Jest kilka takich filmów , które wywarły na mnie takie wrażenie i zapadły mi tak w pamięć, że wracam do nich i oglądam ponownie, gdy jest ku temu okazja.
Historia psa Hachito, który po nagłej śmierci swojego pana , do końca swojego życia wiernie czekał na właściciela , należy do takich obrazów .
Pierwszy raz ogładałam tę historię ,długo przed śmiercią Jarka.
Zapamiętałam ten film jako piękną i wzrusząjacą historię o silniej więzi psa z człowiekiem.
2 lata temu- w Wielkanoc- wróciłam do tego filmu. Okazało się, że doświadczenie nagłej śmierci Jarka i tego co się dzieje z naszym czarnym kotem , który był najbardziej związany z Jarkiem , uczynił ten film trudniejszym dla mnie w odbiorze.
Myślę, że gdybym obejrzała ” Johnnego” czy też ” Anię ” 4 lata temu , tematyka tych filmów, nie byłaby mi ,aż tak bliska. Wiele z tych wątków zostałoby ,w sferze wyobraźni .
A refleksje , którą niosą tego typu historie byłaby bardziej ulotnia i mniej zakorzeniona we mnie.
Chociaż nikomu nie życzę takiego typu doswiadczeń….- to niestety- najczęściej one są prawdziwą okazją do spojrzenia w głąb siebie i przewartościowania życia.
Może to jest te „dobro” , które można z nich wynieść?
