22 lata

Jak byłam mała , myślałam że alkoholik to taki ktoś kto się nie myje, nie ma domu , ma fioletowy noc i pije denaturat.

Parę lat później dowiedziałam się, że ten obraz jest błędny. Moja Mama przecież taka nie była, a nawet jak bywają tacy alkoholicy to są po prostu bardzo biedni i chorzy ludzie.

Tak- alkoholizm to choroba. Wiem , że jest rzesza ludzi, którzy nie potrafią tego zrozumieć. Przecież nikt nie wstaję rano i nie stwierdza , że będzie tak pić , źeby wszystko stracić.

Nigdy nie byłam zła na Mamę że choruję na alkoholizm. Jak piła bardzo się bałam , że ją stracę , bałam się o nią. Intuicyjnie wiedziałam , że to nie jest jej wina.

Nie chciałam też od niej uciekać czy zgłaszać . Trwałam przy Niej mając taką dziecięcą wiarę i nadzieję , że jutro wszystko się zmieni.

I nadszedł ten dzień 20 maja 2003 roku. 22 lata temu moja Mama zaczęła się leczyć . Niosąc dzielnie konsekwencje swojej choroby.

Po tylu latach trzeźwego życia potrafimy się śmiać , z różnych sytuacji , które wtedy były tragiczne.

Życzę wszystkim alkoholikom, by wygrali z nałogiem , bo uzależnienia- to nie wybór – to piekło.

 

Tobie Mamo gratuluję i życzę kolejnych lat trzeźwości , było cholernie trudno , ale dałaś radę!

Chęć

Myślałam , że dorośli, dojrzali ludzie potrafią ze sobą rozmawiać. Nawet jak jest trudno, bo szkoda im czasu na obrażanie się itp. Wiedzą , że ich decyzję niosą konsekwencje nie tylko dla nich…

Myślałam , że Ci którzy mają dzieci potrafią schować swoje żale do kieszeni i pokazać dzieciom , że starszych , bliskich się po prostu kocha i szanuję.

Rodzicielswo pokazuję ,że być rodzicem to nie taka prosta sprawa, że nasi rodzice, dziadkowie w większości przypadkach naprawdę nie chcieli żle i zrobili wszystko co potrafili , by nas wychować.

Warto rozmawiać choć czasem boli , ale czasami się nie da , bo moje dobre intencje i chęci nie wystarczą…

Tyłek

Niedawno ludzie sobie  nawzajem  składali życzenia  z okazji  Świąt. 

Są też tacy bliscy sobie  ludzie , którzy  sobie  nie życzą nawzajem,  bo ten od lat nie rozmiawia z tym , bo on się  wtedy tak zachował .A ten to mi coś powiedział i mnie nie przeprosił , więc  dla mnie nie istnieje itp.

I tak sobie ludzie żyją zacinają się i latami nie rozmawiają i się nie widzą. Bo to przecież  nie ja- to on. Jego wina . To ja mam racja.

Tylko wiecie co? Jesteśmy tu na chwile czasem dłuższą  czasem krótszą.
 
I jak stajemy nad czyimś grobem -to te wszystkie  pretensje i nasze racje  -są tak nieistotne… Można je sobie w tyłek wsadzić…

Naprawdę  nie trzeba  czekać na refleksje , że szkoda czasu na konflikty , na patrzenie  na swoje racje  itp. na czyjąś śmierć. Nie trzeba żałować,  że nie ma już czasu . Czas jest teraz ,nie  później  . Później  może nie nastąpić…

Dowidzenia

<span;>Śmierć  często szokuje. Wczoraj  jeszcze  Fraciszek wyszedł do tłumu , a już dzisiaj odczedł do domu Ojca.

<span;>To jest jedna z tych prawd o życiu, której unikamy jak ognia . Niby zdajemy sobie sprawę    ale czy napewno?

<span;>O Ojcu Świętym  mówiona różnie.  Niestety  wiele złego mówili tzw. tradycjonaliści.  choć mam problem  z tą nazwą  , bo  sama mam się za tradycjonalistkę  , a z tą grupą się nie utożsamiam.

<span;> .Nawet jakiś czas temu postanowiłam z takimi osobami nie rozmawiać na temat wiary i kościoła , bo się nie da . Wszystko wiedzą najlepiej , a ich przeżywanie wiary jest najlepsze.

<span;>Najgorsze jest to , że wielu źyczyło mu źle. Teraz jego ziemska wędrówka się skończyła i osądzi go Bóg. Ludzie  robili to non stop
<span;>  Spoczywaj w pokoju  Ojcze Święty.

Armagedon

  • Myślałam, że tragiczna  śmierć  Jarka  , było końcem świata, po którym  muszę żyć dalej , budując na nowo, bo życie które  z nim tworzyliłyśmy wraz z jego śmiercią  skończyło sìę.

    Jednak teraz widzę,  że jego śmierć , była początkiem  serii strat, bolesnej weryfikacji , objawień szokujących i zaskakujących etc.

    Wiem , że gdyby Jarek żył większość  tych sytuacji , by się nie wydarzýlo. Myślę  , że zabrakłoby odwagi, na takie , a nie inne  zachowania.

    Wkładam ogromny wysiłek , by przetrwać ten armagedon.

    Pod krzyżem  Chrystusa  stały tylko trzy osoby, chodż chodziły za Nim tłumy.

    Tak , tylko nie liczni potrafiłą trwać przy Tobie  w czasie  armagedonu.

Trampki

Jednym z ” plusów” jeżdżenia  na wózku  jest to , że jak kupi mi się buty to noszę je bardzo długo. 

Akurat  nie mam hopla  w tym temacie , więc  butów mam mało. Złote trampki używałam około 15 lat . Te trampki były uniwersalne.

Potrafiłam je nosić , w każdą porę roku.  Pomagał wybierać je Jarek… dlatego wcale mi się nie spieszyło   by szukać nowych.

Tak trudno jest mi się roztawać z rzeczami , które są od Jarka lub z tymi , które pomagał wybierać. 

Mają swoją małą historìę związaną  , gdzie  zawarte jest wspomnienie  o nim. Na szczęście te są niezniszczalne..

Kłapouchy

Tak- wiem , że bycie  w relacji  z osobą z zaburzeniami psychicznymi nie jest proste. Często odbierani są jak osoby chamskie, wredne. A borykają się z atakami paniki, agarofobią ( lękiem przed tłumem)  , atakami lękowymi etc.

.Często  ranią i odpychają. Można  mieć dość.  W dobie ” złotych myśli ” w stylu: przebywaj  tylko ludźmi, którzy dają Ci szczęście ” łatwo jest odpuścić…

Kryzysy życiowe, psychiczne weryfikują nasze relacje . To często bolesny proces ,w którym  przetrwa tylko prawda.

Matrioszka

Od mojego ostatniego  wpisu trochę minęlo. W międzyczasie  , był Dzień Depresji i zaczął  się Wielki Post.

Z tęsknotą wracam wspomnieniami do okresu
3 lat przed śmiercią  Jarka.  Układam się wtedy na nowo z Bogiem i z sobą. Poczułam się kompletna i spójna.

Wiedziałam , którą drogą chcę podążać Zadziały się rzeczy w moim życiu  , w których  bardzo wyraźnie widziałam działanie Boga. Wyrobiłam sobie w tym czasie  dobre nawyki.

Te 3 lata wzrostu w wierze , stały  się  fundamentem , który  pomógł mi  przetrwać po śmierci  Jarka i w czasie  choroby Mamy.

Co prawda teraz mam poczucie , że gdzieś to zgubiłam przez to , że idę przez ciemną  dolinę, ale  to  ,co wtedy zbudowałam -dalej we mnie jest  i pomaga mi trwać -tylko muszę z tamtą mną odzyskać kontakt.

Gorzej

Wariatka! chora przychicznie! idź się lecz! – często takie słowa padają, nie po to, aby pomóc osobie w kryzysie psychicznym lub w jakimś kryzysie życiowym, ale po to, aby w złości obrazić taką osobę i jej dowalić.

 

Takie słowa zostają w głowie. Konsekwencją czego bywa to, że jak sięgnie się po konieczną fachową pomoc (psychiatra, psycholog) ma się poczucie porażki: – Mieli rację, przegrałam. Jestem słabeuszem.

 

A przecież jeśli rzeczywiście zmagamy się, z zaburzeniami psychicznymi, leczymy się to nic w tym złego. Jest to walka o życie , o której mało kto wie, bo toczy się w nas.

 

Gorzej jak nic z naszymy stanami nie robimy licząc, że samo minie. Nie minie samo … będzie coraz gorzej. Co wpłynie destrukcyjne na nas i osoby , które są, albo starają się być w pobliżu.

Słowa

„Druga” to przestrzeń , gdzie decyduję się od czasu do czasu podzielić moim życiem. W sumie tylko tu. I ta przestrzeń trzyma mnie w internecie .

Pilnuję -by nie przedarł się tu fałsz i hipokryzja , które budzi we mnie organiczny sprzeciw. Po prostu boli. zwłaszcza jak idzie w świat przez różne środki masowego przekazu.

Staram się być szczera , ale są sprawy i przestrzenie , których tu nie opublikuję , bo nie dotyczą tylko mnie , a również ludzi , z którymi co prawda mi (bardzo) nie po drodze, bo np. skrzywdzili mnie .

Dlatego nie piszę tu np. o moim zmarłym ojcu czy rodzonym bracie. Wiem ,że nasze pespektywy wspólnego dzieciństwa diametrialnie różnią się . My sami diametralnie się różnimy.

Inaczej pamiętamy fakty itp. Żyjemy z dala od siebie i tak jest lepiej.

Jednak upublicznianie tu powodów dlaczego jest tak , a nie inaczej (moim zdaniem) naruszałoby ich prywatność.

Do takich rozliczeń mam inne prywatne przestrzenie.

Często zapominamy o odpowiedzialności za słowa , wrzucone w eter .Szczególnie gdy nie mówimy o sobie… Ile bólu mogą spowodować..