Wymodlony Fart.

Około dwóch lat temu ,na początku mojej nowej drogi z Bogiem , byłam na pewnych rekolekcjach. Usłyszałam wtedy, żeby prosić Boga o konkretne rzeczy. Rozmawiać z Nim o swoich konkretnych marzeniach i pragnieniach . Dlatego, że jeśli to dostaniemy, będziemy wiedzieć, że Bóg nas słucha i daje to czego potrzebujemy ( w odpowiednim czasie).

Zapamiętałam te słowa i staram się nimi kierować w modlitwie. Wczoraj bardzo wyraźnie Bóg pokazał mi, że mnie słucha i wysłuchuje modlitw , nawet w takich sprawach jak ta, którą opiszę.

Otóż gdy miałam 12 lat w naszym domu pojawiła się Sara. Kochana suczka, która na zawsze pozostanie w moim sercu i pamięci. Z biegiem czasu dołączyły do niej dwa koty ( które potrzebowały pomocy) i pies Dyzio, którego  dostaliśmy  w „spadku”.

Mieszkaliśmy wtedy, w dwupokojowym mieszkaniu. Do tego jeszcze, na co dzień pilnowaliśmy małego dziecka . Ale daliśmy ze wszystkim radę. Głównie dzięki mojej mamie, która ma bardzo dobrą rękę  do zwierząt.

Mimo trudności, ten „domowy zwierzyniec” ,wypełniał radością nasz dom. Dawał (szczególnie mi ) poczucie bezpieczeństwa. Rysował na naszych twarzach uśmiech nawet, gdy leciały łzy.

W grudniu 2017 roku, odszedł Dyzio. Miał 15 lat, a z nami był 5 lat. Natomiast Sarę pożegnaliśmy trzy miesiące później , w marcu. Miała ponad 16 lat i wszystkie te lata spędziła z nami. Jej śmierć, była dla mnie szczególnie bolesna ponieważ była ze mną, przez większość mojego życia.

Tak na marginesie , byłam przy obu psach , gdy odchodziły i wiem jedno psy nie zdychają (jak to zwykle się mówi ) tylko umierają…

Po odejściu Sary od razu wiedziałam,że nie wyobrażam sobie domu bez psa mimo, że mamy koty. Warto wspomnieć, że trzy lata temu przeprowadziliśmy się do dużego domu. Zaczęłam, więc prosić Boga o nowego psiaka.

W ostatnim czasie udostępniałam sporo postów (na facebooku) dotyczących czworonogów szukających opiekunów. W sobotę, natknęłam się na kolejne ogłoszenie tego typy. Tym razem chodziło o szczeniaka, którego ktoś podrzucić pod płot pewnej pani. Nie mogła go przygarnąć, bo ma już dwa psy. Jak zobaczyłam zdjęcie to pomyślałam, że to jest właśnie piesek dla mnie/dla nas.

Moja mama, była w tym czasie na rekolekcjach. W zupełnie innym mieście niż ja. Nie kontaktowałyśmy się w tym czasie ze sobą. Gdy w niedziele wróciła do domu powiedziała , że w sobotę natknęła się na ogłoszenie o psiaku, którego chyba przygarniemy, bo jest dla nas. Okazało się, że zwróciłyśmy uwagę na te same ogłoszenie…

W tej całej historii , uczestniczył też chyba Święty Franciszek 😉 Od wczoraj mieszka z nami nasz/ mój Fart (takie daliśmy mu imię) To taki mój wymodlony Fart 🙂

„Posiadanie psa jest jak tęcza. Szczenięta są radością na jednym jej końcu,stare psy są skarbem na drugim „-C.Alexander

Autor

druga

Mam na imię Asia. Mam 31 lat .Mieszkam w Elblągu. Od urodzenia choruję na mózgowe porażenie dziecięce dlatego poruszam się na wózku. Posiadam licencjat z polonistyki i magistra z dziennikarstwa.

2 komentarze do “Wymodlony Fart.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *