PATRYK! PATRYK!
COOO?
ZARAZ OBIAD!
Takie krzyki słyszę na codzień przez okno. I wiecie co? Wcale mnie to nie wkurza, a wrecz cieszy.
Nie deneruwują mnie biegające po podwórku dzieci, ani że krzyczą grając w gry, ani dzwięk odbijanej piłki itp.
Te odgłosy są dla mnie takie swojskie i normalne, szczególne latem.
Myślę sobie przecież: nie tak „dawno” ja byłam takim krzyczącym dzieciakiem. Co prawda nie biegałam, ale mnie też ciężko było sciągnąć do domu na obiad.
Pamietam te negocjacje, by zostać na dworze jak najdłużej. Wakacje u dziadków, zabawy w piaskownicy czy noce w rozłożonym pod blokiem namiocie.
Te odgłosy mi to wszystko przypominają. I też to, że czas leci.
Ale cieszę się, że świat, ktory zdaje się gdzieś odszedł, jednak gdzieś tam przetrwał i daje o sobie znać.
