Nie zawsze , muszę coś czuć.

Przez lata miałam duży problem, z modlitwą formułkami. Głównie, jak się okazało przez lenistwo. Po za tym, nie szła mi też , dlatego, że oczekiwałam za każdym razem, jakiś nadzwyczajnych odczuć.

Znałam doświadczenie modlitwy z pielgrzymek, z rekolekcji, podczas śpiewów itp. Modlitwy przy , której towarzyszyło mi, wiele odczuć emocjonalnych, które stawiałam na pierwszym miejscu.

Dlatego odkładałam modlitwę na ostatnią chwilę. Kończyło się to tym ,że zasypiałam , nie modląc się wcale. Martwiło mnie to, bo z tyłu głowy miałam słowa kapłanów , że chrześcijanin, który się nie modli , to niechrześcijanin.

Tak mnie to męczyło, że na któryś rekolekcjach postanowiłam pójść do spowiedzi. Opowiedziałam księdzu o moich wątpliwościach. Powiedział mi wtedy,że nie zawsze trzeba być na „różowej chmurce”, by uważać się za osobę wierzącą. W życiu codziennym jest ważna nasza postawa, konsekwencja, cierpliwość i szczerość.

Taka jest teraz moja modlitwa. Uwielbiam, proszę i przepraszam Boga. Staram się przede wszystkim skupiać na Nim, a nie na tym, czy coś czuję.

Na pielgrzymkach, rekolekcjach czy czuwaniach, często gra zespół. Gitary, piękny śpiew , dookoła ludzie wyznający podobne wartości, nie rzadko (zwłaszcza na Adoracji) przyciemnione światło i rozstawione świeczki wokół ołtarza . To wszystko tworzy niepowtarzalną atmosferę, którą bardzo lubię. Wydawało mi się , że łatwiej się modlić, w takich okolicznościach.

Na co dzień jednak adoracja, często jest w ciszy albo przy śpiewie organisty, tak samo jak msza święta itp. I choć uczestniczyłam w tych samych wydarzeniach, czasem nie czułam się tak samo, czegoś mi brakowało, trudniej mi się było modlić. Była to prawda, bo stawiałam na emocje.

Wiara jest dla nie mnie łaską. Teraz jest również świadomym wyborem i życiową postawą. Modląc się rozmawiam z Bogiem . Nie zawsze, muszę coś czuć.

Czasem trzeba sobie odpuścić

Od urodzenia jeżdżę na wózku ponieważ mam Dziecięce Porażenie Mózgowe. Choroba nie jest całym moim życiem. Jednocześnie wózek nie jest dla mnie dodatkiem, czy sposobem poruszania się. Choroba to fakt , który wpływa na moją rzeczywistość. Nie wyolbrzymiam tego , ani nie bagatelizuję. Przesada w jedną, czy drugą stronę jest dla mnie niezdrowa.

Czy wózek jest moim krzyżem ? Pewnie tak. Od czasu do czasu , zdarza mi się, na nowo pochylić nad tym tematem . Co raz częściej, patrzę na ten krzyż, jak na źródło wielu łask w moim życiu. Dzieję się tak w moim przekonaniu, dzięki akceptacji tego krzyża.

Jestem świadoma moich ograniczeń. Zdaję sobie sprawę , że choć jestem w miarę samodzielna, to w pewnych kwestiach, jestem zależna od innych. Pewnych rzeczy, „nie przeskoczę”. Jednak moja niepełnosprawność, była i nadal jest dla mnie „ nauczycielką” cierpliwości, pokory i wdzięczności.

To są m.in. te „plusy” , które niesie za sobą ten krzyż.

Ostatnio myślałam także, nad sensownością pytań typu : dlaczego? Jaki to ma sens?. Ja zadawałam je najczęściej, gdy kończyła się kolejna moja znajomość , w przykry sposób. Wtedy jak już wspominałam walił się świat.

