Lochy

Rok temu   mój mrok , z którym walczę  mocno przybrał na sile… Wciągnął mnie w swoje lochy.

Zdawało mi się , że weszłam w nie tak głeboko, że nie mam siły  , by szukać drogi powrotu.

Myślałam, że jestem wariatką… (chociaż ta myśl ciągle gdzieś blisko mnie się czai )Na same wspomnienie ,chcę mi sìę plakać…

Małymi kroczkami pracuję na tym , by te lochy , ten labirynt opuścić. Raż czuję się lepiej raz gorzej. Różnie ze mną bywa .

Poznaję dobrą stronę rutyny , nawyku , powtarzalności.

To stałe elementy dnia codziennego dają mi jakieś  poczucie bezpieczeństwa,  które jest bardzo  ważne,  w walce z tym z czy przyszło mi się zmagać.

Autor

druga

Mam na imię Asia. Mam 36 lat .Mieszkam w Elblągu. Od urodzenia choruję na mózgowe porażenie dziecięce dlatego poruszam się na wózku. Posiadam licencjat z polonistyki i magistra z dziennikarstwa.

3 komentarze do “Lochy”

  1. Bycie tzw. „wariatk@” nie takie straszne, o ile się pracuje nad sobą i awoimi słabościami („wariactwami”), w razie konieczności bierze odpowiednie leki. A przede wszystkim łączy się z szaleństwem Chrystusa (bo Jego krzyż to szalony pomysł).

  2. Dwie najważniejsze sprawy do zapamiętania:
    1 – To nie Twoja wina.
    2 – To minie.
    Trzymaj się – pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *