Gdy byłam w klasie maturalnej ucząca nas polonistka postanowiła na „ pożegnanie” dać nam parę rad /podzielić się z nami swoimi „ złotymi myślami”.
– Wiecie… wielka miłość jest przereklamowana- stwierdziła.
Pewnie wiele poranionych serc przyznałoby w tym momencie rację. Chociaż wtedy wydała mi się to fałszywa teza to teraz uważam, że jest w tym dużo racji.
Zawsze wierzyłam w miłość. Chociaż tak samo jak miłości, doświadczałam również zranień z powodu jej braku… Z konsekwencjami czego się zmagałam i zmagam…
Jesteśmy powołani do miłości, ale nierzadko jesteśmy beznadziejni w tej miłości . Przerasta nas to. Ranimy albo jesteśmy ranieni. Albo jedno i drugie.
Przypuszczam, ze moja polonistka miała na myśli miłość z hollywoodzkiego love story, które najczęściej kończy się ślubem i słynnym „ i żyli długo i szczęśliwie”. Nie twierdzę, że i takie historie się nie zdarzają… bo się pewnie zdarzają, ale na takich oczekiwaniach i wyobrażeniach można się przejechać…
Zbudowanie trwałych i prawdziwych relacji to ciężka praca. Można się tego nauczyć od Tego, który kocha doskonale zawsze i do końca.
„Będzie sądzić z miłości. Tej najprostszej i tej niełatwej.”

To może być problem językowy. Biblia była pisana po aramejsku i grecku, gdzie „miłość do pojedynczego człowieka” oraz „życzliwość dla wszystkich” mogą być opisywane innymi słowami. My mamy jedno słowo „Miłość” i wychodzą problemy, bo nie da się w praktyce kochać każdego z 7,6 miliarda ludzi. Gdyby zatem tę odmianę „miłości do wszystkich” tłumaczyć jako „życzliwość”, „pozytywne nastawienie”, to by problemu nie było.
Pozdrawiam.