Życie

Jestem zaskoczona, że o tym piszę, ale czuję takie przynaglenie, żeby po prostu przedstawić SWOJE stanowisko, które wynika z mojej wiary, ale też ze zwykłych ludzkich obserwacji i etyki, oraz z moje własnego życiowego doświadczenia.

Dlaczego zaskoczona? Bo mam na tyle ten temat poukładany w sobie, na tyle jasną i niezmienną postawę, że nie wchodzę już od dawna w internetowe polemiki na ten temat.

Jeżdżę na wózku od urodzenia, dlatego, że mam porażenie mózgowe, które jest „skutkiem ubocznym” ratowania mi życia po moim przyjściu na świat. Za późno przetoczyli mi krew po urodzeniu. W łonie mamy rozwijałam się prawidłowo, choć przeżyła ona w tym czasie wiele stresów, których nie powinna doświadczać kobieta w tym stanie.

Nie wszyscy cieszyli się, że moja mama jest w ciąży ze mną. Mimo, że została praktycznie bez dachu nad głową, z jednym małym dzieckiem pod ręką, a z drugim w brzuchu, ze świadomością, że będzie młodą, samotną matką, nie miała wątpliwości, że ze „zlepku komórek”, który nosi w sobie, nie rozwinie się: gąsienica, rybka czy kapusta, ale tylko i wyłącznie JA:

JA- NOWA ISTOTA LUDZKA, DZIECKO, KTÓRE MA PRAWO ŻYĆ.

Jestem przeciwko aborcji – mordowaniu nienarodzonych dzieci. Jestem świadoma jak wygląda taki „zabieg” i słowo morderstwo, moim zdaniem, nie jest tu nadużyciem. Dla mnie to tak samo jak wziąć dzidziusia i powyrywać mu raczki, nóżki, oderwać od ciałka główkę.

Dzisiaj jesteś zdrowy i być może masz stabilną sytuację życiową. A co jeśli jutro to stracisz? Ma Cię ktoś wtedy prawo zabić?

Jestem kobietą, wiem, że każda moja decyzja o pójściu z chłopakiem do łóżka mogłaby się skończyć ciążą. Mam wybór. Moje ciało, moja sprawa – tak, to prawda – decyduję o współżyciu.

Jeżeli chodzi o gwałt to prawo polskie dopuszcza aborcję… Choć zawsze powtarzam, że gdybym zaszła w ciążę, w wyniku gwałtu – nie wiem co bym pomyślała… ale mam nadzieję, że ludzie, którymi się otaczam, aborcję wybiliby mi z głowy… Uchronili mnie tym samym od dodatkowej wielkiej traumy…

Czasami nie chce mi się żyć, to prawda…. Wybacz Boże, ale to nie wynika z faktu, że jeżdżę na wózku. Oczywiście, nie jest to takie proste jak się ludziom dookoła mnie wydaje, „bo przecież sobie nieźle radzę”, „bo tylko jeżdżę na wózku”.

Czasami nie chce mi się żyć, bo dla tych, których byłam „błogosławieństwem”, staję się problemem. Bo ludzie ranią, odrzucają mnie. Bo tracę… Boli mnie fałsz, egoizm, niewdzięczność… a ze słownika znikają słowa: przepraszam i dziękuję. Bo potrzebuję wsparcia, którego czasem nie znajduję, bo doświadczam bardzo trudnych rzeczy (np. tragiczna śmierć Jarka) itp. Po prostu czasem wydaje mi się, że nie mam siły już na więcej…. ale ŻYJĘ.

„Jest w ludziach taka zdolność do tego, żeby innych krzywdzić, jest w ludziach taka zdolność, że mimo, że zostali powołani do miłości, to nic z tej miłości nie zostaje w nich i są totalnie krzywdzący innych (…) zgorszenie to jest po prostu nie tylko takie coś, że ktoś zobaczył mój zły czyn i pomyślał (…) : coś tam złego zrobił ten ktoś. Nie, zgorszenie polega na tym, że ty swoim działaniem czynisz kogoś dużo gorszym. Czyli kogoś skrzywdziłeś i on potem nosi skutki tej krzywdy przez całe życie. Na tym polega zgorszenie.”

Autor

druga

Mam na imię Asia. Mam 30 lat .Mieszkam w Elblągu. Od urodzenia choruję na mózgowe porażenie dziecięce dlatego poruszam się na wózku. Posiadam licencjat z polonistyki i magistra z dziennikarstwa.

Jedna myśl w temacie “Życie”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *