Samiutkiego

11 sierpień- ostatni dzień  pielgrzymki. Nie lubiłam tego dnia i wejścia do Częstochowy. 

Nie dlatego,  że to był koniec. Po 2 tygodniach chciałam  się wyspać, spokojnie wykąpać czy załatwić się bez kolejki.

Niektóre,  były tak ciężkie  psychicznie- szczególnie ta po śmierci  Jarka- że cieszyłam sìę na koniec.

Ja  bałam się , że po dojściu do Częstochowy po Mszy Świętej, jak dobiegniemy do aurtokaru , by się przebrać itp.

To przez ten cały chaos  zostanę sama pod autokarem czekając na czuwanie.

Oczywiście  dbałam  o to by,tak nie było i tak się nigdy nie zdarzyło.

Dlaczego  się bałam?  Ponieważ bardzo często  było tak , że po osiągnięciu  celu nie czuło się już wspólnoty.  Każdy sobie i w swoją stronę.

Współczułam  również  zawsze pierwszakom ( pielgrzymi , którzy byli pierwszy raz byli na pielgrzymce), często inaczej  wyobrażali sobie wejście do Częstochowy  i pobyt tam. Czuli się zagubieni.

Parę razy udało mi się jednak doświadczyć wspólnoty  do samiutkiego końca.

To się stało po zmianie grupy. Zobaczyłam , że wiele zależy  od tego jak kapłan – przewodnik jednoczy grupę przez całe 2 tygodnie i dba o to by tak zostało  do momentu ,aż autokar  dowiezie nas do domu.

Autor

druga

Mam na imię Asia. Mam 36 lat .Mieszkam w Elblągu. Od urodzenia choruję na mózgowe porażenie dziecięce dlatego poruszam się na wózku. Posiadam licencjat z polonistyki i magistra z dziennikarstwa.

Jeden komentarz do “Samiutkiego”

  1. Po dwóch tygodniach wysiłku ciała domagają się odpoczynku, a psychika już nie ciągnie, bo cel został osiągnięty – pojawia się wielkie zmęczenie i apatia. Zjawisko zupełnie normalne. Trzeba je potraktować tak samo, jak deszcz, słońce czy brudną ubikację – to się po prostu zdarza.
    Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *