Około dwóch lat temu na spotkaniu wspólnotowy przy modlitwie dziękczynnej, jeden z uczestników uwielbił Jezusa w chorobie ojca. W tym momencie ktoś zapytał o to, jak można dziękować i uwielbiać Jezusa za chorobę? Przecież choroba jest czymś złym…
Kiedy byłam dziesięcioletnią dziewczynką , siedziałam na wózku przy piaskownicy i obserwowałam moich biegających rówieśników (takie widoki nie wzbudzały we mnie smutku). To był pierwszy moment , który pamiętam, refleksji nad sensem mojej niepełnosprawności. Doszłam wtedy do wniosku , że jestem jaka jestem, bo mam jakąś misję do spełnienia daną mi przez Pana Boga , której nie mogłabym wykonać, będąc zdrową osobom.
Około czterech lat później, zaczęłam się zastanawiać ,do czego mogę zostać powołana ,gdy dorosnę . Myślałam nad życiem zakonnym, małżeńskim lub życiem w samotności. Stwierdziłam wtedy , że jeśli bym miała zostać zakonnicą to Bóg „ nie posadziłby” mnie na wózku. Pozostało w takim razie małżeństwo lub życie w samotności.
Gdy miałam siedemnaście lat, pierwszy raz się zakochałam. Zaczęłam zastanawiać się poważnie nad pewnymi kwestiami nad, którymi wcześniej nie myślałam. W szczególności nad tym, czy ktoś będzie w stanie mnie pokochać taką jaką jestem i założyć ze mną rodzinę? ( to było i nadal jest moim największym marzeniem). Dopiero, wtedy przeżyłam bunt i nie zgodę na chorobę. Zaczęłam też gdybać ,co by było, gdybym była zdrowa…
To był jeden z najcięższych okresów w moich życiu , który przyniósł mi odpowiedzi na parę trudnych pytań (choć nie na wszystkie). Konsekwencją czego , było to , że pierwszy raz spojrzałam na moją niepełnosprawność , jak na łaskę i uwielbiłam Jezusa w swoje chorobie. Nie lubię gdybać i raczej staram się tego nie robić , ale przypuszczam , że gdybym była zdrowa, nie byłabym tym kim teraz jestem.
Myślę , że każdy chory, który wierzy w Boga ma kryzysy , ale i też takie momenty, w który widzi „plusy” swojej choroby. Wiem , że to dziwnie brzmi, bo oczywiście choroby same w sobie, nie są dobre, ale Pan Bóg ma moc przemieniania tego co złe w dobro. Czasem wykorzystuję chorobę do tego by np. pogodzić i zbliżyć rodzinę lub nas nawrócić itp. Wiele ludzi zdrowych, powiedziało mi, że my ludzie chorzy jesteśmy dla nich świadectwem wiary i siły. Patrząc z tej perspektywy można dziękować i uwielbiać Jezusa za chorobę.

Piękno kobiety jest głównie w jej spojrzeniu ❤
Pozdrawiam;)
Inaczej odczuwa się sytuację choroby od urodzenia – człowiek automatycznie uczy się z tym żyć i przyzwyczaja się do tego. A inaczej sytuację utraty zdrowia w wielu dojrzałym – człowiek pamięta co miał i co stracił. Ludzi może przerażać Twoja choroba, bo wyobrażają sobie, co by było, gdyby sami zachorowali, ale widzą to jako utratę aktualnie posiadanego zdrowia – co byłoby dla nich tragedią. Nie wiedzą, że nauczyłaś się z tym żyć i to dla Ciebie normalne.
Pozdrawiam.
🙂 pozdrawiam:)
Piękne świadectwo! Dziękuję Ci bardzo.
🙂 Chwała Panu !:)