Gdybym miała pokazać koniec świata- to bym pokazazała oczy mojego psa , gdy z Mamą wychodzimy z domu , a on zostaje.
Kto ma lub miał psa , myślę że wie o czym pisze.
W krajach , miastach zniczonych przez wojny ludzie starają się odnaleźć w nowej rzeczywistością i żyć dalej , normalnie.
Ale nim się wszystko obuduję to trwa latami . Mało kto oczekuje , że w rok , dwa będzie wszystko ok .
Myślę , że z psychiką jak się posypie jest podobnie. Z tą różnicą , że proces odbudowy/ zmiany jest – tak jak ostatnio pisałam- niewidoczny dla otoczenia, które oczekuje, że szybko będzie z nami ok.
Oczywiście kierująć się dobrymi intencjami, ale czasami inaczej wychodzi
