O cuda …

„ Wierzący cudu nie potrzebują, a dla ateisty cud to za mało”. Rzeczywiście rozmawiają z niektórymi ateistami miałam wrażenie, że gdyby nawet Jezus zstąpił z nieba i staną,naprzeciwko nich, i powiedział im prosto w oczy : -JESTEM- nie zrobiłoby to na nich wrażenia.

Jednak my wierzący czekamy na cuda. Czasem ich naprawdę potrzebujemy i modlimy się o nie. Zawłaszcza gdy wątpimy , jesteśmy nie pewni… Sama modlę się o rzeczy , które zaliczam do „kategorii” cudu. No i doświadczamy lub jesteśmy świadkami różnych cudów . O tych „spektakularnych” jest głośno. Słyszymy o nich, opowiadamy.

Gdy uczestniczę np. w modlitwach o uzdrowienie , zawsze ktoś, patrzy na mnie z nadzieją (szczególnie, gdy jest mowa o uzdrowieniach fizycznych) . Z nadzieją, że wstanę z wózka i pójdę. Póki co tak się nie stało, niemniej jednak jestem przekonana , że przed laty doświadczyłam fizycznego uzdrowienia.

Gdy miałam siedemnaście lat, przeszłam operację kręgosłupa. Jak już doszłam do siebie i wróciłam do szkoły, co jakiś czas miałam takie trzydniowe ataki bólowe. Ból był potworny, bardzo wtedy cierpiałam. Trudno mi było w takie dni nawet leżeć. Bez leków przeciw bólowy nie dawałam rady funkcjonować. Na szczęście po trzech dniach wszystko wracało do normy.

Któregoś dnia miał przyjść do nas na obiad proboszcz i przy okazji poświęcić mojej mamie i jej mężowi rowery Niestety w tym czasie przeżywałam kolejny atak bólu kręgosłupa . Na domiar złego tym razem żadne leki nie pomagały.

Mimo ogromnego bólu usiadłam na wózek i jakoś się ogarnęłam. Gy przyszedł proboszcz przywitał się ze mną i powiedział, że pięknie wyglądam . Moja mama powiedziała wtedy , że akurat bardzo cierpię , po czym wyjaśniła sytuację.

Proboszcz poprosił o wodę, którą poświęcił. Powiedział mi, żebym odmówiła „Ojcze nasz” i z wiarą wypiła tę wodę. Zrobiłam tak . Kręgosłup przestał mnie boleć. Od tamtej chwili minęło ponad dziesięć lat , od tamtego dnia nie doświadczyłam już takiego bólu.

Autor

druga

Mam na imię Asia. Mam 31 lat .Mieszkam w Elblągu. Od urodzenia choruję na mózgowe porażenie dziecięce dlatego poruszam się na wózku. Posiadam licencjat z polonistyki i magistra z dziennikarstwa.

2 komentarze do “O cuda …”

  1. Z drugiej strony to, co nazywano kiedyś „cudami” – są dzisiaj wynikiem rozwoju nauki i techniki. Mam nadzieję, że Tobie też się to zdarzy – nie „cud”, lecz wynalezienie metody leczenia Twojej choroby lub przynajmniej metody usprawnienia Ciebie. Jesteś młoda, więc szansa istnieje.
    Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *