Jak idziesz sam przez „ pustynię” , masz szansę spotkać się z Bogiem. Przejść przez ten czas z Jezusem. Możesz również spotkać się ,ze swoim „ prawdziwym ja” . To bywa najtrudniejsze, ale bardzo ważne i warte wysiłku spotkanie. Wspominałam już kiedyś , że nie da się uciec od siebie samego . Oczywiście można próbować, ale dla mnie to strata czasu i energii.
Teraz najcięższą walkę toczę z sobą samą. Między tym jaka byłam jeszcze parę miesięcy temu , a tym jaka jestem dzisiaj . Trudno jest przestać kombinować po staremu i postąpić inaczej , odpuścić . Iść „za” , a nie „przed”… Trzeba zaufać i wierzyć, że to co się dzieje, ma się dziać…
Kilka dni temu, spojrzałam na ten trudny czas ,jak na próbę. Weryfikację tego, na ile to do czego doszłam przez te parę miesięcy, zapisało się w mojej codzienności. Na ile zmiany, które we mnie zachodzą, są trwałe . Czy jestem wierna…Nie wystarczy raz podjąć decyzję, ale trzeba jeszcze codziennie w niej trwać i potwierdzać.
