz przeciwnie?

Widzimy

Wraz ze śmiercią kogoś bliskiego , znajomego – zwłaszcza  taka  jakaś nagła i tragiczna… – przychodzi  refleksja….

Refleksja na tym o czy niby dobrze wiemy: jakie życie  bywa  kruche…, że odkłamy wiele ważnych  spraw na potem , którego może  nie być .Ile dla nas ważnych  spraw , rzeczy jest tak naprawdę jest nieważnych , a ile ważnych „drobnostek” przegapiamy… itp.

Przez tych „pare chwil” zwalniamy zastanawiamy i naprawdę  WIDZIMY.

Szkoda , że  czasem  tak szybko znów  ślepniemy…

Nikomu nic do tego

Wspominałam kiedyś, że piję i lubię  tylko zwykłą/ czarną herbatę. Robiąc  , którego ranka herbatę  w pośpiechu  pomyliłam opakowania i dopiero pijąc zorietowałam  się, że popełniłam „błąd”.

Tak sobie ostatnio  myślę ,o konsekwencjach różnych  decyzji : przemyślach i nie , dobrych i złych.  Każda jakieś za sobą niesie.

Wiele konsekwencji,  z których   ciężarem  przyszło mi się mierzyć,  czy które  nadal w pewien sposób  muszę  nieść , to wynik nie moich decyzji, a jednak  wpłynęło  lub nawet zmieniło moje życie i na mnie.

Dlatego  trzeba  uważać  z myśleniem : ” To moje życie  i tylko  moja decyzja. Nikomu nic do tego … ”

Bo z czasem może się okazać, że to nie do końca prawda…

Stopy

Buty ” a’la Jarek” – tak nazywaliśmy  założone przez Jarka ( przez pomyłkę ) dzieciom źle buty ( prawy na lewą  nogę, lewy na prawą nogę) . Było to zabawne.

Ostatnio bardzo  tęskno mi za Jarkiem  i za życiem , które  razem z nim wiodłyśmy.

Wiem , że ta tęsknota, już zawsze będzie  mi towarzyszyła oraz pustka z nią  związana.

Jedyne co mogę robić to zaakceptować  ten fakt i oddawać to Bogu . Proszę  Go również  o Ducha Pocieszyciela.

Jarek lubił  droczyć się ze mną, żartować, wygłupiać- uczyło mnie to jeszcze  większego dystansu do siebie.

Ostatnio  wrócilam do domu , zdjęłam buty i założyłam  kapcie.

Za jakiś  czas spojrzałam na stopy i zauważyłam , że odwrotnie je założyłam – co mi się raczej  nie zdarza…

Wzruszyłam się i pomyślałam – Jarek- to w jego stylu.

18 maj

Pięć lat  temu zaczęłam iść drogą , którą myślałam, że idę ” od zawsze”. Zaczęłam się nawracać- zmieniać myślenie. Wprowadzać w życie „banały” , o których  wiedziałam  od dawna i  sama mówiłam. Przekonałam się ,że  to działa.

Poczułam ( po pewnym czasie) , że chcę się tym dzielić , więc założyłam bloga . 18 maja 2017 roku dodałam pierwszy  wpis. Od tego wpisu wiele się zdarzyło.

Śmierć Jarka, choroba onkologiczna mojej mamy, śmierć mojego ojca i wiele , wiele innych sytuacji  , z którymi przyszło mi się mierzyć.

„Z nad oceanów  do mnie wołasz, gdzie  każdy  krok niepewny  jest”

Oj tak – życie jest nieprzewidywalne  i jak wydaje mi się , że coś wiem to za chwilę odkrywam , że niekoniecznie.

Wracam  , wtedy do mojego wyboru z przed pięciu  lat i myślę  sobie , że  przecież  idę za Tym , który wszystko wie , więc może to wystarczy  ?

Kuferek

Na któreś urodziny ( x lat temu) dostałam kuferek. Nadal go mam , a raczej miałam.

Ostatnio szukając coś w nim, wyjęłam go z szuflady , a potem nie myśląc za długo włożyłam go byle jak na miejsce i zamknęłam szufladę. Na tamten moment osiągnęłam szybko swój cel.

Parę dni później okazało się tak włożyłam kuferek, że teraz nie mogę otworzyć szuflady.

