Mój dziadek umarł jak miałam nie całe 13 lat. Był prawdziwym ateista i dobrym człowiekiem. Nie chodził do Kościoła, ale szanował ludzi i wiarę. W żaden sposób mu Kościół nie przeszkadzał, nie walczył z nim. Mówił, że najwidoczniej nie ma „tego czegoś”. Myślę, że chodziło o łaskę wiary. W swoim ateizmie, był konsekwentny do końca. W hospicjum, ani się nie wyspowiadał, co za tym idzie nie przyjął komunii. Jednak mimo wszystko, spokojnie odszedł dopiero gdy pewien pan zaczął odmawiać Koronkę. Przez miesiąc dziadek codziennie, śnił mi się. W tych snach: rozmawiał ze mną, pocieszał mnie, ale również prosił o modlitwę . Do dzisiaj jestem przekonana , że to nie były zwykle sny. Gdy ostatni raz przyśnił mi się w ten sposób, podziękował mi i „ pożegnał się” ze mną. Patrzyłam jak idzie w jasność .Następnie obudziłam się ze łzami w oczach. To był trudny czas dla mnie i mojej mamy. Po pół roku od tych wydarzeń nasze życie, z totalnego dna, zaczęło się cudem zmieniać na lepsze. Tak jakby dziadek „pogadał” z Panem Bogiem by zrobił u nas „porządki”. Jestem przekonana, że ja z moją chorobą to była łaska od Boga i droga zbawienia dla Dziadka. Zaakceptował mnie w pełni , nie chciał w żaden sposób „naprawiać”. Po prostu mnie kochał. Wierzę, że miłością „otworzył” sobie bramy do nieba.
