Wbrew

„Bóg Cię kocha”, „Bóg nigdy nie daje więcej niż jesteś w stanie udźwignąć”, „Pan Bóg ma w tym plan” i inne słowa, które słyszymy od ludzi i sami mówimy to innym.

Tylko kurcze naprawdę trudno w to uwierzyć jak nam się kolejny raz coś sypie, zwłaszcza coś co zapowiadało się pięknie… i kompletnie tego nie ogarniasz i zastanawiasz się „Aale jak? Dlaczego? Po co?”

A każda próba odnalezienia sensu kończy się fiaskiem lub pogarsza i tak już beznadziejną sytuację i ogólnie czujesz się kompletnie sam…

Wtedy, może wbrew sobie, rozmawiaj o tym z Bogiem, mów jak jest lipnie, spotykaj się z Nim, trwaj przy Nim wbrew temu co czujesz, wbrew temu co się dzieje.

Być może resztkami sił, ale i tak staraj się wychodzić Mu naprzeciw…

Bo czy każda inna relacja, relacja z drugim człowiekiem, momentami na tym właśnie nie polega?

Wtedy jest szansa, że zobaczysz jakieś promyki słońca na tym mocno zachmurzonym niebie.

I choć nie wszystko zrozumiesz, a może nawet nic nie zrozumiesz… to i tak na nowo zobaczysz prawdę w tych słowach z początku. Będzie lepiej…

„(…)daj swojemu ludowi miłować to, co nakazujesz, i pragnąć tego, co obiecujesz, abyśmy wśród zmienności świata tam wznieśli nasze serca, gdzie są prawdziwe radości (…)”

Jeśli CHCESZ

Przyziemna mogłoby się wydawać sprawa: zabrakło alkoholu na weselu, a impreza trwa no i jest problem, taka trochę siara…

Jedna z zaproszonych kobiet mówi do syna: „Może coś zrobisz”? A on na to: „Ale czy to nasza sprawa, czy to dobry moment by się wtrącać?”
Matka spogląda na syna po czym mówi do obsługi: „Mój syn Wam pomoże tylko zróbcie wszystko co powie”.

Problem zostaje rozwiązany, choć niewiele osób o tym wie. Rozwiązany, bo ktoś zaufał i posłuchał tego, kto mógł coś zrobić…

W życiu mamy wiele dylematów, wątpliwości problemów i chcemy jakichś znaków, cudów. Czekamy…
Ale czy umiemy SŁUCHAĆ? Czy naprawdę CHCEMY…?

„Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, matka Jezusa mówi do Niego: „Nie mają już wina”.
Jezus jej odpowiedział: „Czyż to moja lub twoja sprawa, niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła moja godzina?”.
Wtedy matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.”

Przemoknięta

Były takie dwa deszczowe dni na tegorocznej pielgrzymce… Drugiego bardzo zmokłam i spędziłam kilka dobrych godzin w mokrych ciuchach i na mokrym wózku. Mocno zmarzłam….

Pod koniec dnia na pytanie: „jak się trzymasz? bo pewnie Ci zimno” odpowiadałam, że staram się nie myśleć jak mi zimno tylko o tym jak dobrze będzie gdy zdejmę te mokre ciuchy i już sucha będę pić ciepłą herbatę. Tęskniłam za słońcem…

W nocy zasypiałam w dwóch polarach pod śpiworem, próbując się rozgrzać, tęskniąc… Chciałam na chwilę być w innym miejscu.
Na drugi dzień wyszło słońce, ale potrzebowałam jeszcze czasu, żeby odzyskać ciepło…

Chłód w relacjach, na których nam zależy, powoduje w nas zmiany, ale myśl, że widzieliśmy w czyichś oczach słońce daje nam siłę by o nie walczyć, chociaż trzeba później razem zadbać by odzyskać ciepło.

Mokrzy od stóp do głów

Nie tracimy nadziei.”

