Przebudzona

Mam 27 lat. W styczniu tego roku, zostałam przebudzona do nowego życia. „Urodziłam się” na nowo , a może inaczej narodził się we mnie Chrystus. Możliwe , że po raz pierwszy w życiu, tak naprawdę.

Wcześniej  chodziłam do Kościoła. Starałam się, żyć według Dekalogu i Ewangelii. Wiedziałam, że to dobra droga, ale nie budowałam więzi z Bogiem.

Nie modliłam się zbyt często , nie rozmawiałam , ani nie słuchałam Go. Jeżeli to robiłam to i tak na swoich warunkach. Nie traktowałam Boga poważnie. Nie wierzyłam w to , że On wie lepiej i naprawdę chce żebym była szczęśliwa . Szczególnie wtedy gdy, to co się działo w moim życiu , było tak bardzo, nie po mojej myśli. Brakowało mi ufności i wiary.

Nie mogę powiedzieć, że wcześniej nie wierzyłam, że Bóg istnieje. Momentami nawet, wiara graniczyła z pewnością, że Bóg istnieje. Zwłaszcza wtedy tak było, gdy mój świat się walił. Ludzie zawodzili, ranili, a ja zatapiałam się w bólu , we własnym egoizmie. W takich stanach osiągałam dno, nie widząc ile mam oraz ile mogę mieć. Jezus mnie wtedy ratował i byłam wdzięczna, przez krótki czas.

To były momenty , które były okazją , do zbudowania z Nim prawdziwej, osobistej relacji , takiej na serio. Co przeszkadzało? Nie chciało mi się modlić. „Nie umiem sama zmawiać różańca. Na rekolekcjach czy pielgrzymkach tak, ale sama nie” Chociaż nawet przy ,takich okazjach bardziej odklepywałam niż zmawiałam. Teraz widzę to wyraźnie. „ Nie mam czasu” , wolałam tak to tłumaczyć. Prawda jest taka ,że nie chciało mi się.

Jednocześnie przez te wszystkie lata, naprawdę chciałam się codziennie modlić i budować więź z Bogiem. Raz na jakiś czas, szczerze o to prosiłam. I zostałam wysłuchana 5 miesięcy temu. Bóg posłużył się bliską mi osobą , która zaprosiła mnie do wspólnej modlitwy różańcem.

Tylko i aż ,od tamtego dnia codziennie modlę się m. in. Koronką i Różańcem. Bóg mnie zmienia w bardzo konkretny sposób . Poprzez codzienną modlitwę buduję z Nim osobistą i prawdziwą relację . Pokazuje mi prawdę o mojej przeszłości. Prawdę o mnie i otaczającej mnie rzeczywistości . Bóg przychodzi do mnie w „szarej”codzienności . Uczy mnie swojej obecności w zwykłych codziennych czynnościach . Sprawia , że pomimo że mi się nie chce, to chce mi się.