Czasem w życiu bywa tak, że jest ktoś kto niewiele musi robić – wystarczy, że jest.
Jest taki uśmiech, który sprawia, że chociażby było źle, na chwilę o tym zapomnisz i też się uśmiechniesz.
Bywa też, że ktoś zawiódł kilka razy, ale ciężko jest zrezygnować, skreślić, tylko wybaczasz i próbujesz budować dalej.
Gdy widzi się małe dziecko, zachwyca się nim, widzi wielki potencjał i chce się dla niego jak najlepiej. Gdy widzi się starca, czasem macha się na niego ręką, bo przecież już nic z niego nie będzie…
Gdy widzimy złodzieja, mordercę, gwałciciela, nie widzimy już człowieka…
Tak, jesteśmy tylko ludźmi, ciężko nam dostrzec nawet siebie nawzajem.
Dlatego trudno nam zrozumieć, pojąć, że Bóg w każdym, ciągle, mimo wszystko widzi człowieka z potencjałem, którego kocha i chce dla niego Nieba.

Czasem w życiu bywa tak, że jest ktoś kto niewiele musi robić – wystarczy, że jest. Jest taki uśmiech, który sprawia, że chociażby było źle, na chwilę o tym zapomnisz i też się uśmiechniesz. Zawsze uśmiecham się do Pani, #najładniejszyuśmiechnadeonie przy okazji każdego felietonu, który czytam, pamiętam, jestem. 🙂
Na lekcjach fizyki (dawno temu) uczono mnie, że w życiu nie tyle istotny jest potencjał, ile różnica potencjałów – napięcie. Właśnie teraz przechodzę swego rodzaju napięcie związane ze słowami modlitwy pańskiej: „(…) I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Zazwyczaj jest nam dość łatwo wybaczać winy, które są niewielkie, albo mało zawinione. Jednak co w sytuacji, kiedy ktoś, kto bardzo nas skrzywdził, zależy obecnie w stu procentach od naszej decyzji o jego losie? Tego typu dylematy nie są wcale proste. I choć sfera emocji często bierze w nich górę, to najważniejsze jest w nich postanowienie- decyzja. Wiara w to, że każdy człowiek jest Dzieckiem Bożym i że ten mój/twój krzywdziciel ma również potencjał na zbawienie. Amen. 🙂