„Gdy spotykasz Jezusa, to powinieneś mieć potrzebę opowiadania o tym i dzielenia się tym z innymi” – przez wiele lat słowa te budziły we mnie wyrzuty sumienia…
Myślałam sobie:
„Ale o czym ja mam mówić? Nie mam nic ciekawego do powiedzenia, oprócz tego co już wszyscy wiedzą… wiec po co się powtarzać?
A może… ja przez te wszystkie lata nie spotkałam żywego Boga? Nie spotkałam go osobiście, a moja relacja z Jezusem była jakaś płytka?”
I to gdzieś tam w głębi nie dawało mi spokoju…
Mijają właśnie trzy lata od kiedy piszę tego bloga. Być może nie byłoby go, gdyby nie garść przykrych słów, jakie usłyszałam w maju 2017 roku pod moim adresem. Sprowadzały się do tego, że powinnam zejść z obranej drogi…
Efekt okazał się być odwrotny od zamierzonego.
Powiedziałam: „Wybacz, ale nie będę przepraszać za to, ani zmieniać tego, że zaczęłam NAPRAWDĘ wierzyć.”
Tak, zaczęłam żyć w prawdzie i mówić prawdę. Przestałam już na pewne rzeczy przymykać oczy i nie nazywać czarnego – czarnym, a białego – białym.
Trzeba umieć umrzeć dla tego świata, by żyć z Bogiem…
