Czasem jestem naprawdę rozdarta… Między pragnieniem stanięcia już z Bogiem twarzą w twarz, a wolą życia tu na ziemi.
Rzeczywiście są dni, w których tak mnie ten świat przerasta i pewne rzeczy mnie tak bolą, że patrzę z wielką tęsknotą ku Górze… I nie zawsze chodzi o to, że mam doła czy nie mam nadziei na lepsze jutro. Po prostu śmierć jest dla mnie przejściem, nie końcem.
Dotyczy każdego z nas i w każdym wieku. Warto o niej rozmawiać, nie po to, by się dołować czy straszyć, ale dlatego, że jest czymś czego nikt z nas nie uniknie.
Warto ten temat w sobie poukładać i nie bać się, zwłaszcza gdy oddajesz życie Jezusowi. A jeśli się boisz to nie marnuj czasu i doceniaj to co masz i to co dostajesz. Dostrzegaj to…
A prawdziwości tych słów doświadczyłam/doświadczam przy śmierci Jarka:
„Gdy umierają święci – pożegnanie z ziemią z ponurej ceremonii zmienić się może w festiwal wdzięczności. Są łzy, ale nie ma rozpaczy. Bo gdzie jest Bóg, tam nie może być rozpaczy. A święty to człowiek, który pozwolił Bogu być.”
