Ciut

Czas – pojęcie względne. Jak go nie mamy – chcielibyśmy mieć, jak go mamy w nadmiarze – to nudzi nam się. Gdy nie mamy czasu, mamy tyle planów, marzeń, jak możemy je realizować – to często nie mamy nastroju i nie chce nam się…

Może po prostu nie do końca wiemy czego chcemy, czego potrzebujemy?

Ocieramy się o tragedie, lub doświadczamy tego czego baliśmy się najbardziej, najgorszego… To takie rekolekcje, w obliczu których zastanawiamy się nad sprawami ostatecznymi. Sprawy, które przed chwilą były ważne, stają się nieistotne, bo teraz wiemy co jest najważniejsze i prosimy Boga o to jedno o nic więcej…

Zastanawiam się ile i na ile w nas zostaje z takich rekolekcji? Zwłaszcza, gdy kryzys zostaje zażegnany… Na całe życie? A może przez miesiąc, rok? I wszystko wraca do normy… i znowu nie szkoda nam czasu… Mówi się, że tak to już jest: że trzeba stracić by przejrzeć, by zrozumieć, by docenić. Ale czy nie da się na pewno chociaż ciut wcześniej…?

Światło

Zastanawiam się czasem: na ile zmieniły mnie ostatnie 4 lata? Na ile zmieniło mnie doświadczenie nagłej i tragicznej śmierci Jarka?

Przekonałam się, że po końcu świata można żyć dalej… Nie jest to łatwe, nawet mimo wiary w Boga.

Ale można żyć dalej, mimo bólu znajdować powody do uśmiechu, widzieć piękno i czuć wdzięczność, że było, że się zdarzyło.

Cieszyć się z obecności kogoś nawet skomplikowanego. Nie próbować go na siłę zmieniać, poprawiać, a przyjmować go całego. Pomimo i dlatego, że on to on, a nie ktoś inny… Dostrzegać światło w największych ciemnościach.

W Tobie jest światło,
Każdy mrok rozjaśni.
W Tobie jest życie
Ono śmierć zwycięża
Ufam Tobie, Miłosierny
Jezu wybaw nas.”

Piąte

Prawda nie pozwala już dłużej w miejscu tkwić, nawet mimo ciągłych szykan.”

Mówi się, że są różne etapy wiary. Ktoś wierzy bardziej czy mniej. Jednak myślę, że pod słowem „wiara” kryje się relacja, i tak jak o każdą inną relację trzeba o nią dbać.

Nie można od tego zrobić sobie „wakacji” nawet jak jest ciężko lub gdy jest wiele przesłanek by sobie odpuścić . Chociaż na jakiś czas… aż będzie łatwiej, ale czy na serio chodzi o to, żeby było łatwiej? Czy w ogóle jest możliwe by było łatwo?

Ważne jest, by myśleć o kimś, mieć go w sercu, porozmawiać przez telefon, spotkać się online. Ale czy to jest na dłuższą metę wystarczające ?

Teraz jeszcze bardziej doceniam i podziwiam chrześcijan i księży którzy żyją i posługują w krajach, gdzie nie mogą otwarcie przyznawać się do Jezusa, brać legalnie udziału w Eucharystii., bo karą za to jest śmierć.

Czasem mają szanse uratować życie, wystarczy wyrzec się Jezusa…. Jak wiemy są tacy, którzy z tego nie korzystają i tracą życie, bo mają pewność, że zyskają o wiele więcej…

Zastanawiam się, czy są nieodpowiedzialni, egoistyczni albo uzależnieni od religii?

A może po prostu poznali tego, w którego wierzą, weszli z nim w relację i o nią dbają, mimo trudnych warunków. Nie potrafią go się wyrzec, nawet w obliczu zagrożenia życia.

Kto jest lub co jest panem twojego życia?

5. Nie zabijaj” …?

Taka sytuacja

„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”

Kilka lat temu na Mszy Świętej był pewien 4- letni chłopczyk. Gdy przyszedł moment Komunii, ustawił się jak reszta w kolejce po Pana Jezusa.

Uśmiechnięty stanął przed księdzem, ten odwzajemnił uśmiech i pobłogosławił go. Jednak chłopczykowi coś nie pasowało, i odszedł niepocieszony.

Przykląkł i znów ustawił się w kolejce. Rozbawiony ksiądz ponownie go pobłogosławił, na co chłopczyk kiwnął głową na „nie” i otworzył szeroko buzię.
Po chwili podeszła do niego mama i zabrała chłopczyka z powrotem do ławki.

Rozżalony rozpłakał się i nie rozumiał czemu nic nie dostał, choć było tego dużo . Głośno wyraził swój sprzeciw.

Na koniec Eucharystii ksiądz podsumował dość zabawną, ale mogącą coś ważnego obrazować sytuację:
– Życzę nam wszystkim takiej konsekwencji i wytrwałości w przychodzeniu do Jezusa, jak pokazał nam przed chwilą Filip.

„On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł:«Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim.I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje.”

 

Człowiek

Wróciłam myślami do pewnej sceny.
Pewnego razu czekałam aż pewien ksiądz mnie odwiezie. Pomagałam sprzątać i w pewnym momencie spojrzał na mnie i krzyknął: „Spokojnie Asia, nie zapomnę o Tobie!”

Pomyślałam, że tyle razy to słyszałam i okazywały się to puste słowa… , ale jest nieliczną z osób, której jestem skłonna w te słowa uwierzyć, choć jest mężczyzną, a do tego jeszcze KSIĘDZEM.

Kapłan – jaki Ci się wyświetla obraz, gdy słyszysz te słowo?

