Obiło mi się o uszy, że odbył się marsz dumy z niepełnosprawności (?) I niedawno był taki dzień.
Dla mnie to są wymysły, które zaczarowują rzeczywitości i to w jakiś dziwny sposób…
Nigdy ani nie byłam ani nie będę dumna z powodu tego, że jestem chora.
Kto jest dumny z choroby?
Akceptuję to, że jestem niepełnosprawna i mam pewne ograniczenia i potrzebuję pomocy osób trzecich.
Nauczyło mnie to pokory, cierpliwości i nie powozwoliło mi nigdy uwierzyć, że wszystko mogę.
Tak – to, że wszystko mogę – to ułuda, nawet jeżeli chodzi o soby zdrowe, a co dopiero jeżeli chodzi o osoby niepełnosprawne.
Tak, wiem – są osoby na wózkach, które wspinają sie po górach. Ale to są wyjątki. Dla większości z nas schody bez windy to duży problem…
Tak samo jak mówienie o samodzielności, jak sama się nie umyję, nie ubiorę i nie usiądę na wózku – to też zaczarowywanie rzeczywistości.
Ja akurat to wszystko robię sama, jak i piorę, myję podłogę itp. I z tego się cieszę. Ale zabierzcie mi wózek to nie zrobię nic.
Czy jestem z tego dumna? Nie. Czy się tego wstydzę? Nie. Jestem niepełnosprawna i tyle.

Nie do końca taka nazwa była, ale mniejsza o to.
Cóż, niektóre takie osoby są naprawdę wspaniałymi osobami, przy których po prostu chce się być. I bynajmniej nie chodzi o litość. Śledzę jedną z takich osób na YouTube. Ma NF2. Tym, jaka jest, przybiła mnie do ziemi. To, co przeżyła, było dla niej dewastujące. I jest nadal, ale chce jej się żyć. Miłość, wsparcie jakie dostaje popycha ją do przodu. Ludzie, wliczając mnie, są w niej zakochani. To jest normalne z czymś się zmagać.