Wiecie… nie wiele osób, z samych siebie pyta mnie: Jak się masz ? Jak sobie radzisz? Itp. Nie, to nie jest wyrzut, po prostu taka refleksja…
Z drugiej strony, jak już ktoś zapyta, to mam problem z odpowiedzią . Samo – dobrze czy źle wydaje się za małe, za nijakie… Mam za sobą ciężki rok ( wcześniej też nie było łatwo i możliwe, że nadal nie będzie ).
Jest trudno, ale biorąc pod uwagę to, co przeżyłam i przechodzę, a nie zwariowałam (chyba), to jest dobrze .
Wiem też, że choćby nie wiem co, to nie mogę dać sobie „wyrwać” Pana Boga.
„Łatwo żyć- to tylko złudzenia. Kochać tak by nie bolało . A niewiadomych nie przybywało.”

W krajach anglosaskich „Jak się masz?” jest rutynowym pozdrowieniem, a odpowiedź na to pytanie nie jest w ogóle oczekiwana.
U nas pytanie o zdrowie, czy „manie się”, wynika z faktycznego zainteresowania – byłaś chora, ktoś o tym wie i pyta, czy już Ci lepiej.
Ja wolę naszą wersję – pytanie rzadko występujące, ale za to mające sens.
Pozdrawiam.