Wystraszyć

Wiecie, czasem mam dylemat: czy mówić o mojej relacji z Bogiem i o tym co zadziało się w moim życiu gdy za Nim świadomie poszłam. Nie dlatego, że się wstydzę, ale boję się kogoś wystraszyć…

Dziwnie to brzmi, wiem, ale chodzi o to, że bycie blisko Boga nie zawsze oznacza „bajeczne” życie i rozwiązanie wszystkich problemów po naszej myśli…

Oczywiście, bywa tak, i nie neguję tego. Ale czasem Bóg doświadcza nas tak, że trudno powiedzieć „Alleluja i do przodu”. Trudno Go odnaleźć w pewnych sytuacjach, relacjach, czasem coś się traci… Widzi się marność i brzydotę tego świata, co boli…

Dlaczego jedni mają łatwiej, a drudzy ciężej, chociaż wierzymy, ufamy i modlimy się do tego samego Boga, który kocha?

Nie wiem… to tajemnica, bo przecież słucha wszystkich, którzy z Nim rozmawiają, choć ciężko to czasem zobaczyć.

Ale to, czego nie boję się mówić, to to, że warto chwycić Jezusa mocno za rękę i prosić by nigdy Cię nie puścił, bo co by się nie stało dobrego, a zwłaszcza złego, DASZ RADĘ, PRZETRWASZ.

Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi.

Nie znali

Ładnych parę lat temu byłam na konferencji prowadzonej przez ojca Szustaka. W pewnym momencie przypomniał o tym, jak Jezus powołał celnika Mateusza. Zapytał potem:

– Znacie tę historię, prawda? A wyobraźcie sobie teraz, że macie swoje życie, jesteście w pracy, i podchodzi do was jakiś obcy facet i mówi: „Zostaw wszystko i chodź za mną”.

Pomyślałam sobie: Wow, faktycznie tam musiało się stać coś niezwykłego, skoro Mateusz wstał i poszedł za Jezusem, a tak naprawdę wiedział o Nim bardzo mało (o ile w ogóle coś wiedział…).

Uświadomiłam sobie wtedy, że my znamy zakończenia tych historii i przyjmujemy je/słuchamy ich jako coś oczywistego…

Zazdrościmy „bohaterom” Ewangelii tego, że widzieli Jezusa, doświadczali jego cudów i było im łatwiej

.A oni też czuli się zagubieni, brakowało im nadziei, też uczyli się ufać i wierzyć, przeżywali kryzysy, wątpili, nie wiedzieli…

Jeśli masz jakiś kryzys i ogólnie jest do kitu… Nie wiem jak się potoczy Twoja historia i nie powiem, że będzie dobrze.

Nie wiem też jak potoczy się moja historia. Jest tyle niewiadomych, nie jest łatwo, ale to jeszcze nie koniec. Nie poddawaj się. Po prostu to my teraz, tak jak oni kiedyś, nie znamy zakończenia…

Jestem nikim

Od jakiegoś czasu noszę w sobie taką refleksję:

Mając dwadzieścia parę lat, podczas różnych katolickich rekolekcji i akcji ewangelizacyjnych, poznałam wielu młodszych ode mnie, bardziej lub mniej zaangażowanych we wspólnotach katolickich ludzi. Obserwowałam jak żarliwie się modlą, wyznają Jezusa Chrystusa jako jedynego Pana i Zbawiciela oraz zachwycają się księżmi.

Obserwując czasem dyskusje w mediach społecznościowych, to co udostępniają na swoich tablicach, co lajkują chrześcijanie, katolicy… Zastanawiam się: co z tej formacji duchowej zostało…?

Mam dopiero / aż 30 lat i wiem, że w pewnych sprawach nie ma kompromisu. Nie da rady się iść jednocześnie w dwie przeciwne strony.

Często spotykam się z pytaniem:

„A kim Ty jesteś by mówić komuś jak ma żyć?

Ja jestem nikim, nie mam takiego prawa – to fakt… ale wierzę w Boga, Jezusa Chrystusa, który jest miłosierny i kocha każdego człowieka, ale mówi mi też jak mam żyć, o pewnych rzeczach wypowiada się radykalnie i bardzo jasno.

„Boże, Ty ukazujesz błądzącym światło Twojej prawdy, aby mogli wrócić na drogę sprawiedliwości, spraw, niech ci, którzy uważają się za chrześcijan, odrzucą wszystko, co się sprzeciwia tej godności (…)”

Zawsze chce być

Najpiękniejsze zdanie jakie ostatnio usłyszałam brzmiało: „Proszę się nie spieszyć, ja mam czas”. Nie była to jakaś wyjątkowa sytuacja ani w żaden sposób bliska osoba.

Po prostu jechałam sama do kościoła, w pewnym momencie pan jadący na rowerze zatrzymał się (bo było ciasno na chodniku) i z uśmiechem na twarzy poczekał aż przejadę.

Mam czas czy go nie mam? Na co i dla kogo?

„- Kiedy masz czas?
– Dla Ciebie – zawsze”

Życzę Wam, żeby te słowa nie były tylko pustym sloganem. Żebyście meli kogoś, kto usłyszy od was „dla Ciebie – zawsze”.

A jeśli z tym czasem u Was ciężko to przynajmniej byście zauważali i doceniali tego, który zawsze chce być…

„Przemień mnie w siebie, bym jak Ty stał się chlebem.

Pobłogosław mnie, połam, rozdaj łaknącym braciom.”

Ściema

Myślę, że jeśli nie każdy, to większość, a na pewno ja – mierzyłam się, mierzę i pewnie przyjdzie mi się jeszcze mierzyć nie raz (póki tutaj żyję) z pytaniami – czy Bóg istnieje, a ten Kościół Katolicki czy to wszystko prawda?
Bo to, że wierzę nie znaczy, że czasem nie wątpię…

Jak w każdej żywej relacji są momenty, że zastanawiam się, czy aby na pewno ma sens. Tak samo jest z Bogiem .

Moim subiektywnym dowodem na istnienie Boga i to, że Kościół nie jest tylko ludzką instytucją jest taka jedna prosta sprawa.

„Kłamstwo ma krótkie nogi” – jak dla mnie kłamstwo, fałsz, dwulicowość, prędzej czy później wychodzą na jaw… Sama tego doświadczyłam w moim życiu nie raz i nie dwa…

Kościół istnieje dwa tysiące lat. Mimo licznych afer z udziałem „czarnej mafii” i wielu ułomności ludzkich, nagonki medialnej, mimo że pustoszeje – to zawsze ktoś głosi Ewangelię, ktoś się modli, ktoś zostaje księdzem, ktoś się nawraca…

Jak dla mnie zbyt prawdziwa ta „ściema”.

„Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr – Opoka, i na tej Opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego: cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie»”

Nowe

„Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.”

Patrząc na swoje życie widzę, że parę tych „nowych początków” było. Różnie się one kończyły. Niektóre kolejnymi łzami, ranami, znowu miało być inaczej, a było/jest jak zwykle.

Myślę, że po wyborze Chrystusa 4 lata temu niewiele zostało z mojego dawnego życia. Straciłam je, ale też zyskałam Boga, siebie i tych, których On mi przysyła.

Od których nie tyle oczekuję, że będą…, ale przede wszystkim to ja staram się być dla nich. Staram się o to dbać na tyle na ile zależy to ode mnie.

„Postaw mnie mocno dziś na skale. Umocnij mnie, wybieram Cię na zawsze”

Normalnie

Normalność… tęsknimy do niej, chcemy jej, szukamy jej, dążymy do niej.

W niektórych życiorysach nie jest ona czymś oczywistym i ciężko jej doświadczyć.

Zastanawiamy się: ” Boże czy nie może być normalnie, chociaż raz?”

A co jeśli może być normalnie i nawet jest…?

Doświadczeni dramatami, zawirowaniami. Poranieni przez innych i siebie… Zawsze coś było nie tak…

Rozumiemy różne patologie, ale czy potrafimy docenić normalność? A może normalność nas przerasta i uciekamy?

„Wchodźcie przez ciasną bramę. Bo szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują!»”