Próbując znaleźć jakiś sposób- na naprawienie mojego błędu- zniszczyłam kuferek i naruszyłam szufladę . To są konsekwencje mojego działania. Oczywiście to pierdoła, to tylko plastikowy kuferek.

Ale czy w życiu nie mamy podobnie , że czasami swoimi szybkimi decyzjami sami  komplikujemy sobie życia , a potem zbieramy tego owoce ? Nie rzadko mając pretensję do ludzi , okoliczności, Boga ?

Wisienka na torcie

Ostatnio  zastanawiam  sie nad zazdrością… Może  zatruć człowieka od środka, sprawić , że  stajemy  sie ślepi….

Wiele razy usłyszałam , że mam lepiej.
Nauczyciele w liceum , (by mnie wesprzeć)  po operacjach i kilkutygodniowych nieobecnościach w szkole, wymagali „tylko” ode mnie zaliczenia  większych prac klasowych i sprawdzianów.  I tak ledwo zdalam  jednego  roku. Usłyszałam : -też byśmy tak chcieli.

Innym  razem słyszałam , że wykorzystuję swój wózek ,by zyskać jakieś przywileje. Co Ty   wiesz o życiu. Niekażdy ma tak dobrze- kwitowali.

A „wisienką na torcie” było/ jest to , że znalazły się osoby , które sugerowały , że  tak w sumie  zyskałyśmy ( razem z mamą)  na śmierci Jarka ….

Nie jestem  wolna od zazdrości.  Ale generalnie, naprawdę życzę  ludziom dobrze. Bo czemu mam życzyć źle ?  Bo mają lepiej, a ja gorzej ?

Trzeba  się jednak czasem  zastanowić czy naprawdę  jest czego zazdrościć?  Bywa bowiem  tak , że  za tym  czego zazdrościmy  , kryje się coś czego wcale nie chcelibyśmy doświadczyć….

Stacja III

Są takie stany ( niestety  przez wielu wyśmiewane lub bagatelizowane) , że każda nawet najmniejsza czynność np. wstanie z łóżka to wyzwanie nie dlatego  , że się nie chce lub jest się w gorączce.

Nie-  dlatego, że po prostu życie  czasem mocno boli. Walka samej ze sobą ,żeby jednak nie dać się tej „ciemności”  i utrzymać się na powiechrzni normalnosci ,mimo że okoliczności  nie sprzyjają to chyba najtrudniejsze walki , które przychodzi mi toczyć.

Nikogo nie jestem w stanie zmienić i nie chcę tego robić .Nawet jeżeli  zachowania ludzi względem  mnie-  ranią -to nic z tym nie zrobię.

Każdy  ma swoją ” prawdę ” , przez którą czasem ciężko  się  przebić.

Cała moja nadzieja w Bogu .Nawet jeżeli  ludzie- mają swoją  opowieść  o mnie- to  tylko On zna prawdę.

Upadam pod ciężarem krzyża, ale tak jak Jezus staram się  „przytulać” go do siebie i z Jego pomocą iść  dalej….

Warto

Tak naprawdę  wszystko co mam i co mogę dać  to moje doświadczenie.  To moja droga do Boga , z Bogiem.

Czy jest to wstanie  przekonać kogoś , że Bóg  istnieje? (Zwłaszcza teraz gdy na świecie, dzieje się , co dzieje) Nie wiem …. Możliwe, że nie….

Bo pewnie często wydawać się może , że Boga nie ma.

Ale to nie jest mój  cel , ani moja rola nawracać.

Raczej  chcę być świadkiem Nadziei . Tego , że choć bywa czasem , (nawet często)  ciemno , bardzo  ciemno  ,to warto iść dalej.

Warto patrzeć w Górę  i szukać przejaśnień , bo  ” w obłokach mieszka świt . „

Chwila

Od chwili  gdy dowiedziałam się , że Jarek nie żyję  wiedziałam  , że już nic nie będzie  takie samo . Życie , które  wiedliśmy  ( po ludzku) skończyło się .

Nie przypuszczałam wtedy , że w ciągu tych trzech lat  , tyle się zadzieje …, że cały ten świat  tak diametralnie się zmieni …

Zastanawiam się  czy pozostało  coś ze świata, w którym się urodziłam i dorastałam, a nie było to przecież tak dawno temu…

To co się dzieje  jest straszne  .Chyba  nie da się tego zrozumieć, ale mam nadzieję  w Bogu , w Jego słowie.

” Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska.”