Czasami bywa tak, że pytają Cię o kogoś i odpowiadasz: „Aa tak, znam, wiem o kogo chodzi”. Wasze drogi od czasu do czasu, się krzyżują. Wymienicie parę zdań, uśmiechniecie się do siebie i tyle… Może to być zaczątek czegoś znaczącego w naszym życiu, ale nie musi…. Decyduje o tym „Przypadek”, z którego skorzystacie lub nie.
Podobnie w moim życiu miałam z Jezusem. Słyszałam o Nim od zawsze, wiedziałam kim jest, ba – nawet o Nim świadczyłam, o Jego istnieniu… ale kim był dla mnie?
Może nie stawiałam sobie tego pytania, bo bałam się szczerej odpowiedzi…. Przecież wierzyłam w Boga, więc wiadomo kim jest dla mnie Jezus…
A prawda jest taka, że nie był dla mnie kimś bliskim… a przynajmniej nie tak ważnym i nie tak bliskim jak teraz. Nie rozmawiałam z Nim zbyt często, nie przebywałam, nie poznawałam…
Kim jest dla mnie Jezus teraz?
Prawdą, za którą warto iść. Przyjacielem, któremu mogę wszystko powiedzieć (i mówię). Bogiem, z którym podejmuję decyzje. Fundamentem, na którym buduję… Wolnością, której nikt mi nie odbierze…
