- Na palcach jednej ręki mogłabym zliczyć , kiedy ktoś pierwszy wyciągnął do mnie dłoń , po jakiejś kłótni .
Raczej to zawsze ja to robiłam i została mi ta umiejętność. Nie ważne wtedy jest dla mnie czy to ja mam racje czy nie , bo odpowiedź na pytanie : czy bardziej zależy mi na mojej racji czy człowieku , z którym jestem w relacji- brzmi- człowiek.
Nie zawsze to sìę „opłacało”, ludzie mimo to poznikali z mojego życia , a ja zostałam z traumami z którymi zmagam się dziś ,ale wiem , że moja duma nie powstrzymała mnie , by postarać się wyjść z własnej perpektywy , spróbować zrozumieć, porozmawiać wyjaśnić…
Wcale nie śpieszymy się kochać ludzi , bo na codzienne zapominamy , że tak szybko odchodzą. Rafleksja jest krótka.
Tracimy czas na nie odbieranie telefonu, nie odpisywanie na smsy. Na ignorowanie, unikanie. Czekamy …nawet czasem nie wiemy na co.Ja od śmierci Jarka już nigdy nie zapomnę , że ktoś moźe wyjść i nie wrócić. Ja od czterech lat towarzysząc Mamie w ciężkiej chorobie uczę się tego jak życie jest kruche.
Wiem , że może nagle zabraknąć czasu na wyjaśnianie czegokolwiek.
Tak często okazuje się nad grobem bliskiej nam osoby , że ten konflikt jest tak nie istotny ….
I co czy zostaje satysfakcja, że czekałam na ruch tej osoby , bo to JA MIAŁAM RACJĘ?

Kwestia wyboru: chcesz mieć rację czy relację? Jest tylko taki drobny szczegół – z niektórymi ludźmi NIE WARTO mieć relacji! Są też wyborne racje ewidentnie ważniejsze od słabej jakości relacji. Jeśli zatem ktoś zniknął z Twojego życia bez pożegnania, a nie był to śmiertelny wypadek, to może po prostu ta relacja nie była Wam potrzebna? Lub jej jakość była niższa od jakości racji?
Czasem to nie kwestia konfliktu, lecz etapu życia. W szkole każdy miał setki kolegów – z iloma z nich utrzymujemy stosunki 10-20 lat po opuszczeniu szkoły? Raczej z kilkoma, góra kilkunastoma – i to nie jest nawet kwestia konfliktów.
Pozdrawiam.