Recepta

„Niby każdy dostaje tyle ile jest w stanie znieść. Boże dziękuję, że uważasz mnie za tak silnego człowieka ale proszę odpuść już, bo czuję, że niedługo
nie będzie już czego zbierać…”

Jak trafiłam na te słowa – pomyślałam sobie o tych momentach  w swoim życiu, w których czułam się tak bezsilna i pokonana, że głowa mała…

W internecie  można znaleźć  dużo ” recept” na skuteczną/wysłuchaną modlitwę . Do czego podchodzę z dystansem…

Bo czy Bóg  działa według  jakiś konkretnych schematów ? Czy można Go wsadzić w jakieś  ramy?

Ale jeśli bym miała  już radzić komuś jak przychodzić/zwracać się do Boga powiedziałabym, że w prawdzie i z prawdą.

Pewnego razu byłam sama w domu , a moja mama , była w szpitalu . Było z nią naprawdę źle… Zamknęłam  się w pokoju – bardzo zmęczona – zaczęłam ryczeć i krzyczeć – Wiem , że Jesteś Bogiem ,ale …- w dość ostrych słowach  powiedziałam co o tym wszystkim myślę  i co czuję.

Następnego  dnia wstałam i dalej mierzyłam się z trudną rzeczywistością – z nowymi siłami.
 
Co wypada mówić  , czego nie wypada mówić?

Myślę, że  zawsze  trzeba mówić zgodnie  z prawdą,  zwłaszcza do Boga.

Ulotna

Jest kilka takich filmów  , które wywarły na mnie takie wrażenie  i zapadły  mi tak w pamięć, że wracam do nich i oglądam  ponownie, gdy jest ku temu okazja.

Historia psa Hachito, który  po nagłej śmierci  swojego pana , do końca swojego życia wiernie czekał na właściciela , należy do takich obrazów .

Pierwszy  raz  ogładałam tę historię ,długo przed śmiercią  Jarka.  

Zapamiętałam ten film jako piękną i wzrusząjacą historię o silniej więzi psa z człowiekiem.

2 lata temu-  w Wielkanoc- wróciłam  do tego filmu.  Okazało się, że doświadczenie nagłej śmierci   Jarka i tego co się dzieje z naszym czarnym kotem , który  był najbardziej związany z Jarkiem , uczynił ten film trudniejszym dla mnie w odbiorze.

Myślę, że gdybym  obejrzała ” Johnnego”  czy też  ” Anię ”  4 lata temu , tematyka tych filmów, nie byłaby mi ,aż tak bliska. Wiele z tych wątków  zostałoby ,w sferze  wyobraźni .
A refleksje  , którą niosą tego typu historie  byłaby  bardziej  ulotnia i mniej zakorzeniona we mnie.

Chociaż  nikomu nie życzę  takiego typu doswiadczeń….- to niestety-  najczęściej  one są prawdziwą okazją do spojrzenia w głąb siebie i przewartościowania życia.

Może  to jest  te „dobro” , które  można z nich wynieść?

Absurd

„Pomagać czy nie pomagać ? ” – zapytał mnie proboszcz- wprowadzając  do kaplicy.

Mój  śp. dziadek  kochał mnie z moimi  ograniczeniami i nic nie chciał we mnie  zmieniać.

Moja  mama wychowywała mnie w ” realiźmie ” tak to nazywam. Rozumiem  przez to ,  to że ani nie dramatyzowała z powodu  mojej choroby, ani nie udawała , że ten wózek  to nic takiego, ale nauczyła mnie samodzielności na tyle, na ile pozwalał mój stan oraz proszenia i przyjmowania pomocy . Co w moim życiu  jak myślę każdego  człowieka  jest ważną  umiejętnością.

Miałam też zawsze  dystans do  swojej choroby . Nie miałam i nie mam problemu z tym moi rówieśnicy mowili do np. swoich rodziców, że ” idą do chorej Asi ” .

Po prostu było pieć dziewczyn  no podwórku  o tym samym imieniu i ja się tym akurat  „wyróżniam” .  To wszystko  czyniło moje życie takim normalnym …

Wybaczcie, nie będę  poprawna politycznie. Wiem , że powinnam napisać , że jestem osobą z niepełnosprawnościami, ale ja jestem osobą niepełnosprawną. Nie widzę nic złego  w tym , że wiele  osób tytułuje mnie:  ” Asi na  wózku ” ,” ta niepełnosprawna dziewczyna” . NIkt tu nie ma nic złego na myśli…., a nawet jeśli ma to stwierdza fakt…

Nie obrażają mnie też  dowcipy o niepłosprawnych czy też wiele innych zochowań , które  teraz uważane   są za nietaktowne. Dla mnie  były i są normalne np . ktoś wysoki kuca przy mnie , żeby było łatwiej nam romawiać.

Mam też świadomość , że  jestem  niepełnosprawna , więc nie wszystko  jest dla mnie np. bieganie. Nie każdy zawód  byłby dla mnie .Nawet  gdybym  była zdrowa.

Czy to mnie wyklucza/ dyskrymyniuje ?
No nie.  Przynajmniej  ja tak tego nie odczuwam ….
Po prostu  każdy ma inne powołanie, predyspozycje i talenty…

Moje wątpliwości  budzi wiele rzeczy , które  są uważane  za zmiany na lepsze, w słownictwie czy  zachowaniach ludzkich. Ich celem jest  sprawić , żebym czuła się jak pełnowartościowy  i normalny człowiek .

Dlaczego ? Uważam, że  pewne procesy człowiek  musi przejść sam i znaleźć pewne rzeczy  w sobie bez względu  na okoliczności wewnętrzne i ludzkie zachowania.

Po drugie osoby , ktore mnie widzą czy poznają często  się stresują , ale nie samym faktem , że jeżdzę na wózku tylko tym , że w telewizji  słyszeli ,  jak nie powinni się zachowywać  i się głubią …..

Jak dla mnie ,to mija się z celem i jest w tym pewien  absurd  …..

Ja się z tym nie utożsamiam i już wolę jak ludzie zapominają przy mnie o tej ” poprawności politycznej” i zachowują się tak jak czują….

Niewiadoma

” Wiesz jak to jest- dzisiaj jestem jutro mnie nie ma …” Niby się to wie , ale gdy ten moment  staje się faktem, towarzyszy jemu ( w większości  przypadków) szok/ niedowierzanie, chociaż  pewne jest to , że ta chwila  nadejdzie.  Wielką niewiadomą jest tylko- kiedy i jak?

Przeciągu ostatnich 4 lat doświadczyłam  paru takich chwil, w których  zdawałam  sobie  sprawę,  naprawdę liczyłam się z tym , że pewne osoby  już nigdy nie wejdą przez drzwi  mojego mieszkania .

Choć taka świadomość jest trudna ,  śmierć  Jarka nauczyła mnie tej możliwości nie odpychać i nie udawać , że tak na pewno nie będzie, bo tego nie wiem…

Naprawdę  ważne  jest jak się  wzajemnie  traktujemy, jak się witamy i żegnamy.  Za każdym razem może  to być ostatni  raz.

Ćwiczenie

Aby naprawdę w mojej szafie,  było  to co noszę  lub było miejsce na coś nowego, lub po prostu ,żeby tych ciuchów  nie było za dużo – to  przyjęłam zasadę .

Jeśli czegoś nie założyłam przez wiele miesięcy,  to już wiem, że tego nie założę i wtedy oddaję to dalej….

Co nie jest czasem wcale łatwe , a przecież to tylko ubrania .

Ostatnio pomysłam ,  że  to dobre „ćwiczenie ” w wstawianiu w prawdzie, ktore generalnie  bywa trudne  .

Jednak myślę, że konieczne, gdy nie chcemy się pogubić w tym życiu. A  nawet jeśli się zdarza  pogubić , to się szybko ogarnać i odnaleźć na nowo.

Tak, to prawda.

Pewnego razu wracałam z dwiema starszymi panami z kościoła.  Przysłuchiwałam sie ich rozmowie ( to krótkie, fajne rozmowy).

– Tutaj – wskazując na mnie powiedziała-  młoda dziewczyna  cierpi , ma swój  krzyż jeździ  na wózku…

Na co zareagowałam- Nie ,nie cierpię , a przynajmniej  nie z tego powodu, mam dużo  poważniejsze problemy  niż ten wózek…

Naprawdę ? – skwitowała mocno zdziwiona .

Tak , to prawda.  Oczywiście  pewnie  dużo  łatwiej  było by móc  chodzić . Mogłabym wtedy przynieść  ciężkie zakupy mamie lub wyjść  z psem gdy jej nie mam itp.

Ale gdy ktoś mnie pyta czego mi w życiu  brakuje, jakie są moje problemy? – to naprawdę  na pierwszy  plan ,wysuwają się zupełnie  inne sprawy  niż moja niepełnosprawność..

Zwłaszcza  od tych ( niespełna) 4 lat….

Po mnie

Tak się zastanawiam  jaką wartość mają rzeczy ?

Mam taki różowy szlafrok. Niby taki zwyczajny i mogłabym  sprawić  już sobie nowy ,  ale dał mi go w prezencie gwiazkowym Jarek, więc  jest dla mnie wyjątkowy…

Nie raz , nie dwa gubiłam rzeczy na wyjazdach czy pielgrzymkach  . Mówìłam sobie  : – Trudno , wielka mi sprawa. Jednak jak trzy lata temu zgubiłam  śpiwór to byłam  na siebie zła ..  , bo wiedziałam, że spiworu , który  podpisał swoim imieniem  Jarek nie kupię…

Gdy dostałam  sukienkę od koleżanki , którą  miałam raz na sobie, to  się wzruszyłam , bo przypomniała mi ślub i wesele  mamy z  Jarkiem…

Czasami zwykłe  rzeczy  stają się wyjątkowe i bezcenne ,bo nam o kimś lub o czymś przypominają, co już się  nie powtórzy…

Ciekawe  czy rzeczy , pamiątki „po mnie” lub prezenty, które  dałam ludziom będą lub już budzą  dobre wspomnienia  czy wręcz przeciwnie?

Widzimy

Wraz ze śmiercią kogoś bliskiego , znajomego – zwłaszcza  taka  jakaś nagła i tragiczna… – przychodzi  refleksja….

Refleksja na tym o czy niby dobrze wiemy: jakie życie  bywa  kruche…, że odkłamy wiele ważnych  spraw na potem , którego może  nie być .Ile dla nas ważnych  spraw , rzeczy jest tak naprawdę jest nieważnych , a ile ważnych „drobnostek” przegapiamy… itp.

Przez tych „pare chwil” zwalniamy zastanawiamy i naprawdę  WIDZIMY.

Szkoda , że  czasem  tak szybko znów  ślepniemy…

Nikomu nic do tego

Wspominałam kiedyś, że piję i lubię  tylko zwykłą/ czarną herbatę. Robiąc  , którego ranka herbatę  w pośpiechu  pomyliłam opakowania i dopiero pijąc zorietowałam  się, że popełniłam „błąd”.

Tak sobie ostatnio  myślę ,o konsekwencjach różnych  decyzji : przemyślach i nie , dobrych i złych.  Każda jakieś za sobą niesie.

Wiele konsekwencji,  z których   ciężarem  przyszło mi się mierzyć,  czy które  nadal w pewien sposób  muszę  nieść , to wynik nie moich decyzji, a jednak  wpłynęło  lub nawet zmieniło moje życie i na mnie.

Dlatego  trzeba  uważać  z myśleniem : ” To moje życie  i tylko  moja decyzja. Nikomu nic do tego … ”

Bo z czasem może się okazać, że to nie do końca prawda…

Stopy

Buty ” a’la Jarek” – tak nazywaliśmy  założone przez Jarka ( przez pomyłkę ) dzieciom źle buty ( prawy na lewą  nogę, lewy na prawą nogę) . Było to zabawne.

Ostatnio bardzo  tęskno mi za Jarkiem  i za życiem , które  razem z nim wiodłyśmy.

Wiem , że ta tęsknota, już zawsze będzie  mi towarzyszyła oraz pustka z nią  związana.

Jedyne co mogę robić to zaakceptować  ten fakt i oddawać to Bogu . Proszę  Go również  o Ducha Pocieszyciela.

Jarek lubił  droczyć się ze mną, żartować, wygłupiać- uczyło mnie to jeszcze  większego dystansu do siebie.

Ostatnio  wrócilam do domu , zdjęłam buty i założyłam  kapcie.

Za jakiś  czas spojrzałam na stopy i zauważyłam , że odwrotnie je założyłam – co mi się raczej  nie zdarza…

Wzruszyłam się i pomyślałam – Jarek- to w jego stylu.