Pielgrzymowania było/ jest dla mnie m.in przeżywanie zupełnie innej rzeczywistosci momentami bardzo trudnej, ale mimo wszysto przyjaznej dla mojego ” ja”.
Po powrocie do domu, trudno było mi się przedstawić na codzienne funkcjonowania . Powrót mentalny trwał wiele dłużej- niż ten fizyczny.
Od jakiegoś czasu przeżywam coś podobnego, tyle że o wiele bardziej trudnego.
Bo to co się dzieję wokół mnie- często mnie przerasta i czuję niedostosowana.
Nie nadążam miejscami za tym światem i nie rozumiem wielu zmian ( niby) na lepsze.
Ale czy muszę? Czy chcę?
„W powodzi kłamstwa nie stracić godności.I nie zagubić swej tożsamości”

Mam podobne odczucia: nie nadążam za wieloma zmianami, nawet nie chcę nadążać, bo życie na takich obrotach jak obecnie, jest wbrew naturze. Dziękuję za te przemyślenia:)