Oczywiście, te pytania są ważne i naturalne, ale w moich przypadku, wiele razy , pozwalały mi trwać w destrukcji. Moje poszukiwania odpowiedzi, nie wnosiły nic konstruktywnego do mojego życia , ani nic tak naprawdę nie zmieniały.

Jakiś czas temu, dostałam od Boga, przekonującą mnie odpowiedź, dlaczego tak się działo. Po prostu nie umiałam odpuszczać. Czasem trzeba sobie odpuścić , bo można „zwariować”. Powiedzieć sobie i Bogu : „ Nie rozumiem, ale przyjmuję to . Ufam Ci, Ty wiesz co robisz . Jeśli będziesz chciał, odpowiesz mi na te pytania z czasem” .

Dotarło do mnie, że chcę/ muszę, tak nauczyć się przeżywać swoje życie, z ufnością i akceptacją nawet tego, czego teraz nie rozumiem. Widzieć w tym plan Boga . To bardzo trudne, wymaga ciężkiej pracy, ale nie jestem sama i chcę się tego codziennie od nowa uczyć.

Przebudzona

Mam 27 lat. W styczniu tego roku, zostałam przebudzona do nowego życia. „Urodziłam się” na nowo , a może inaczej narodził się we mnie Chrystus. Możliwe , że po raz pierwszy w życiu, tak naprawdę.

Wcześniej  chodziłam do Kościoła. Starałam się, żyć według Dekalogu i Ewangelii. Wiedziałam, że to dobra droga, ale nie budowałam więzi z Bogiem.

Nie modliłam się zbyt często , nie rozmawiałam , ani nie słuchałam Go. Jeżeli to robiłam to i tak na swoich warunkach. Nie traktowałam Boga poważnie. Nie wierzyłam w to , że On wie lepiej i naprawdę chce żebym była szczęśliwa . Szczególnie wtedy gdy, to co się działo w moim życiu , było tak bardzo, nie po mojej myśli. Brakowało mi ufności i wiary.

Nie mogę powiedzieć, że wcześniej nie wierzyłam, że Bóg istnieje. Momentami nawet, wiara graniczyła z pewnością, że Bóg istnieje. Zwłaszcza wtedy tak było, gdy mój świat się walił. Ludzie zawodzili, ranili, a ja zatapiałam się w bólu , we własnym egoizmie. W takich stanach osiągałam dno, nie widząc ile mam oraz ile mogę mieć. Jezus mnie wtedy ratował i byłam wdzięczna, przez krótki czas.

To były momenty , które były okazją , do zbudowania z Nim prawdziwej, osobistej relacji , takiej na serio. Co przeszkadzało? Nie chciało mi się modlić. „Nie umiem sama zmawiać różańca. Na rekolekcjach czy pielgrzymkach tak, ale sama nie” Chociaż nawet przy ,takich okazjach bardziej odklepywałam niż zmawiałam. Teraz widzę to wyraźnie. „ Nie mam czasu” , wolałam tak to tłumaczyć. Prawda jest taka ,że nie chciało mi się.

Jednocześnie przez te wszystkie lata, naprawdę chciałam się codziennie modlić i budować więź z Bogiem. Raz na jakiś czas, szczerze o to prosiłam. I zostałam wysłuchana 5 miesięcy temu. Bóg posłużył się bliską mi osobą , która zaprosiła mnie do wspólnej modlitwy różańcem.

Tylko i aż ,od tamtego dnia codziennie modlę się m. in. Koronką i Różańcem. Bóg mnie zmienia w bardzo konkretny sposób . Poprzez codzienną modlitwę buduję z Nim osobistą i prawdziwą relację . Pokazuje mi prawdę o mojej przeszłości. Prawdę o mnie i otaczającej mnie rzeczywistości . Bóg przychodzi do mnie w „szarej”codzienności . Uczy mnie swojej obecności w zwykłych codziennych czynnościach . Sprawia , że pomimo że mi się nie chce, to chce mi się.