Dla jednych jestem świadectwem tego jak Bóg umacnia i pomaga nieść nasze krzyże. Dla innych natomiast jestem dowodem na to, że Bóg nie istnieje. Często słyszę: -Tyle cierpienia , współczuje, pewnie byś chciała być zdrowa…- szczerze mówiąc, nie wiem….
Oczywiście mama dbała o to , żebym ćwiczyła i była jak najbardziej samodzielna, ale nigdy nie żyłam tylko po to, by zacząć chodzić . Moja sprawność fizyczna nie była i nie jest warunkiem pełni mojego szczęścia…
Jak to jest jeździć na wózku od urodzenia?- zapytał mnie ostatnio znajomy. W tamtym momencie nie zdążyłam odpowiedzieć, ale pomyślałam sobie wtedy – normalnie…Choruję na dziecięce porażenie mózgowe. „Rosłam”na wózku. Innej rzeczywistości nie znam. Nie wiem jak to jest samodzielnie chodzić.
Parę lat temu, podbiegł do mnie mężczyzna i zapytał czy modlę się o swoje całkowite fizyczne uzdrowienie. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że nie. W pewnym sensie nie chcę chodzić…Nie potrafię odpowiedź czemu Bóg doświadcza mnie niepełnosprawnością, ale rozumiem to i akceptuję.
Wierzę,że jest w tym sens i Jego plan, który widzę, ale nie umiem ubrać tego w słowa. Przez ostatnie miesiące mocno do mnie dotarło, że choroba uczy mnie całe życie pokory, wdzięczności i cierpliwości.
