Niewierny Tomasz.

Warunkiem mojego uczestnictwa w Taizé, było znalezienie dwóch „opiekunek”. Miałam na to ok. 3 tygodni. W takich poszukiwaniach, mam spore doświadczenie .Nauczyło mnie to pytać, prosić o pomoc oraz przyjmować odmowę. Najbardziej wyćwiczyły mnie w tym pielgrzymki ,w których mogę brać udział, dzięki dobrej woli dziewczyn , które pomagają mi w drodze.

Przez te 3 tygodnie, pisałam do różnych dziewczyn, najpierw znajomych. Tych , które mnie znały. Wiedziały ,jak na co dzień funkcjonuję. Na ile jestem sprawna i samodzielna .Większość z nich, tym razem nie wybierała się na Taizé , a reszta jeszcze nie wiedziała czy pojedzie.

Prosiłam ludzi o modlitwę, w tej intencji, Sama również prosiłam Boga o pomoc . Nadzieja , że mi się uda, coraz bardziej mieszała się, z powątpiewaniem. Mimo to myślałam, szukałam i pytałam dalej, nie zapominając o modlitwie … 3 dni przed końca terminu, zgodziła się, jedna dziewczyna ( wtedy się jeszcze nie znałyśmy ) . W tym momencie miałam 50 procent ,szans na wyjazd. Dodało mi to nowych sił , na poszukiwania drugiej osoby. Został mi jeden dzień.

Choć było naprawdę blisko, przygotowywałam się już na to, że i tym razem nie pojadę . W czasie modlitwy rozpłakałam się… Poczułam się bezsilna i powiedziałam : Boże, zrobiłam co mogłam …Jezu teraz Ty się tym zajmij .Wiesz, że bardzo chcę pojechać do Bazylei.

Na drugi dzień ,parę godzin przed końcem zapisów , odezwała się druga dziewczyna. Wypełniłam , więc zgłoszenie i wysłałam. Poczułam wielką radość w sercu. Jednak szybko pojawił się również strach oraz myśl w głowie , że coś się stanie takiego, że i tak nie pojadę. ..Dlatego z nikim, nie dzieliłam się , moją radością. Cieszyłam się, że spełnia się moje marzenie, ale tak by się do tego nie przyzwyczaić.

Parę dni później, na wieczornych rekolekcjach podeszła do mnie koleżanka. Powiedziała , że gratuluje mi wyjazdu, bo wie , że się zapisałam ( nie wiedziałam skąd) . Ja potwierdziłam, że to prawda, ale zaznaczyłam , że trzeba się dalej modlić ,by nic się nie stało… Na co zareagowała słowami : Przestań . Po prostu się ciesz . Jedziesz! 🙂 .Te słowa, otrzeźwiły mnie . Zaczęłam się naprawdę cieszyć, że jadę na Taizé.

Tym razem szczególną uwagę zwróciłam na to, że do samego końca nie mogę się poddawać. Muszę działać, ale nie zapominać o Bogu . Dać Mu przestrzeń do działania. Zobaczyłam również, ile jest jeszcze we mnie nieufności. Przepraszam Cię Boże za moją niewiarę. Dziękuję, że spełniasz moje marzenia.

Autor

druga

Mam na imię Asia. Mam 28 lat .Mieszkam w Elblągu. Od urodzenia choruję na mózgowe porażenie dziecięce dlatego poruszam się na wózku. Posiadam licencjat z polonistyki i magistra z dziennikarstwa.

2 myśli do „Niewierny Tomasz.”

  1. Na szczęście tego typu imprezy powtarzają się co jakiś czas – jakby się nie udało w tym roku, w następnym mogłabyś to zaplanować wcześniej i pojechać bez denerwowania się do ostatniej chwili. Tak czy owak – gratuluję.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *