1 września 2018 roku – tak długo wyczekiwany sakrament małżeństwa mojej mamy i Jarka . Cudowny dzień.
A trzy miesiące ( 1 grudnia) później- pogrzeb Jarka….
Po ludzku jeden wielki bezsens…., ale Boża perspektywya jest nieco inna i o wiele szersza ,niż nasza.
I chociaż nie rozumiem i mozliwe, że dopiero zrozumiem w Niebie, bo po ludzku serce boli, że jest tak , a nie inaczej…. , to jestem wdzięczna za tamten dzień Bogu.
Za to , że mama i Jarek ( trzy lata temu ) zdążyli powiedzieć sobie sakramentalne „TAK” przed Nim , a ja mogłam być tego świadkiem.
Góra Tabor i Golgota – myślę , że pierwsze jest dane , by przetrwać w wierności i ufności to drugie…