Ja widzę ludzi, którzy ciągali mój wózek po plaży, pływali ze mną w morzu czy nosili na plecach.
Widzę człowieka, który zabrał mnie na spacer po lesie i porozmawiał ze mną.
Widzę człowieka, który ocierał mi łzy, w momencie gdy inni mężczyźni mnie zawodzili.
Lub przypomina mi się człowiek, który zabiera mnie do sklepu i pyta co bym chciała i spontanicznie mi to kupuje, lub zabiera mnie do kina choć nie mam przy sobie kasy. Itd…

Widzę też księdza , który przynosi mi Boga żywego: w Eucharystii, w spowiedzi, w Adoracji Najświętszego Sakramentu. Boga żywego, bez którego nie umiem normalnie żyć.

Dobrze, że jesteś, człowieku – kapłanie 🙂

Lipa

Stabilizacja, bezpieczeństwo, spokój… Próżno w tym świecie tego szukać. Choć próbujemy, tak często się zawodzimy, bo już miało być łatwiej, normalniej, a nie jest, znów to wszystko to lipa.

4 lata temu powiedziałam: Dobra, Boże, spróbujmy po Twojemu, mam już naprawdę dość…

Zaczęłam iść po wąskiej i niełatwej ścieżce, chwytając się bardzo mocno „ręki” Jezusa/Boga, czyli Sakramentów, które daje nam Kościół Katolicki. Odkrywając ich wielką wartość i sens…

Życzę Wam, żebyście patrzyli na Jezusa i szli po wodzie, robiąc swoje, wtedy dacie radę lipie. Wiem co mówię.

„Jezus wycierpiał każdy trud
Żebyś żył i już się nie bał”

Śmierć

Hmmm… Świat jakby się zatrzymał. Pamiętam już taki moment (chociaż w nieco innej atmosferze). Miałam 15 lat, gdy umarł Święty Jan Paweł II.

Przestrzegamy zasad higieny, powtarzamy „zostań w domu”, zachowujemy się odpowiedzialnie, przy tym dając sobie prawo do oceny innych… Ogranicza to w pewien sposób naszą wolność, ale trudno – tak trzeba.

Lękamy się o swoje bezpieczeństwo i zdrowie. Boimy się śmierci.

A jak patrzymy na to co mówi do nas Bóg?

10 przykazań Bożych… Tak często i świadomie je łamiemy. Nie bojąc się konsekwencji… „Czasem tak trzeba”. A przecież one mają uchronić nasza dusze przed śmiercią.

Teraz mamy „prawdziwy” Wielki Post. Mamy czas… i możliwość „wyjścia na pustynię”. Na ile wierzę w Boga i ufam Mu…?

Wyznanie

„Zapyta Bóg w swym Niebie, co dałem mu od siebie…?”

Powiedziałabym: nie zawsze byłam z Tobą szczera…

Przymykałam oczy na to co było nie fair wobec Ciebie i drugiego człowieka. Siedziałam cicho tłumacząc sobie: to ich sprawa.

Bałam się, że ktoś się obrazi i „zostawi” mnie. A przecież wiesz, że odrzucenie jest bardzo wpisane w moje życie.

Ale to był błąd.

Często bałam się Ci powiedzieć czego naprawdę pragnę, o czym marzę, i o to poprosić, bo myślałam sobie, że to pewnie i tak nie będzie Twoja wola, a „happy end” w moim życiu to rzadka sprawa. Lub powiedzieć, że jestem wkurzona i nie rozumiem Cię, i mam dość – bo przecież nie wypada.

Moje relacje z ludźmi… Cóż, różnie to bywało… Starałam się dawać to, co od Ciebie dostałam: wyrozumiałość, spokój, cierpliwość…

Co do niektórych relacji byłam pewna, że pochodzą od Ciebie i nie opuszczało mnie to przekonanie nawet, jeżeli było trudno i po ludzku nie widziałam już w nich sensu.

Miłość… myślę, że dostałam od Ciebie dużo lekcji miłości, ale pewne trzy były dla mnie szczególne. Wiesz, o których mówię. Wiem, że potrafiłam kochać. Dziękuję.

Przepraszam Cię, że tak długo czekałeś bym Cię w pełni wpuściła do mojego życia i zadbała o naszą przyjaźń. Przyznaję: trochę mi to zajęło, ale teraz Ci je oddaję w pełni…

Nie czekaj

Gdybym miała świadomość, że zostało mi ostatnie 24 godziny życia, myślę, że jak zwykle wstałabym, oddałabym ten czas Jezusowi, poprosiłabym bym o Ducha Świętego i robiła swoje.

Ponieważ – i tu powiem banał – każdy dzień może być ostatnim. Poza tym: czy potrzebujemy mieć taką świadomość, by zrobić rzeczy, o których marzymy czy myślimy, że fajnie by było je zrobić…?

Zgoda, nie na wszystko mamy wpływ… ale są rzeczy na które mamy, np. spędzić z kimś czas, zatrzymać się na trochę, zadbać o relacje z ludźmi, pójść na spacer, przeczytać książkę itp. Niby proste rzeczy, a czasem takie trudne.

Znajdź czas w swoim napiętym grafiku, nie czekaj, bo może go naprawdę zabraknąć…

Wtedy

Gdy dwa miesiące temu świętowałam swoje trzydzieste urodziny, doszłam do wniosku, że nie ma na nich prawie nikogo, z kim obchodziłam swoje ćwierćwiecze…

Po bliskich mi wtedy ludziach, z którymi teraz już nie mam za wiele wspólnego, pozostało parę wspomnień i zdjęć (ran).

Czasami mówiąc: „tak” możesz „stracić swoje życie”. Ale jeśli pozostaniesz wierny swojemu wyborowi (a tym jest miłość), wtedy zyskasz nowe.

Jest jedno „tak”, które warto mówić dzisiaj, jutro, zawsze…

„(…)Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?”