Dziwię się ludziom, którzy z taką pewnością siebie twierdzą, ze wszystko w ich życiu zależy od nich samych.
A przecież wystarczy, że pociąg będzie miał opóźnienie, na drodze będzie wypadek, zachorujemy lub komuś wyskoczy dodatkowa praca i nasze plany lekko lub diametralnie się zmieniają i to nie z naszej woli…
Może trochę zazdroszczę ludziom, którym wszystkie plany zawsze wypalają, a przynajmniej tak to z boku i z opowieści wynika. Myślę sobie: może faktycznie mają wyjątkowe szczęście, są bardziej ogarnięci niż ja. Może ze mną jest coś nie tak.
Dochodzę wtedy do wniosku, że nie tędy droga, że nie ma co tak rozkminać. Po prostu tak jest, że czasem nie wychodzi…
Mam wiele pomysłów, planów, inicjatyw, od dawien dawna, które nie wypalają, które leżą gdzieś w kącie, mimo starań, mimo tego, że chcę, że czekam… ale czy się doczekam? Nie wiem…
To są momenty, w których czuję się bezsilna i naprawdę mała. Momenty, w których w cała ta prawda w trudny sposób uczy pokory.
I moim zdaniem uczy sensu słów „Jezu Ty się tym zajmij”
„Są rzeczy, których możesz się nauczyć tylko w środku burzy, przez którą przechodzisz”

Jak to mówią- rób tak jakby wszystko zależało od Ciebie, módl się tak jakby wszystko zależało od Boga 🙂