Jakiś czas temu spotkałam 20-letnią dziewczynę, która z wypiekami na twarzy opowiadała o swoim nadchodzącym wyjeździe. Nawet nie chodziło o miejsce, w które jedzie, ale o to, że pierwszy raz w życiu będzie jechała pociągiem…
Przypomniałam sobie jakie to dla mnie było fascynujące gdy byłam małą dziewczynką i jeździliśmy do Kwidzyna do dziadków właśnie koleją i atrakcją tych „wielkich wypraw” była przerwa na frytki w Malborku. Niby takie zwykłe „coś” a jednak cieszyło…
I wiecie co? Nie wyrosłam z tego. Nadal lubię podróże pociągami, chociaż nie jest to najwygodniejszy transport, zwłaszcza dla osoby niepełnosprawnej.
Tak samo jest z Bogiem… Nie trzeba wielkich, cudów, znaków, by go dostrzegać, poznać, zafascynować się tym JAKI JEST.
Jest wielki, ale można go znaleźć w małych, codziennych, zwykłych sytuacjach…
